sobota, 14 października 2017

Rozdział III: Postanowienia

Jasne płomienie tańczyły zwiewnie, oświetlając ponurą twarz Adonisa. Zaklął głośno, odrzucając srebrną tarczę w dal. Nie mógł się skupić nawet na myśli o nadchodzącej wojnie. Nic nie było w stanie go uspokoić. Trzy miesiące. Miał czekać przez trzy miesiące jak głupi... Nie. To nie mogło tyle trwać!
Czuł, że Zeus się waha. Czuł, że coś jest nie tak.

Ares był geniuszem knucia i siania zła, ale syn Afrodyty coraz częściej zaczynał się zastanawiać, czy nie przydałoby mu się wsparcie z Ziemi. Wszak znał pewnego młodego mężczyznę w pełni sił, który bez zastanowienia rzuciłby się w wir walki. Syriusz zapewne nie odrzuciłby jego propozycji przeprowadzki na Olimp. Najpierw jednak Adonis musiał przedyskutować to z Aresem. Upił łyk wina z kielicha i położył się na wielkim łożu.
Niedługo wszystko się zmieni. Nie mógł się doczekać chwili, gdy Kora ostatecznie mu ulegnie. Jej niedostępność powodowała, że jeszcze bardziej pragnął mieć ją na wyłączność. Sprawianie jej bólu stanie się wkrótce jego ulubioną rozrywką. Cieszyła go śmierć Hadesa. Cieszył go cały ten bałagan.
Już niedługo będzie mógł udowodnić wszystkim tym pazernym głupcom, że jest wart wiele więcej, niż tyle na ile go wycenili. Będzie jak Ares.
Nagle wstał z posłania. Nie mógł dłużej marnować czasu, musiał działać.
Kroki zaprowadziły go w mgnieniu oka tuż pod drzwi komnaty boga wojen. Chwila zawahania minęła szybko i bezpowrotnie, gdy nacisnął klamkę i bez pozwolenia wszedł do środka.
W rozlewającej się zewsząd ciemności nie zdołał zauważyć mosiężnej zbroi, prezentującej się tuż obok drzwi, pod ścianą. Głośny huk stał się nieuniknionym, gdy hełm spadł na kamienną posadzkę i potoczył się aż pod nogi łoża. Ares natychmiast poderwał się, gotów zabić każdego, kto śmiał wtargnąć do do jego komnaty, ale gdy kobieta, która jeszcze przed chwilą leżała przy jego boku zapaliła świece, zdał sobie sprawę, że właśnie poddusza nikogo innego, jak Adonisa.
Z zażenowaniem puścił chłopaka, który już prawie mdlał pod jego silnym uściskiem. Łapczywie pochłaniał powietrze, jak gdyby za chwilę miał się znaleźć pod wodą.
Ares skierował się w stronę wyraźnie rozbawionej Afrodyty i skinieniem głowy nakazał jej opuścić pomieszczenie. Kobieta bez słowa owinęła się grubą kołdrą i wyszła, rozsiewając w pokoju zapach róż.
Mężczyźni wstali z podłogi i nie komentując sytuacji, która przed chwilą się zdarzyła, usiedli na kanapie.
- Dobrze, że przyszedłeś. Musimy porozmawiać - oznajmił bóg wojen.
Adonis wyraźnie się zaciekawił.
- Wiesz, że traktuję cię jak syna. Widzę w tobie potencjał, którego nie można zmarnować. Dlatego postanowiłem zmienić swe plany. To nie Posejdon wkrótce zasiądzie na tronie, tylko ty.
Adonis. On, Adonis. Królem Olimpu. Królem świata.
Nie wiedział, co ma powiedzieć. Czuł przyjemny dreszcz na plecach, czuł rosnącą ekscytację.
- To wielki zaszczyt. Zrobię wszystko, co rozkażesz - odparł z drżeniem ust.
Ares uśmiechnął się fałszywie. Jakże łatwo jest zamanipulować młodego głupca, który chłonie każde słowo z jego ust jak najświętszą prawdę. Wystarczyło, że pstryknął palcami, a Adonis robił wszystko, czego chciał. Było o wiele bardziej ugodowy, niż Posejdon.
- Na razie jednak, nie chcę nikogo wtajemniczać w to, co zaplanowałem. Nie zdradzaj nikomu naszych tajemnic.
Chłopak gorliwie pokiwał głową na znak milczenia.
- Ja również chcę o czymś pomówić. Zapewne pamiętasz Syriusza, mego wiernego kompana do polowań na Ziemi? Zastanawiałem się, czy nie mógłby... przybyć tu na jakiś czas.
Adonis nie wiedział, czy nie sprowadzi na siebie gniewu boga wojen swą prośbą. Zwykli ludzie nie mogli przebywać z bogami ot, tak.
Ares milczał przez chwilę, zastanawiając się nad ewentualnymi konsekwencjami zgody.
- Myślę, że Zeus nie będzie miał nic przeciwko. Możesz sprowadzić tu Syriusza - oznajmił beznamiętnie - I tak niedługo całe to miejsce będzie należało do ciebie, powinieneś już wprowadzać własne zasady - dodał, nico ciszej, jakby bojąc się, że cienkie ściany zdradzą jego sekrety wrogom.
***
Gdyby Hera mogła krzyczeć zapewne jej głos niósłby się echem po wszystkich zakamarkach świata, od zaprószonych bielą szczytów gór, aż po złocący się w promienistym słońcu lazur oceanów. Gdyby mogła zwierzyć się komukolwiek, mówiłaby od lekko zarysowanego na niebie wschodu słońca aż do pojawienia się na nocnym granacie ostatniej gwiazdy.
Ale nie mogła.
Nie wiedziała, co dzieje się na Olimpie. Nie interesowały ją już plotki o romansach Zeusa. Nie interesowała ją już zemsta na jego bękartach. Chciała po prostu wypełnić pustkę, która od bezlitosnego zderzenia się z rzeczywistością pozostawała w jej sercu.
Zapomniała już jak to jest żyć.
Coraz rzadziej spacerowała po pałacowych ogrodach. Nie miała siły podnieść się z łóżka. Nie zaprzątała sobie głowy dorosłymi już dziećmi, które nawet nie zauważyły, że przestała wychodzić z komnaty.
Czasem miewała przelotne porywy serca, gdy myślała o męczarniach, jakie czekają na Zeusa w innym świecie za to, co jej zrobił. Coraz częściej jednak zaczynała zastanawiać się nad sensem własnego życia. Knucie intryg, manipulacja tymi żałosnymi istotami, jakimi byli ludzie... To już nie sprawiało jej radości.
Kiedyś była inna. Potrafiła zrobić wszystko, by osiągnąć cel. Nie dbała o rozpętaną wojnę, gdy rywalizowała z Afrodytą o miano najpiękniejszej na Olimpie. Nie przejmowała się gniewem Zeusa, gdy sprowadzała nieszczęścia na Heraklesa. Była niepokonana.
Gdzie popełniła błąd? Kiedy Zeus zdążył sprawić, że cała pewność siebie uleciała z jej duszy, jak suchy liść z zwiędłego drzewa?
Podniosła się i podeszła do wąskiego lustra, które stało w kącie komnaty.
Teraz nie była piękna. Zaniedbana, zmęczona życiem i odrzucona przez świat, który powołał ją do życia... Nie mogła na siebie patrzeć. Musiała coś zrobić, mentalna agonia trwała już zbyt długo.
- Iris! - krzyknęła zachrypniętym głosem.
Pokojówka w mig znalazła się tuż przy niej. Jaśniejąca dziewczyna z rumianymi policzkami i żywym spojrzeniem o kolorze letniego, nieskalanego chmurą nieba była niegdyś powierniczką jej sekretów. Gdy jednak jej język zbyt się rozplątał, Hera nie traktowała podrzędnej bogini z dawną poufnością.
Żona Zeusa zadbała, by nikt nie dowodził prawdziwych powodów ich kłótni, dlatego na Olimpie swego czasu aż roiło się od plotek na ich temat.
Bogini tęczy bez zbędnych pytań nalała gorącej wody do białej wanny. Hera przyglądała się jak para unosi się i zatacza fantazyjne okręgi w powietrzu, by już po chwili zniknąć.
Zanurzyła się w wodzie, ignorując gorąc. Zapach jaśminowych olejków działał na nią kojąco. Odprężona pozwoliła, by Iris umyła jej długie, hebanowe włosy.
Wyszła z kąpieli i owinięta w aksamitny szlafrok, znów podeszła do lustra. Starła ręką parę i przyjrzała się swemu odbiciu. Kim właściwie teraz była?
Ubrała się w błękitną szatę. Wpięła perły w koka, co nadało jej portretowi majestatyczności.
Musi zacząć od nowa. Odbuduje swoje życie, tak jak robili to inni przed nią. Decyzja ta przyszła jej tak łatwo, aż zastanowiła się, dlaczego tak długo zwlekała... Powinna już dawno wstać i iść dalej.
Odetchnęła głęboko i pociągnęła za klamkę drzwi.
Namacalnie poczuła, jak dawna pewność siebie znów w nią wstępuje.
***
- Jak to sprowadził tu człowieka?! - głos Zeusa zagrzmiał w całej sali. Atena wykrzywiła się z niezadowoleniem. Nie słuchała potoku słów, który wylewał się z ust jej ojca, ale przez te krzyki nie słyszała własnych myśli.
Zapewne jeszcze przez długi czas musiałaby stać bezczynnie przy ojcu, gdyby nagle sobie czegoś nie uprzytomnił. Zawołał jednego ze strażników, a potem jeszcze jedną osobę ze służby i posłał po jakiegoś wojownika. Kobieta domyślała się o kogo chodzi, ale postanowiła zaczekać i przekonać się kogo przyprowadzą straże, niż snuć domysły. Fakty były podstawą logiki.
Po chwili do sali wróciła dwójka wcześniej wysłanych mężczyzn z trzecim, ukrytym na końcu.
Gdy wojskowy powrócił na swoje miejsce przy wejściu, a służący udał się do kuchni, Atena zauważyła wątło rysującą się sylwetkę na końcu korytarza.
Prometeusz czekał pokornie na pozwolenie, by wejść wgłąb sali i zbliżyć się do tronu, na którym zasiadał król wszystkich bogów. Dopiero gdy Zeus przywołał go gestem ręki, odważył się podejść bliżej. Ukłonił się nisko i czekał, aż bóg piorunów zacznie mówić.
Starał się nie zwracać przy tym uwagi na Atenę, która nie odrywała od niego wzroku.
Pamiętał ją jako dziecko, które wypowiadało się nad wyraz mądrze, jak na swój wiek. Była precyzyjna i konkretna, lekko oderwana od przepychu jakim cechował się cały Olimp. No i nie grzeszyła urodą, w przeciwieństwie do większości bogiń.
Kiedy złapali się spojrzeniem, kobieta szybko spuściła wzrok, lekko się rumieniąc.
Gdzie się podziały moje maniery? - pomyślała, ganiąc się.
Miała wrażenie, że gdzieś już widziała tego mężczyznę.
- Prometeuszu, nie zdążyłem ci jeszcze... podziękować. Z okazji twego powrotu na Olimp, pragnę w najbliższym czasie wydać godną twego imienia biesiadę. Perseuszu, zgadzasz się? - zapytał.
Perseusz... No tak, jak mogła zapomnieć?! Okryty złą sławą heros, który przyczynił się do przetrwania gatunku ludzkiego... Pamiętała go z wczesnych lat dzieciństwa. Niewiele się zmienił. Przystojna twarz, umięśniona sylwetka... Zapewne powodował szybsze bicie serca u wielu dziewcząt. Nie mogła wiedzieć, że pod ciemną szatą, skrywał jeszcze świeżą bliznę wielkości męskiej pięści, która odbierała mu poczucie pewności siebie. Nieświadomie znów zaczęła się mu przypatrywać.
Kiedy ponownie napotkał jej spojrzenie, oblała się jeszcze większym rumieńcem, niż poprzednio. Musiała się opanować. Postanowiła więcej nie podnosić wzroku wyżej, niż na czubek swych brązowych rzemyków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony