sobota, 31 marca 2018

Rozdział VII: Propozycja

- Czy to znaczy, że umarłam? - zapytała cicho.
- Nie. Nie każdy, kto mnie widzi musi być martwy - mężczyzna zdusił w sobie chęć zaśmiania się na głos. Przestał się w nią wpatrywać i przeszedł do kuchni. Na drewnianym blacie leżały cztery jabłka i duży kawał surowego mięsa, które jeszcze ociekało krwią.
- Musisz być głodna. Spałaś kilka długich dni - oznajmił. Dopiero teraz z ulgą zauważyła, że nadal ma na sobie żółtą suknię.
- Powinnam już iść - zauważyła i szybko się podniosła, gotowa do wyjścia.
- Gdzie? Z tego co wiem na Pustkowiach nie uświadczysz, pani lepszych warunków, niż tutaj.
Miał rację. Ale nie wiedziała czego oczekuje w zamian za gościnę.
- Wyjdę teraz, łazienka jest do twych dyspozycji, jeśli zechcesz. Podobnie jak cały dom.
Nie odezwała się ani słowem.

- I lepiej nie wychodź na zewnątrz. Fakt, że żyjesz to cud - dodał i zniknął za frontowymi drzwiami.
Była sama. Niepewnie wyszła spod ciepłego futra, które imitowało kołdrę. Kiedyś musiało należeć do wyjątkowo dużego zwierzęcia. Podeszła do blatu. Omal nie zwymiotowała, kiedy do jej nozdrzy dostał się zapach mięsa. Szybko zgarnęła trzy jabłka i usiadła przy stole, naprzeciwko małego okna. W pomieszczeniu było tak ciepło, że nie czuła potrzeby siedzenia przy kominku. Jabłka były wyjątkowo twarde i kwaśne, a od tych z sadu, które przynosiła Demeter różniły się też barwą. Tak jak sądziła, nie zaspokoiły głodu. Smród mięsa zaczął mocniej unosić się w powietrzu. Nie mogła oddychać.
Dopiero po dłuższej chwili zauważyła parującą wodę w czterech wiadrach przy wannie. Choć słyszała, że w swoim stanie nie powinna nadwyrężać mięśni, uniosła każde z nich i przygotowała kąpiel. I tak robiła wiele rzeczy, które kobietom w ciąży były surowo zakazane. Zdjęła zniszczoną suknię i weszła do wanny. Od dawna marzyła o ciepłej kąpieli. Patrzyła na wystający nad poziom wody brzuch, który powoli się zaokrąglał. Myślała o mężczyźnie, który ją uratował i o tym, co się z nią stanie, gdy wróci. Nawet nie zauważyła, że przejmowanie się losem własnym i dziecka na dobre odrzuciło żal po Hermesie.
Nie moczyła się długo, letnia woda szybko wystygła. Dopiero gdy chciała wyjść z wanny spojrzała na zniszczoną szatę, którą z powrotem musiała na siebie włożyć. Przynajmniej umyła włosy, które szybko odzyskały straconą miękkość. Nadal czuła się zmęczona, a że nie miała nic innego do zrobienia, ułożyła się na miękkim łożu i przymknęła powieki. Ciepło otulało ją z każdej strony na tyle mocno, by nie musiała się przykrywać. Szybko zasnęła.

Mężczyzna wrócił wieczorem. Pchnięte przez wiatr drzwi uderzyły tak mocno, że natychmiast ją przebudziły.
- Przepraszam za jabłka. Zostawiłam tylko jedno.
Nie odezwał się, odstawił trzymane wiadro z wodą.
- Ta jest do picia - oznajmił łagodnie, lecz bez emocji. Czuła się tak nieswojo, nie wiedziała, czy powinna pozwolić sobie na wrodzoną szczerość czy jednak ją zamaskować, by nie urazić mężczyzny.- Pracuję całymi dniami i nocami, nie musisz, pani zamartwiać się krępującymi sytuacjami. Zalecam pozostać tu aż sytuacja w Podziemiach się nieco... uspokoi.
- Proszę nie tytułować mnie panią, jestem leśną nimfą - od razu odpowiedziała na jego szarmanckie zachowanie, wobec którego nie mogła przejść niezauważenie.
- Czy to wyklucza traktowanie kobiety z należytym szacunkiem? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, jestem wychowankiem starej szkoły.
Kiane rzadko demonstrowała uczucia mimiką. Ograniczała się do wyjątków w postaci histerii, która napadła ją po spotkaniu z senną marą Hermesa. Teraz jednak nie mogła pohamować rumieńców, które zalały jej twarz. Nie odezwała się ani słowem, w środku płonąc ze wstydu.
- Postaram się za jakiś czas zorganizować stosowne szaty i inne rzeczy, które nie pozwolą na nudę - dodał po chwili.
Skrępowana siedziała na łóżku, nie odzywając się ani słowem. Patrzyła, jak mężczyzna kroi mięso na kilka większych kawałków. Nigdy wcześniej nie miała okazji przyglądać się przyrządzaniu prawdziwych potraw. Zdumiała się, gdy rozpalił niewielki ogień i zaczął opiekać umaczane w przyprawach kawałki.
Żałowała, że chata jest tak mała, nie mogła się ukryć w żadnym kącie. Nie patrzyła na niego, on też nie zwracał na nią uwagi, w skupieniu przyrządzając jedzenie. Wyginała palce, miętoliła materiał szaty i liczyła każdą z wolna mijającą chwilę.
Mężczyzna wyjął z drewnianej szafki dwa, lekko poobijane talerze i podał na nich posiłek. Odsunął krzesło, gdy zbliżyła się do stołu i sam zajął miejsce.
- Dlaczego nie jesz? - zapytał, gdy spostrzegł, że nie ruszyła jedzenia.
- Nie jem mięsa - odparła. Nie chciała być niegrzeczna, ale nie mogła złamać zasad panujących w przyrodzie. Nimfy nigdy nie tolerowały zabijania zwierząt, a ona była jedną z nich i szanowała tradycję.
- No tak. Przygotuję coś innego - dopiero teraz mężczyzna przypomniał sobie o tym starym zwyczaju. Dawno nie miał do czynienia ze stworzeniami innymi niż zjawy w Podziemiach. Poderwał się do kuchni, ignorując wyznanie Kiane, która zapewniała, że nie jest aż tak głodna i zadowoli się jeszcze jednym jabłkiem.
- Musisz coś zjeść - zadecydował. Bez słowa sprzeciwu, dziewczyna znów zaczęła obserwować, jak wyjmuje z szafki jakieś wątłe jarzyny i zaczyna kroić w małe kostki. Wrzucił wszystko do średniej wielkości naczynia i do połowy zalał wodą. Przez długi czas para unosiła się z naczynia, ustawionego na okręgu z miedzi, pod którym znajdował się ogień.
Choć zupa była najwyżej zjadliwa, Kiane nie uroniła ani kropli. Podziękowała za posiłek i znów zatopiła się we własnych myślach, pozostawiając mężczyznę sam na sam z ciszą.
- Mogę jeszcze jakoś pomóc?
- Hę? - nie zrozumiała w pierwszej chwili.
- Może chcesz kogoś zawiadomić?
- Nie, raczej nie. Wolałabym zapytać... Jak długo mogę tu zostać? - choć początkowo nie chciała nadwyrężać gościnności mężczyzny, a nie była też pewna co do jego zamiarów, uświadomiła sobie, że mała chata na pustkowiu w Podziemiach wydaje się lepszą alternatywą, niż zimna, pusta jaskinia, otoczona przez duchy i zjawy.
- Ile chcesz. Wydaje mi się jednak, że Podziemia nie są odpowiednim miejscem do zamieszkania dla młodej dziewczyny - oznajmił, przypatrując się jej.
- Nie mam dokąd iść - odburknęła.
- Nie to miałem na myśli - zaoponował - Naprawdę, możesz tu mieszkać jak długo chcesz - zapewnił, nazbyt gorliwie. W odpowiedzi skinęła głową z niewyraźną miną.
- Powinienem już iść - zauważył i pożegnawszy się z dziewczyną, wyszedł.
Kiane nie była pewna co do jego osoby. Wydawał się być dobrym, nieco ekscentrycznym, ale dobrym człowiekiem, choć Hermes też wydawał się jej przyzwoity. Los zbyt boleśnie uświadomił jej, że nie należy ulegać pozorom.
***
Następnego ranka po przebudzeniu Kiane znalazła na stole dwie książki i jedną, starą szatę w kolorze gołębich piór. Mężczyzna szybko spełnił swoją obietnicę. Dziewczyna z ulgą zmieniła odzienie i powierzchownie zapoznała się z lekturami. Nie miała w zwyczaju czytać poematów spisanych przez ludzi, ani poematów w ogóle, ale ucieszył ją fakt, że zajmie czymś umysł. Strach o przyszłość stale zaprzątał jej myśli i nawet na chwilę nie pozwalał się odprężyć. Nawet jeśli mogła zostać u mężczyzny tak długo jak chciała, nie mogła w nieskończoność ukrywać swojego stanu. Wkrótce ciąża będzie widoczna i dziewczyna nie uniknie kłopotliwych pytań. Nawet jeśli zostanie tu do rozwiązania, nie będzie się miała gdzie podziać z dzieckiem. Chyba, że Hermes nagle zainteresuje się swoim potomkiem.
Przeczytała połowę ballad z jednej z książek i niespodziewanie stwierdziła, że romantyczny nastrój miłosnych opowieści nieco ją poniósł. Nie sądziła, że ludzie poczynili takie postępy w tworzeniu fantazyjnych historii od czasów legend o Echo i Narcyzie. Być może bogowie nie doceniali ich umiejętności.
 ***
Kiedy wracał do chaty na posiłek, zatrzymało go dwóch mężczyzn, odzianych w srebrne zbroje.
- Witaj Charonie - Ares podał mężczyźnie dłoń, po chwili zrobił to również Adonis - Jak się miewasz?
- Dobrze - odpowiedział lakonicznie, niespecjalnie zadowolony ze spotkania.
- Zabrałem naszego młodego kochasia na wycieczkę po moich nowych ziemiach, ale widzę, że szerzy się tu straszny nieporządek, brakuje dyscypliny. Chętnie bym ją zaprowadził, ale niestety nie mam na to teraz czasu - oznajmił, szczerze zawiedziony - Dlatego w tej sprawie przychodzę do ciebie. Jesteś jedyną odpowiednią osobą, która jest w stanie ogarnąć... ten chaos.
- Wybacz Aresie, ale jesteś w błędzie. Wiesz doskonale, że nie mieszam się w sprawy między tobą, a innymi bogami i teraz nie będzie inaczej - mężczyzna szybko rozwiał wszelkie wątpliwości.
- No tak. Ciebie obchodzi tylko łódź i obole. Przemyśl moją propozycję. Nie wolałbyś zamienić tej nędznej chaty na dawną siedzibę Hadesa?
- Hades może kiedyś do niej wrócić i na pewno nie będzie zadowolony, że ktoś w niej pomieszkuje.
- Hades nie żyje! - krzyknął z wściekłością - Dlatego potrzebuję kogoś zdolnego zaprowadzić tu nowy porządek - dodał łagodniej, sztucznie się uśmiechając. 
- No dobrze, przemyślę twoją ofertę - zadecydował Charon, nie chcąc jeszcze bardziej rozzłościć boga wojny.
- Świetnie. Czekam na odpowiedź - zakończył rozmowę i odszedł razem z podążającym za nim jak cień Adonisem.
Gdy zniknęli z pola widzenia, Charon głośno odsapnął. Nie miał zamiaru mieszać się w te ich dziecinne przepychanki. Ale zamek? Teraz, gdy pod swoim dachem miał jeszcze jedną osobę zamek zdawał się być obiecującą ofertą. Musiał to dobrze przemyśleć.
- Czy to był Ares i Adonis? - Kiane dopadła go, nim zdołał przekroczyć próg chaty. Skinął głową.
- Rozpoznałaś ich.
- Mówili coś o Korze? - zapytała szybciej, niż zdążyła się ugryźć w język.
- Korze? Córce Demeter? Znasz ją? - zasypał ja gradem pytań.
Nie odpowiedziała. Nie odezwała się aż do końca dnia, a Charon nie pytał. Była przekonana, że jeśli dalej tak pójdzie, wróci do jaskini szybciej, niż sądzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony