niedziela, 3 czerwca 2018

Rozdział IX: Zamek i bestia

Kiane dziękowała bogom za splot wydarzeń. Od kilkunastu dni mieszkała w chacie Charona i zajmowała się pracami domowymi w ciszy i spokoju. Nie brakowało jej niczego, gdy mężczyzna wracał wieczorami przynosił jej jedzenie i książki, by zbytnio się nie nudziła. Choć bywały momenty, kiedy czuła, że zwariuje w małych, czterech ścianach, to za każdym razem gdy miała ochotę nacisnąć klamkę przypominały jej się błąkające bo bezkresach pustki dusze i słowa przestrogi Charona.
Cieszyła się, że nie spędzają w swoim towarzystwie czasu. Odkąd nie odpowiedziała na żadne z jego pytań po wizycie Aresa, odzywali się do siebie tylko z konieczności. Choć okazał jej dobroć, nadal nie była pewna, czy jego intencje są szczere.
Tak mijały jej dni, jeden za drugim, na praniu, czytaniu i wylegiwaniu się w łóżku. Czasem przelotnie tylko myślała o pięknych sukniach i biżuterii, których bardzo jej brakowało. Wszak dostatnie życie było tym, czego od zawsze pragnęła.
Pewnego wieczoru, gdy właśnie skończyła się kąpać i przebrana w zwiewną, szarą szatę, w której spała, wyczekiwała przy oknie na gospodarza, wydarzyło się coś, co znów mocno ją zaniepokoiło.
Sylwetka Charona znacznie odznaczała się na granatowym tle, gdy maszerował wprost do chaty. I nagle wyrósł przed nim mężczyzna, względem którego Kiane czuła strach i niepewność. Widziała, jak Ares kładzie mu rękę na ramieniu w geście przywitania i zaczyna ruszać ustami. Musieliby być bliżej, żeby mogła ich usłyszeć, pozostało jej jedynie czytanie z ruchu warg, co nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Podczas gdy oni zdawali się rozmawiać wiecznie, ona z niecierpliwości zaczęła wbijać zęby w wargi, aż pozostawały na nich ślady.
Ares poklepał Charona po plecach.
- Jestem rad z twojego wyboru, przyjacielu.
Przewoźnik umarłych uśmiechnął się niemrawo i odszedł. Czuł jak pukle ciemnych, lekko kręconych włosów przyklejają mu się do spoconego czoła.
Kiane dopadła go od razu, nim jeszcze zdążył wejść do chaty, tak samo jak ostatnio, gdy gościli w Podziemiach boga wojny.
- Czego on znów chciał? - zapytała ze złością.
- Tego samego, co ostatnio - odpowiedział zdawkowo.
- Czyli? - wyzywająco skrzyżowała ręce na piersi. Musiała mieć choćby szczątkową wiedzę na temat tego, co dzieje się w prawdziwym świecie, na Olimpie.
- Ares złożył mi propozycję. Nie do odrzucenia - dodał ponuro. - Chce, żebym zarządzał Podziemiami, dopóki on nie będzie w stanie.
Kiane zaniemówiła. Skoro Ares nie będzie pojawiał się w krainie Hadesa, nikt na Olimpie nie dowie się o jej ciąży. Kiedy Charon usidli pałętające się wszędzie dusze, wreszcie będzie mogła wyjść z chaty i pooddychać świeżym powietrzem.
- Zaproponował mi też przeniesienie się do zamku Hadesa, ale odmówiłem.
- Odmówiłeś? - zapytała niemal od razu, rozczarowanym głosem.
Charon popatrzył się na nią ze zdziwieniem.
- To chyba oczywiste. Kiedy Hades wróci, zapewne będzie chciał odzyskać to, co do niego należy.
- Przecież Hades nie żyje.
- Nie żyje? - zakpił. - Wierz mi, poznałem go i wiem, że nie dałby się zabić w pierwszej, lepszej bitwie.
Kiane zamyśliła się. Jeśli Hades by żył, wszystko mogłoby się jeszcze zmienić.
- Ci na górze muszą wiedzieć więcej, ale to już nie jest moja sprawa.
- Jak to? Nie jesteś ani trochę ciekaw, co tak naprawdę się dzieje? Teraz, kiedy przysługują ci przywileje z racji nowego tytułu, mógłbyś to wykorzystać...
- Nie, nie jestem ciekaw. I byłbym wdzięczny, gdybyś więcej nie sugerowała mi żadnych nadużyć - oznajmił i wyszedł, lekko wzburzony. Nie mógł dostrzec rumieńców, które pojawiły się na policzkach Kiane, gdy opuścił pomieszczenie. Dziewczyna usiadła na skraju łóżka i przez kilka chwil pusto wpatrywała się w nieistniejący punkt na ścianie. Nie mogła skupić się na żadnej myśli, jedynie przykładała skostniałe z zimna ręce do gorących policzków. Nie wiedziała, co począć. Czy powiedziała coś nie tak? Nikt wcześniej nie wytykał jej błędów w zachowaniu, nigdy też nie czuła, by pozwoliła sobie na zbyt wiele. To on się zapomniał i niepotrzebnie uniósł. Choć z drugiej strony, powinna pamiętać, że mężczyźni z Podziemi zawsze żywili niezrozumiała dlań awersję do bogów z Olimpu. Hades również trzymał się od nich z daleka i nie zabiegał o przyjęcia, czy uczty. Może powinna przeprosić? Jeśli wyrzuci ją z chaty, nie będzie miała się gdzie podziać. Spojrzała na okrągły brzuch. Może powinna mu powiedzieć też o tym?
***
Kiedy Charon wrócił w środku nocy, Kiane nie spała. Siedziała na łóżku, oparta o ścianę z podkulonymi nogami. Podniosła się, gdy tylko ujrzała go w drzwiach.
- Może nie powinnam...- wypaliła, nie pozwalając mu nawet wejść.
- Czy rzucanie się na mnie w progu będzie już należało do codziennej praktyki? - skarcił ją. Spuściła głowę, ale ręce założyła na piersi, przyjmując bojową postawę.
- Jak w ogóle mogłam pomyśleć... - nie dokończyła, zgięła się w pół pod wpływem silnego bólu. Czuła, jakby ktoś przeszył ją sztyletem w sam środek brzucha. Charon zbliżył się, chciał jej jakoś pomóc, ale ona szybko się odsunęła i zabroniła się dotykać.
- To kobiece sprawy - wytłumaczyła. Po chwili ból przeszedł. Mężczyzna pomógł jej usiąść na łóżku.
- Na pewno wszystko dobrze? - pytał raz za razem, kiedy tłumaczyła, że to nic takiego. W rzeczywistości zaniepokoił ją tak nagły ból. Nigdy nie znała żadnej kobiety w ciąży, nie wiedziała czy powinna się przejmować, czy raczej uznać to za normę taką samą, jak poranne nudności.
Charon widocznie poczuł się winny zaistniałej sytuacji, bo następnego dnia przyniósł jej zioła, z których przyrządził napar. Ponoć miał uśmierzyć ból podczas kobiecych dni, ale ponieważ Kiane wiedziała, że z całą pewnością nie cierpi na tą dolegliwość, wylała go, gdy tylko nie patrzył.
- Czy mogłabym mieć do ciebie prośbę? - zapytała następnego wieczora.
- Czego tylko sobie życzysz - odparł, jak na przewoźnika dusz przystało.
- Chciałabym mieć tutaj chociaż jedną roślinę. Wystarczy coś małego - zapewniła.
Charon już kolejnego dnia spełnił jej życzenie i podarował małą doniczkę z cebulką kwiatka w środku. Kiane położyła ją na stole i obserwowała przez kilka godzin. Brakowało jej zieleni, która otaczała ją od dzieciństwa. Charon widział, jak z czułością przyglądała się małej roślince, widział też spojrzenia pełne tęsknoty. Wiedział, że musi być jej trudno zaadaptować się w nowych warunkach. W końcu w Podziemiach była od kilku tygodni.
Mijały dnie, za dniem, a boski przewoźnik coraz rzadziej pojawiał się w chacie. Przychodził tylko z jedzeniem i wodą, i od razu wracał do pracy. A Kiane nie czuła się samotna, czasem tylko się jej nudziło. W końcu kiedy mieszkały z Korą i nimfami w lesie też nie miała z kim rozmawiać. Żadna z dziewczyn nie była tak poważna jak ona, każda chciała się tylko bawić. Z czasem dziewczyna zaczęła im matkować, choć nie z powodu głębszych uczuć, a raczej chęci udowodnienia wszystkim, że zna się na życiu najlepiej. Ciekawe, co stało się z innymi nimfami... - zastanawiała się, choć podejrzewała, że zapewne wróciły w jedynie miejsce, które znały, do wodopoju, gdzie matka natura dała im życie. Nigdy nie były ze sobą jakoś specjalnie zżyte, to ona i Kora trzymały się razem. Dopóki Kora nie poznała Hadesa.
Pielęgnując małą cebulkę kwiatka, myślała też o Hermesie. W ostatnim czasie nie roniła już cichych łez, kiedy tylko obraz jego roześmianej, okalanej złotymi lokami twarzy pojawiał się w jej wspomnieniach. Zdradził ją, porzucił. Musiała polegać na sobie, to było jedyne, co uznawała za pewne. No i w ostateczności na Charonie.
***
- Kiane? Czy nie miałabyś ochoty na spacer? - zapytał pewnego popołudnia, wróciwszy wcześniej do chaty.
- Przecież na dworze jest niebezpiecznie - odparła, zgodnie z faktami. W odpowiedzi Charon jedynie podał jej dłoń. Z ciekawości chwyciła jego rękę i dała się prowadzić wprost ku drzwiom. Choć miała świadomość czyhających niebezpieczeństw, ani na moment nie przyszło jej do głowy, by odmówić.
Kiedy drzwi się uchyliły i przekroczyła próg, wiatr zaczął bawić się jej włosami i szatą. Tańczył z nimi tak jak chciał i choć stale odgarniała kosmyki z oczu, on stale wpychał je tak, by nic nie mogła ujrzeć. Dopiero kiedy udało jej się zwinąć niesforne włosy w luźnego warkocza, skupiła wzrok naokoło siebie. Wiatr hulał, lecz bez akompaniamentu jęków zagubionych istot. Gdyby choć na chwilę przestał swawolić, prawdopodobnie zapanowałaby niezmącona dźwiękiem cisza.
- Gdzie one wszystkie są? - musiała mówić głośniej, żeby mężczyzna mógł cokolwiek usłyszeć.
- To zależy. Jedne na Polach Elizejskich, drugie w Erebie, a jeszcze inne w Tartarze.
Delektowała się powietrzem i cieszyła, że nie będzie już musiała całych dni spędzać w chacie. Była wdzięczna bogom za to, że miała gdzie spać, ale to miejsce powoli zaczynało ją nużyć.
- Jak to się stało?
- Cóż... Nadszedł czas, bym zaczął wypełniać swe obowiązki - oznajmił, zakładając ręce na piersi i dumnie rozglądając się po Pustkowiach.- Teraz będzie tu bezpiecznie.
Kiane cieszyła się, że nie będzie już musiała znosić widoku półprzeźroczystych widm, które odstraszały samym wyglądem.
- Na czym polega twoja praca? - zapytała z czystej ciekawości.
- Dużo by mówić. Teraz pilnuję, by każda dusza została sprawiedliwie osądzona. Właściwie nie robię nic więcej od odprowadzenia jej przed sąd. Ares nakazał, bym spisywał wszystko, co się tu dzieje i raz na miesiąc przynosił mu spisane pergaminy na Olimp. To wszystko.
- I nie dostaniesz za to żadnego wynagrodzenia? - dopytywała, rozczarowana.
- Większość monet dostarczają mi umarli, których przewożę, nie potrzeba mi więcej, niż obole, które od nich dostaję. Ares na pewno uważa za sowitą nagrodę fakt, iż będę mógł przebywać w jego towarzystwie raz w każdym miesiącu w roku - oboje się zaśmiali. - Wprawdzie jest jeszcze kwestia zamku... - przypomniał sobie, gdy zobaczyli go w oddali. Wykuty w kamieniu, w znacznej odległości nie wydawał się tak duży.
- Ach... - westchnienie wyrwało się z jej ust, nim zdążyła zachować je dla siebie. Charon przypatrywał się jej chwilę, kiedy spuściła wzrok na ziemię. Szli dalej pod rękę, pozwalając, by ciszę wypełniał jedynie nieustępliwy wiatr, który nie chciał opuścić Podziemi.
***
Teraz oprócz czytania, pielęgnowania rośliny i prania brudnych szat, Kiane mogła udawać się na krótkie spacery, niedaleko od chaty. Dziwiła się jak pusty i jałowy był krajobraz Podziemi. Jak życie w ogóle mogło się tutaj narodzić, skoro nigdzie nie było drzew? Widocznie suche konary wystarczały dla niej, Charona i innych mieszkających w krainie Hadesa istot. Pomagał im też wiatr, wieczny towarzysz tych ziem, na które nie miała wstępu matka natura. Wędrowała tak, obserwując każdą napotkaną jaskinię, czy nieudolnie pnący się do góry konar
Słońce w Podziemiach było niewiele różne od księżyca na górze. Oświetlało ziemię, ale nie posyłało w jej stronę ciepłych promieni, którym zawsze udawało się przezwyciężyć największe chmury. W Podziemiach nie było chmur. Nie było deszczu. Tylko wiatr, szorstko otulający policzki.
Chyba jednak zawędrowała dalej, niż zazwyczaj, zamek Hadesa zaczął rosnąć na jej oczach. Już po chwili marszu, wyrastał przed nią ogromny, skalny budynek. Wysokie wieże sięgały nieba, wejście rozpoczynało się dopiero po przejściu przez ogromne schody. Dziwiła się temu odmiennemu stylowi budownictwa. Żadnych kolumn, żadnych ozdobnych ornamentów, jedynie skała. Ciekawe, kto postawił Hadesowi taki zamek...
Musiała się przekonać, co kryje ta zagadkowa budowla. Podeszła bliżej schodów i już miała kierować się do wejścia, gdy coś powaliło ją na ziemię. Ogromne monstrum z trzema głowami, czarne niczym smoła, przyciskało ją do podłoża swymi ciężkimi łapami. Czuła na sobie jego gorący oddech. Wpatrywała się w równie czarne, co sierść ślepia i zastanawiała się, czy cokolwiek teraz może ją uratować. Każda z głów bestii kontrolowała jej ruchy, których i tak nie było zbyt wiele.
- Cholerny Hades... - wyrwało się jej, kiedy zaczęła zastanawiać się, po co mu tak ogromne zwierzę. I wtedy Cerber ją puścił. W mgnieniu okna zostawił ją, jakby nie była już warta pilnowania i wspiął się po schodach, by przysiąść pod drzwiami. Zaczął skamleć i choć Kiane wiedziała, że zapewne tęskni za swym panem, zerwała się do biegu.
Dopiero kiedy zatrzasnęła za sobą drzwi w chacie, poczuła się bezpiecznie. Adrenalina zaczęła ją opuszczać i poczuła ból w lewej nodze. Podciągnęła zabrudzoną od krwi szatę i zobaczyła dwie, ciągnące się tuż nad środkiem kolana rany, które ciągnęły się i skręcały w wewnętrzną stronę uda. Dla czarnej bestii to zapewne byłoby draśnięcie, dla Kiane były jednak na tyle głębokie, by na sam widok ilości krwi przeszył ją dreszcz. Starała się ignorować ból, przygryzała dolną wargę tak mocno, iż po chwili na ustach też pojawiła się szkarłatna ciecz. Rozerwała szatę i obwiązała sobie nogę w miejscach, gdzie rany były najgłębsze. Nie wiedziała, co dalej robić. Usiadła na podłodze, opierając się o wannę, a z jej oczu spadło kilka drobnych łez.
Charon przyszedł dopiero po zmierzchu. Kiedy zobaczył ślady krwi przed drzwiami, już poczuł niepokój, ale gdy wszedł do środka, strach ogarnął go całkowicie. Kiane leżała pod wanną na wpół przytomna, a wokół niej unosił się charakterystyczny zapach mieszanki potu i krwi. Mężczyzna nie czekał, tylko podwinął pozostałości szaty, którą na sobie miała aż pod klatkę piersiową. Skrzywił się na widok rany i nieudolnego opatrunku. Nie wahając się ani sekundę, wybiegł z chaty, pozostawiając nimfę zupełnie samą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony