środa, 11 lipca 2018

Rozdział X: Dama a nimfa

Kiane siedziała przed oknem i rozczesywała długie, hebanowe włosy szczotką zrobioną z drewna i końskiego włosia. Dawniej lepszych szczotek używała do dbania o uczesanie Kory, zawsze podziwiała te z bogatymi wzorami na srebrnej obudowie i małymi kryształkami umocowanymi na podstawie.
Poczuła, że powoli ciało zaczyna cierpnąć, ale wiedziała, że każdy ruch spowoduje ból w ranie, która zdobiła nogę. 

Wyglądała przez okno i czekała, aż Charon wróci z jedzeniem. Ostatnio jej apetyt wyraźnie się zaostrzył i nie ukrywała, że dwie miski owoców to raczej za mało na cały dzień, tym bardziej teraz, gdy organizm regenerował się po starciu z Cerberem i tygodniowym pobycie w łóżku.
Ucieszyła się na widok zakapturzonej postaci, która szybkim krokiem przemierzała Pustkowia. Mężczyzna wszedł do chaty, a zaraz za nim, przez uchylone drzwi, wleciał wiatr, wywołując na nagich ramionach nimfy lekki dreszcz. Choć ten mógł być spowodowany samą postacią boskiego przewoźnika dusz.
- Witaj - uśmiechnęła się. Charon nie odpowiedział, tylko postawił kosz owoców na blacie. Kiane widziała jedynie jego plecy, okryte szatą, stał nieruchomo tyłem.
- Coś się stało? - zapytała, czując się nieswojo. Siedziała i wpatrywała się w niego, cisza przeszywała pomieszczenie i ciążyła na obojgu. Gdyby nimfa mogła samodzielnie do niego podejść, już dawno by to zrobiła.

- Wszystko jest w porządku - odparł oschle, w końcu się odwracając. Kiane widziała na jego twarzy nieopisane emocje, z których mogła wywnioskować, że nic nie jest w porządku.
- Jeśli zrobiłam coś nie tak... - zaczęła dość pewnym tonem, na który, ze względu na minione wydarzenia, nie powinna sobie pozwalać.
- Zrobiłaś wystarczająco dość, plątając się samotnie pod zamkiem Hadesa - mruknął, zakładając ramiona na piersi. Wpatrywał się w nią wyczekująco, zapewne spodziewając się przeprosin. Ale na twarzy kobiety zamiast oznak skruchy, pojawił się głęboki grymas.
- Przecież to nie moja wina! - zaprzeczyła żarliwie, a jej ramiona i dłonie ułożyły się dokładnie w takiej samej pozycji, co Charona. - Skąd mogłam wiedzieć, że Cerber jest aż tak niebezpieczny? - posłała mu gniewne spojrzenie.
- Niebezpieczny? No tak, racja, przecież to tylko ogromna, trzygłowa bestia - zakpił w odpowiedzi.
- To by się nie stało, gdybyś zajął siedzibę Hadesa. Wiedziałabym o ewentualnych zagrożeniach - wypomniała mu. Właściwie chciała jeszcze dodać, że zamiast żyć we wspaniałym, przestronnym zamku, gniecie się w tej przytłaczającej chacie, ale wolała nie testować cierpliwości mężczyzny.
- Z tego co mi wiadomo, kwestionowanie mężczyzn, a w dodatku takich, którzy przewyższają wiekiem i dają schronienie nad głową, nie należy do dobrych manier damy - powiedział tonem, który Kiane powoli zaczynała nienawidzić. Gdyby chociaż na nią nakrzyczał, mogłaby się odwdzięczyć tym samym, ale nie dość, że on ją pouczał, to jeszcze robił to w tak spokojny i opanowany sposób, że miała ochotę spłonąć ze wstydu. Nie rozumiała, dlaczego wypominał jej to wszystko teraz, przecież miał do tego tysiące okazji przez ostatni tydzień.
- Mówiłam już, nie jestem damą. Jestem nimfą - odpowiedziała ze złością, spuszczając jednak wzrok na drewnianą posadzkę. Jej bojowa postawa nawet na chwilę się nie zachwiała.
- Ja też już mówiłem. To się nie wyklucza - przypomniał. I choć powiedział to w taki sposób, że policzki Kiane zrobiły się jeszcze bardziej czerwone, to nie zaszczyciła go spojrzeniem.
- Pójdę już - przerwał ciszę i wyszedł, choć dziś nie czekała już na niego żadna praca. Czuł się jak intruz, choć przecież to była jego chata, jego dom! Czarnowłosa odprowadziła go wzrokiem i patrzyła przez okno tak długo, aż znikł za horyzontem.

Charon przemierzał puste polany i wsłuchiwał się w starą jak ziemia, po której stąpał, pieśń wiatru. Zastanawiał się, kiedy to miejsce zaczęło umierać i dlaczego nie potrafił tego zmienić. Przecież kiedyś rosła tu trawa, słońce świeciło jaśniej, niż na górze, a w nocy na granatowym płótnie pojawiały się prawdziwe gwiazdy. To wszystko skończyło się, gdy odeszła ich Pani, a Hades na zawsze pogrążył się w żałobie. Choć... Był taki moment, kiedy Charon widział pnącza róży wychodzące z okna w wieży. Tak, pąki kwiatów były tak ogromne i przesycone, że słodką woń było czuć na całą odległość Styksu. Zorientował się wtedy, że nadchodzą zmiany, a zaraz potem Ares stał przed jego chatą, w której mieszka teraz czarnowłosa nimfa o butnym charakterze i proponował mu objęcie pieczy nad całymi Podziemiami. Charon zgodziłby się, niezależnie czy prosiłby o to Ares, czy inny z tych paskudnych bogów, choć dosłownie widział, jak wyrastają przed nim z tego tytułu coraz nowsze trudności. Ale to była ziemia, na której się urodził, i na której zamierzał umrzeć.
Tak samo jak wiedział, że przyjmując pod swój dach Kiane, staje się za nią odpowiedzialny, nieważne, jak bardzo czuł się z tego powodu wzburzony, czy sfrustrowany.
Wiedział, że najbliższe lata nie będą tak ciche i spokojne jak wcześniejsze wieki, ale wiedział też, że nie będą tak smutne i beznadziejne. Dlatego nie martwił się o nadchodzące dni.

Kiedy wrócił do domu, Kiane przysypiała na stołku, oparta policzkiem o pięść. Dzielnie walczyła ze snem, wpatrując się w płomień zapalonej świecy, którą widocznie wytargała z dna szafy.
- Wreszcie wróciłeś - wyszeptała i choć jeszcze przed chwilą zdawało się jej, że uśnie, teraz czuła się trzeźwa bardziej, niż o poranku. Bała się gniewu mężczyzny, choć nie wiedziała, czego się spodziewać - przecież nigdy go nie uświadczyła. Charon bywał zdenerwowany albo zezłoszczony, ale nie miał w zwyczaju się obrażać, tak jak robił to Hermes, gdy odmawiała spotkań, zbyt mocno przejęta problemami Kory.
- Czekałaś na mnie - zapytał, choć brzmiało to raczej jak stwierdzenie, rzucone do samego siebie.
- Nie mogłabym zasnąć, nie wiedząc jak... Czy jesteś... - sama nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co miała na myśli. Przecież nie mogła przyznać się do błędu.
Charon zdjął płaszcz i przysiadł się naprzeciwko.
- Chciałbym, żebyś czasem mnie słuchała - powiedział. Kiane zmarszczyła brwi i zaczęła uważniej się mu przyglądać, czy aby przypadkiem nie jest pod wpływem żadnego trunku. - Podziemia od jakiegoś czasu nie są bezpiecznym miejscem, i kiedy mówiłem, że twoje przeżycie w jaskini to cud, to naprawdę miałem na myśli cud - zaczął.
Żadnej ironii, żadnej złości, tylko... szczerość. Łamał ją tak prostym, ale skutecznym sposobem. On naprawdę znał jakieś stare tajemnice świata.
- Dlaczego mi pomagasz? - wypaliła, już nawet go nie słuchając. Już dawno powinna zadać mu to pytanie. Zatrzymał się i teraz to on spoglądał na nią w lekkim zdziwieniu.
- Dlaczego miałbym nie pomagać? Być może kiedyś to ja będę leżał gdzieś półżywy i znajdziesz mnie zupełnie samego, w potrzebie - dla niego to zdawało się być oczywiste.
- No tak - odpowiedziała, choć nie wyglądała na przekonaną. - Wybacz, ale jestem okropnie zmęczona. Muszę już iść spać - oznajmiła, zasłaniając ręką na wpół uchylone usta, choć wcale nie ziewała. Jednym, słabym podmuchem zgasiła ogień na świecy, dym zaczął się unosić, rozprowadzając w pomieszczeniu charakterystyczną woń. Charon zrozumiał jej prośbę i wyszedł, jak co noc. Kiane nie zaprzątała sobie głowy tym, gdzie śpi i nie zamierzała tego robić teraz. Ale gdy mężczyzna już opuścił pomieszczenie, wcale nie zasnęła. Długo jeszcze po jego zniknięciu myślała o tym co powiedział i jak ogromne szczęście ma, że go spotkała.
***
Kiedy Charon wrócił nad rankiem, Kiane jeszcze spała. Kosz pełen słodkich truskawek uderzył o blat stołu i dziewczyna gwałtownie się zbudziła. Przeprosił ją, posyłając zmartwione spojrzenie. Jego szaty, tak granatowe, że można byłoby je pomylić z czernią idealnie pasowały do ciemnej karnacji i jeszcze ciemniejszych włosów, rozproszonych na niskim czole.
Dziewczyna przeciągnęła się wolno i wstała. Zimno szczypało jej nagie stopy, choć w kominku całą noc jarzył się ogień. Charon poczęstował się jednym z dojrzałych owoców, a później wziął kolejny i kolejny.
- Nie jadasz już mięsa? - zapytała, przypatrując mu się z ukosa.
- Oczywiście, że jadam. Tylko... nie tutaj - oznajmił. Zgarnął z blatu małe listki i wrzucił w pięść. - No właśnie, praca. Pora już na mnie - przypomniał sobie.
- Już? - zapytała bez emocji, maskując żal. - Musisz mieć jej naprawdę sporo - dodała.
- Jak wyzdrowiejesz, to będziesz mogła pójść ze mną - uśmiechnął się znacząco. Kiane uchyliła rąbek perłowych zębów. - Pod warunkiem, że nie zrobisz nic głupiego - zaznaczył, wyciągając w jej stronę palec wskazujący.
- Ja nigdy nie robię nic głupiego - żachnęła się.
- No tak, jak mógłbym zapomnieć - zironizował z przekąsem, choć kąciki jego ust nie wytrzymały i z lekka się uniosły. Kiane również zaśmiała się pod nosem.
Mężczyzna ukłonił się i wyszedł. A ona znów została z przeczytanymi tysiąckroć książkami i małą roślinką, która nawet nie zaczęła pokazywać zalążków liści, a tym bardziej kwiatów.
***
Rana nie wyglądała źle, ale nie wyglądała też dobrze. Czasem jeszcze Kiane odkrywając opatrunek widziała na nim krew lub żółtą wydzielinę, wydostającą się z powoli narastających strupów. Znachor przyprowadzony przez Charona uratował jej życie. Po tym jak swoimi zielarskimi umiejętnościami zatamował krwawienie i uleczył ranę, pozostawił ją w głębokim śnie na trzy dni, a w razie przebudzenia wcześniej, niż za tydzień, nakazał pozostać w spoczynku i zostawił jakieś maści nieznanego pochodzenia, o dziwnym zapachu, podobnym do woni zgniłego mięsa. Ale Kiane nie protestowała, nie miała innej możliwości jak zaufać specyfikom medyka i zmieniać opatrunki aż cztery razy dziennie.
Zastanawiała się, kiedy wreszcie będzie mogła chodzić, nie odczuwając bólu, przypominającego stale o głupocie, jaką było samotne udanie się do zamku Hadesa. Tym bardziej, że nie naraziła na niebezpieczeństwo tylko siebie. Dotknęła brzucha. Jak długo jeszcze będzie mogła ukrywać swój stan? Czasem całkowicie zapominała, że w ogóle nosi to dziecko. Zdawało się, że już je pokochała, ale nadal przeklinała się w duchu, że w ogóle doszło do jego powstania. Gdy Charon się o nim dowie, zapewne ją wyrzuci i wtedy kompletnie nie będzie wiedziała dokąd się udać. Ale póki brzuch nie był widoczny, miała nadzieję, że uda jej się utrzymać przeszłość w tajemnicy. Kiedy wreszcie stanie na nogi, będzie mogła opuścić to okropne miejsce bez ukochanej matki natury i wróci do domu, za którym tak bardzo tęskniła.
***
Charon długo zastanawiał się, co odpowiedzieć Aresowi, gdy ten ponownie zjawił się w Podziemiach i zaczął wypytywać o sprawy, które zdecydowanie nie powinny go interesować.
- Nie sądziłem, że jeszcze tu zawitasz - powiedział na przywitanie, z nieukrywanym zdziwieniem.
- To, że pozostawiłem te ziemie tobie i sprowadziłem tu swoich szpiegów, nie oznacza, że nie będę co jakiś czas przybywał, by upewnić się, czy aby wszystko jest na swoim miejscu - odpowiedział kąśliwie, a uśmiech nadał jego twarzy iście złowrogi wyraz.
- No tak - Charon spochmurniał.
- Ależ przyjacielu, nie obawiaj się. Niedługo na Olimpie będzie się tyle działo, iż wszyscy zapomną o tym niechlubnym zakątku, który ci powierzyłem. Szykują się co najmniej dwie uroczystości zaślubin. Adonis i Kora, Hermes i Iambe... Będziemy świętować nie krócej, niż pół roku! - znów zaśmiał się fałszywie. - Oczywiście ty i twoja urocza towarzyszka również jesteście oczekiwani. Musisz tylko poczekać na zaproszenie od Zeusa...
- Towarzyszka? Co masz na myśli? - Charon zapytał z udawanym zdziwieniem.
- Charonie, chyba nie myślałeś, że nikt nie zauważył... Przecież nie sprowadzałeś szat i biżuterii dla siebie, prawda? - zaśmiał się jeszcze głośniej niż poprzednio, klaskając w dłonie - No i znachor... Czyżbyś już zdążył zrobić jej krzywdę? - Ares bawił się w najlepsze.
Charon milczał, choć jego zaciśnięte w pięść dłonie i szalejące z wściekłości oczy zdradzały emocje.
- Ja nie mieszam się w wasze sprawy tam na górze, więc i ty bądź łaskaw zostawić mnie w spokoju.
- Ale po co te nerwy? Dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto ogrzewa twe łoże w zimne noce - mówił, rzucając w stronę mężczyzny porozumiewawcze spojrzenia. - Nie rozumiem tylko, dlaczego nie przeniesiecie się do siedziby Hadesa, tam jest znacznie przyjemniej - rzucił, niby od niechcenia.
- Jestem ci wdzięczny, za twą hojność, ale mieszkam w tej chacie od czasów dzieciństwa, a sam dobrze wiesz, jak to długo. Jestem zbyt przywiązany, by teraz zamieniać ją na pyszne sale i kosztowne komnaty - uciął krótko i odszedł. I choć drażniło go okropnie, gdy ktokolwiek sugerował mu przeniesienie się do zamku, jeszcze bardziej martwiło go, że Ares, bóg wojen i bitew, ale przede wszystkim bóg podstępów i oszustw, karmiący się bólem innych, wiedział o Kiane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony