niedziela, 29 października 2017

Rozdział IV: Biesiada

Każdego poranka Kora zmuszała się, by wstać z łóżka. Bezczynność była powolnym katem, który najwyraźniej przebierał w rozmaitych torturach przed ostatecznym dobiciem swej ofiary. Niechętnie odgarnęła włosy z czoła i przeszła się po pokoju, rozprostowując kości. Który to już dzień? Liczenie czasu, odkąd została uwięziona na Olimpie nie szło jej najlepiej. W zasadzie nic nie szło jej dobrze. Umiejętność, którą wydawałoby się, z łatwością posiądzie, nie chciała za nic się objawić. Dziewczyna zaczynała powątpiewać czy kiedykolwiek w ogóle ją posiadała. Rośliny jej nie słuchały.
Być może nie była wystarczająco skupiona? Być może myśli o Hadesie zbyt często galopowały w jej głowie?
Hades.

Nie wiedziała, co ma myśleć. Powinien przybyć już dawno, zabrać ją do Podziemi i zapomnieć o rozłące, która powodowała tak ogromna cierpienie. Nie, nie powinna tak myśleć. Ufała mu. Zapewne zbierał siły do kolejnej bitwy, by pokonać Zeusa i innych bogów.
Przemyślenia Kory przerwał dźwięk otwieranych drzwi.
- Nareszcie! Już myślałam, że będę zmuszona tkwić tu do końca swych dni! - krzyknęła, choć nawet jeszcze nie dostrzegła, kto postanowił stanąć w progu jej komnaty.
Mężczyzna z siwą broda, ubrany w dostojną, białą szatę przybrał groźną minę i pokiwał z dezaprobatą palcem. Widząc malujący się na twarzy dziewczyny strach, roześmiał się jednak głośno.
- Uważaj, następnym razem możesz trafić na swoją matkę, a wtedy nie będzie tak wesoło - powiedział łagodnie, czego się nie spodziewała. Ukłoniła się teatralnie i bez słowa cofnęła się pod okno.
- Wybacz za to chwilowe ograniczenie wolności, ale Adonis widocznie boi się, że mu uciekniesz - puścił porozumiewawcze oko. Widząc jednak, że dziewczyna nie ma zamiaru współpracować, postanowił od razu przejść do rzeczy.
- Chciałbym cię zaprosić na ucztę, dziś wieczorem. Ubierz się odświętnie. Będziesz mogła lepiej poznać innych bogów i poprzebywać z przyszłym mężem.
- Czyli ślub jednak się odbędzie? - odezwała się po raz pierwszy, odkąd przyszedł.
- Dlaczego miałby się nie odbyć? - odpowiedział pytaniem na pytanie, uśmiechając się ironicznie.
Kora poczuła uderzenie gorąca. Czując jak uginają się pod nią kolana, oparła się o bladą jak jej twarz ścianę.
- Do zobaczenia wieczorem - rzucił jeszcze i wyszedł, znów pozostawiając dziewczynę samą sobie.
***
Adonis czuł podekscytowanie, choć nie chciał tego okazywać. Tęsknił za Syriuszem, za wspólnymi polowaniami, za gonieniem nimf między wysokimi drzewami, za kimś, kto podzielał jego umiłowanie do zdobywania zwierzyny, do zwykłego, młodzieńczego szaleństwa. Brakowało mu beztroski, miał nadzieję, że uda mu się ją wprowadzić na Olimp, sprowadzając przyjaciela. Nie pomylił się. Syriusz już pierwszego dnia namówił go na pijacką biesiadę we dwójkę, która uszła im płazem tylko dzięki wstawiennictwu Aresa. Gdyby nie bóg wojny, Zeus porachowałby im wszystkie kości.
Syriusz cieszył się z otrzymanego zaproszenia na Olimp. Życie na Ziemi zaczynało go już nudzić, a dzięki obcowaniu z bogami na co dzień, pozycja społeczna jego rodziny urosła do kolosalnych rozmiarów.
Nie mógł się już doczekać, aż pozna wszystkich mieszkańców Olimpu i udowodni im, że jest godzien obcowania z nimi. Wcześniej spotkał już Aresa, do którego nie czuł respektu, a na pewnie nie tak ogromnego, jak Adonis. Poznał również Afrodytę, która wydała mu się zapatrzoną w siebie i kochanka, głupiutką gęsią. Pragnął poznać innych bogów, tych którzy sławili się w walce i wielkich czynach. Czekał na to z pokorą, na którą ciężko było mu się kiedykolwiek zdobyć.
Nieustannie też intrygowała go postać Kory.
- Naprawdę masz zamiar się ożenić, przyjacielu? - pytał Adonisa w wieczór, kiedy alkohol pozwalał mu na większą otwartość, niż zazwyczaj.
- D-dlaczego... nie? - mężczyzna zaczynał już lekko bełkotać - Kora... musi być moja.
- Cóż jest w niej innego, niż we wszystkich greckich pannach? - wypytywał, ciekawiąc się jeszcze bardziej.
- Nie chce mnie. To sprawia... że jeszcze bardziej p-pragnę ją zdobyć - odpowiedział wyjątkowo szczerze.
Syriusz śmiał się, gdy słyszał takie odpowiedzi. Dla niego kobiety były tylko po to, by uszczęśliwiać mężczyzn. Łatwo przychodziło mu zdobywanie młodych panien w rodzinnych stronach, nie widział więc powodu, by starać się przypodobać jakiejś naburmuszonej dziewczynie, która by go odrzuciła. Jeśli nie ta, to inna, tego trzymał się przez całe życie.
***
Pomiędzy wielkimi wojnami, hucznymi biesiadami, a melodramatycznymi uroczystościami, życie na Olimpie zdawało się nudne. Słudzy wynosili ambrozję, a przynosili nektar, bogowie zaś starali się leżeć i po prostu pięknie wyglądać.
Hermes wiedział, że taki obraz Olimpu był zwykłą ułudą, pisaną na papirusach przez kreatywnych poetów.
Życie na Olimpie nie różniło się wiele od życia na Ziemi. Kłamstwo, oszustwo i zdradza występowały tu częściej, niż gdziekolwiek indziej. Bogowie knuli spisek za spiskiem, by osiągnąć to, czego pragnęli. Czasem posuwali się do okrutnych czynów sami, innym razem wykorzystywali do tego swoich sługusów, których nie powstydził się on sam. Hermes wiedział, że trudno byłoby przetrwać tu komuś z dobrym sercem, o niezachwianym poczuciu moralności.
On sam wiele uczynił, by znaleźć się w tym miejscu, w którym właśnie teraz stał. Czasem, przez moment zastanawiał się... Wydawało mu się, że nie wie już, gdzie leży dobro, a gdzie zło. W takich chwilach zbierał się w sobie, by znów założyć maskę, która pozwoli mu być nieczułym na niesprawiedliwość i zło.
Był ciekaw, na czyją cześć szykuje się kolejna biesiada. Zdawało mu się, że przez całe wieki nie był już na porządnej uczucie, gdzie znów usłyszałby najnowsze plotki, pozabawiał muzy i zatańczył z pięknymi boginiami.
Miał nadzieję, że na biesiadę zostanie również zaproszona Iambe. Mężczyzna spędzał z nią ostatnio wiele czasu, co pozwoliło mu zapomnieć o nudzie i samotności. Dziewczyna intrygowała go nie tylko wyjątkową urodą, ale także osobliwym charakterem. Miał wrażenie, że nie odsłania przed nim wszystkich kart.
Musiał ją lepiej poznać.
***
Mosiężne kolumny spoglądały z wysoka na syto zastawione stoły, urocze nimfy, które zaczynały wydobywać ze swych instrumentów pierwsze dźwięki tego wieczora i pierwszych bogów, którzy z zadowoleniem malowanym się na twarzy wchodzili do wielkiej sali.
Jedynie Kora wydawała się niepewna siebie i swych kroków. Weszła do sali w otoczeniu strażników, którzy nie spuszczali z niej wzroku. Czuła się jak przestępca.
Zatrzymała się niedaleko drzwi. Oparta o jedną z alabastrowych kolumn, zatrzymywała wzrok na każdym, kto przybywał na biesiadę.
Drżała na samą myśl, że za chwilę spotka się z Adonisem. Nie miała sił, by znów się mu przeciwstawiać, nie chciała jednak też pozwolić, by wydawał jej rozkazy jak pan i władca całego świata.
Zwiesiła głowę i wbiła wzrok w czubki butów.
Nagle przypomniały się jej wydarzenia sprzed kilku miesięcy, gdy matka pozwoliła jej przybyć na przyjęcie w ogrodach Hery. To wtedy wszystko się zaczęło. Poznała Hadesa, Adonisa i innych bogów. Hades.
Ogarnęło ją dziwne uczucie, jakby nagle wszystko wydało się snem.
Objęła się rękami, czując, że na nagich ramionach pojawiła się gęsia skórka.
I właśnie wtedy na salę przybył Adonis.
Od razu spostrzegł ją, stojącą samotnie i przystąpił do ataku.
- Witaj najdroższa, jak się miewasz? - zapytał z ironicznym uśmiechem na twarzy.
Korze przeszło przez myśl, że jeszcze nigdy nie spotkała nikogo tak bezczelnego. Odetchnęła głęboko i zdobyła się na nienawistne spojrzenie, które wyjawiało wszystkie jej uczucia.
- Ja też cieszę się, że cię widzę. Piękna suknia. Do twarzy ci w błękicie - dodał i wziął ją pod rękę.
Zaczęli spacerować po sali, witając się z innymi bogami.
Dziewczyna nie siliła się na uśmiechy i miły ton. Milczała, gdy Adonis rozmawiał z Ateną, Apollinem czy Hefajstosem. Nie słuchała nawet o czym dokładnie tak rozprawiali. Jedynie informacje o matce mężczyzny zwracały jej uwagę.
- Twoja matka jest brzemienna? - zapytała w końcu z ciekawością.
- Sprytna z ciebie bestia, widać plotki najbardziej cię ciekawią - zaśmiał się pod nosem i przystanął, by po chwili rzec: - Tak. Jej dziecko będzie tylko kilka miesięcy starsze od naszego - zauważył.
Zbladła.
- Słucham?
- Och, Koro, to tylko zwykła matematyka. Nasze zaślubiny odbędą się za trzy miesiące, za cztery zaś na pewno będziesz już nosiła w łonie mojego potomka - wyjaśnił.
Co też on wygaduje? Hadesie, gdziekolwiek teraz jesteś, to najlepszy moment, by mnie stąd uratować - przemknęło jej przez myśl.
Sala powoli wypełniła się bogami, którzy cierpliwie czekali, aż uczta się rozpocznie. Już po chwili Kora zauważyła zasiadającego na tronie Zeusa. Zmrużyła oczy, by dojrzeć kto taki stoi z boku. To... Prometeusz! Nie widziała go od czasu walki w Podziemiach.
- Zgromadziłem was tu, by uczcić minione wydarzenia oraz uhonorować niegdyś skazanego na Tartar tytana, który odkupił swe winy i uratował mi życie. Prometeuszu, podejdź - rozkazał, po czym położył dłoń na ramieniu mężczyzny.
- Od teraz Olimp na powrót stał się twym domem. Proś, o wszystko czego chcesz, a zostanie ci dane - powiedział, na co rozległy się gromkie brawa - Na co czekacie? Bawcie się! - krzyknął jeszcze i rozległa się muzyka.
Adonis od razu porwał ją do tańca. Nie opierała się, choć najchętniej zostawiłaby go samego na środku sali i wyszła.
Los jednak postanowił wysłuchać jej błagania, ponieważ tuż obok nich pojawił się młody mężczyzna, którego wcześniej nie widziała, a który sprawił, że Adonis przerwał taniec. Uściskali się serdecznie, po czym mężczyzna przedstawił jej gościa.
- To Syriusz, mój przyjaciel, a to Kora, moja narzeczona - skrzywiła się lekko na te słowa, ale przez wrodzoną grzeczność podała rękę. Nowo poznany zdobył się na kilka banalnych komplementów, za które podziękowała i znów zwrócił się do Adonisa.
- Koro, najdroższa, muszę cię na chwilę opuścić. Wprowadzę Syriusza w towarzystwo i wrócę do ciebie - oznajmił Adonis i odszedł.
Odetchnęła z ulgą. Wiedziała, że nie wróci. W towarzystwie przyjaciela na pewno spróbuje alkoholu, który na tyle zaszumi mu w głowie, by zapomniał o niej na resztę wieczoru.
Skierowała się do wyjścia, kiedy jej oczom ukazał się dobrze znany blondyn w towarzystwie pięknej brunetki. Hermes właśnie szeptał coś dziewczynie do ucha, na co zaśmiała się, a jej policzki przybrały lekko różowy kolor. Kiedy podniósł głowę, napotkał gromiące spojrzenie Kory.
Jak on śmiał?! Kiane pląta się gdzieś po świecie z jego dzieckiem, a on zabawia się w najlepsze na olimpijskiej biesiadzie! Dziewczyna chciała urządzić mu karczemną awanturę, ale nie mogła pozwolić sobie na coś takiego publicznie. Oburzona, opuściła przyjęcie, które wydawało się jej wyjątkowo nieudane.
***
Blondynka poprawiła wygładzoną szatę i odgarnęła z czoła nieproszony kosmyk, który dewastował jej nienaganną fryzurę. Siedziała jak zwykle najbliżej ojca. Tym razem jednak, wcale nie uważała biesiady za marnowanie czasu. Jej myśli ciągle zaprzątał brunet, siedzący naprzeciwko.
Zastanawiała się jaki jest, o czym myśli, co lubi, a czym gardzi. Próbowała zainicjować rozmowę, ale Prometeusz wydawał się ją uprzejmie ignorować. Odpowiadał na pytania zdawkowo, lekko się przy tym uśmiechając, ale nie był zbyt towarzyski.
Pozostawało jej jedynie patrzeć na dołeczki w jego policzkach, gdy się uśmiechał, na delikatne ruchy, na włosy, lekko opadające na czoło i na zielone oczy, w których krył się niewypowiedziany spokój.
Tymczasem w innej części sali spotkały się dwie pokrewne dusze, których spotkanie los planował już od dawna. Na widok pięknej brunetki Syriusz poczuł nagły zryw serca, jakby wszystkie jego poglądy dotyczące kobiet nagle uległy gwałtownej zmianie.
Nagle perspektywa zamieszkania na Olimpie stała się mu jeszcze bardziej przychylna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony