niedziela, 8 października 2017

Rozdział II: Tułaczka

Gdyby czarnowłosa wiedziała, jak bardzo opłakane w skutkach będą jej wybory, nigdy nie podjęłaby ryzyka.
Miłość to kłamstwo. Wiedziała o tym, a mimo tego, postanowiła ten jeden raz poddać się uczuciom, przestać brnąć w sztucznie wytyczone zasady i zdać się na szczęście. Ale szczęście to podstępny byt, który potrafi odwrócić się od człowieka i bogów, gdy najmniej się tego spodziewają. Tylko nad nim nikt nie ma władzy.
Kiane boleśnie przekonała się, że droga do godnego życia to ścieżka rozumu. Gdyby trzymała się ścisłych zasad, teraz zapewne dalej żyłaby sobie swobodnie z innymi nimfami, gdzieś pośród pnących się ku górze drzew, nie przejmując się losami swoimi, Kory, czy dziecka, które za kilka miesięcy miało przyjść na świat.
Jak ona mogła pozwolić, by to maleństwo w ogóle zaistniało?
A może jednak... Nie, to wykluczone. Już podjęła decyzję.
Ale co ona mogła mu dać? Szare pustkowia, które przemierzała nie były dobrym miejscem dla noworodka. Czy jej dziecko ujrzy kiedyś prawdziwe słońce?
Szła bez ustanku już trzeci dzień. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza i co się z nią stanie, ale wiedziała, że póki ma siły, musi iść dalej. Gdyby spotkała Aresa... Niech los będzie dla niej łaskawy!
Ares. Podstępny Ares. Jak Podziemia będą wyglądały za jego panowania? Oby mogła uciec przed jego czujnym okiem, schronić się w jakiejś głębokiej jaskini i nigdy już nie wychodzić na powierzchnię... To niedorzeczny pomysł. Musiała teraz myśleć logicznie. Ale... Nie mogła. Zmęczenie powoli dawało o sobie znać. Musiała skupić myśli... na czymś konkretnym.
Kora. Przyjaciółka. Powierniczka dziecięcych sekretów. Co teraz się z nią działo? Czy już została żoną Adonisa? Czy przestała wypłakiwać łzy po Hadesie?
Hades. Szukała go. Była nawet w zamku, ale przywitały ją cisza i chłód. Zniknął. Umarł. Nie znała go zbyt dobrze, ale jeśli wierzyć plotkom, był straszliwym Panem Ciemności, który bezlitośnie władał Podziemiami. Ciekawe dlaczego Kora wybrała właśnie jego...
Olimp. Przepych, bogactwo i... fałsz. Hermes. Miłość? Nie. Pomyłka.
Och, co ona teraz pocznie? Sama w gąszczu ciemności, z bękartem w łonie... Bez domu, bez rodziny, bez niczego. Ach, gdyby tylko lepiej przemyślała swoje wcześniejsze wybory!
Widok bezkresu nicości przerażał ją coraz bardziej z każdym krokiem. Żadnych drzew, żadnej trawy, tylko suchy piach i porywisty wiatr, targający jej długimi, czarnymi włosami.

Poczuła nieprzyjemną suchość w ustach. Czyżby zamagazynowana w jej organizmie woda powoli zaczynała się kończyć? Jako nimfa mogła przeżyć bez wody i chleba o wiele dłużej, niż przeciętna istota, ale kiedyś w końcu musiała uzupełniać płyny.
Nie wiedziała gdzie jest, a wokół niej rozciągały się jedynie pustkowia.
Upadła, skaleczyła kolano. Cienka stróżka krwi spłynęła po łydce i kapnęła na ziemię.
Nie miała już sił, by wstać.
Widać taki był jej koniec.
***
Gdyby Zeus posiadał mądrość swej ukochanej córki Ateny, mógłby władać całym światem. Każda, najtrudniejsza nawet decyzja zdawała się banałem dla młodej kobiety, która sławiła się raczej przeciętną urodą. "Nie można być pięknym i mądrym jednocześnie" - prawiło stare, kretońskie porzekadło.
Spojrzał na córkę, która stała tuż obok. Zbyt wysokie czoło, włosy koloru słomy, opadające z nieładem na ramiona, wąskie usta i mocno zbudowana sylwetka.
Z drugiej strony, cieszył się, że dziewczyna nie przypominała Afrodyty. Choć była najpiękniejszą na Olimpie, bogini miłości nie odznaczała się rozumem. Nie potrafiła ukryć swych romansów, o których plotkowano we wszystkich miastach Grecji, a nawet dalej. Tak, dobrze, że Atena w niczym jej nie przypomina.
Szkoda, że Pani Mądrości nie mogła zostać jego następczynią. Była idealną kandydatką, ale przepowiednia wyraźnie mówiła o potężnym dziecku, które rozproszy mrok przyszłości. Atena nie miała adoratorów, sama nie zabiegała o względy mężczyzn. Nie mogła być wybraną.
Myśli Zeusa rozproszyły się wraz z wizytą kobiety, która ostatnio często bywała w sali tronowej.
- Demeter! - wyraźnie ucieszył go widok ognistowłosej. W ostatnim czasie już nawet nie krył zażyłości z kobietą przed swoją zazdrosną małżonką.
Pani Żniw szybkim krokiem podeszła do tronu.
- Wzywałeś mnie - powiedziała cicho. Ciemna szata w odcieniu zgniłej zieleni kontrastowała z jej iście czerwonymi włosami.
Zeus kiwnął głową i ułożył się wygodnie na tronie.
- Chciałem pomówić o Korze.
Demeter przestąpiła z nogi na nogę. Spojrzała wymownie to na Zeusa, to na Atenę.
- Och, spokojnie. Przy Atenie bez obaw możemy rozmawiać swobodnie - powiedział, starając się ukryć uśmiech. Demeter nie rozumiała zasad panujących na Olimpie.
Ukryła zakłopotanie i ponagliła mężczyznę.
- Nie jestem pewien... Być może zbyt pośpieszyliśmy się z tym wszystkim? Adonis już panoszy się jak u siebie, a nawet nie zdążył się wykazać żadną z ponoć posiadanych cech. Ich potomek musi być silny, mężny i niepokonany. Tymczasem on zachowuje się jak Narcyz. Chyba pamiętasz jak skończył?
Demeter bez sowa odwróciła się i podeszła do jednej z wysokich kolumn. Przez chwilę stała tam, a Zeus nie był w stanie dostrzec, co maluje się na jej twarzy.
Wróciła.
- To bez znaczenia, kim jest Adonis. Ważne jest to, że przepowiednia mówi właśnie o nim. Nie zwlekajmy dłużej i zwiążmy ich losy na wieczność.
Zeus nie wiedział, co dokładnie powinien jej odpowiedzieć.
- A ty, Ateno? Jakie masz zdanie na ten temat? - zapytał beznamiętnie.
- Ja, ojcze? - odpowiedziała z lekką nutą zdziwienia w głosie, choć mężczyzna zawsze pytał się jej o zdanie, gdy była w pobliżu - Ja uważam, że Demeter ma rację. Niepotrzebnie roztrząsasz to, co zostało już przypieczętowane w gwiazdach.
Zeus nachmurzył się. Kiedy zdążył się zrobić tak miękki, że kobiety jednoczyły się przeciwko niemu? Ach, trudno.
- Niech wam będzie. Zaślubiny odbędą się za trzy pełnie księżyca, nie wcześniej!
- Ależ to zbyt długo! - rudowłosa zaprotestowała.
- Taka jest tradycja i ani słowa więcej! - Zeus uciszył ją, nim zdążyła wejść mu na głowę - A teraz idźcie, muszę odpocząć - oznajmił i zamknął oczy, by nie widzieć niezadowolonej miny Demeter.
***
Kiane obudziła się, gdy było już zupełnie ciemno. Czuła piekący ból w okolicach kolana, a pragnienie nie dawało jej o sobie zapomnieć. Podniosła się. Musiała iść dalej. Kiedy nie myślała o bólu, wcale go nie czuła. Mogła iść dalej. Musiała.
Gdyby była w stanie dojść do jakiegoś małego źródła wody, byłaby uratowana. Może powinna iść na wschód? Albo na północ?
Nie, po prostu musi iść przed siebie.
Spała dłużej, niż się jej wdawało. Słońce leniwo zaczęło wychylać się zza horyzontu, a noc zamiast się rozpocząć, właśnie się kończyła. To dobry znak. Ciemność nie była jej sprzymierzeńcem.
Choć nie dbała o wygląd, wyobrażała sobie, jak żałośnie musi się teraz prezentować. Ciekawe, co powiedziałaby Kora... Ona zawsze starała się być perfekcyjna, jeżeli chodziło o szaty i uczesanie.
Kiane już nie czuła bólu. Pozwoliła, by prowadziły ją myśli, strzępki wspomnień, mgliste uczucia...
Woda.
W pierwszej chwili nie zrozumiała, że rzeczywiście wreszcie ją znalazła. Woda. Nareszcie!
Upadła na kolana, nawet nie poczuła ogromnego bólu. Łapczywie pochłaniała kolejne litry, starając się nie przepuścić żadnej kropli. Była uratowana! Los wreszcie się do niej uśmiechnął.
W całym tym przypływie euforii nie zauważyła tylko ciemnego cienia, skrytego pod szarym kapturem mgły, który przyglądał się jej z ukrycia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony