niedziela, 12 marca 2017

Rozdział XVIII: Wojna, Cześć II: Burza

Wśród odgłosu uderzanych o siebie srebrnych mieczy dało się słyszeć waleczne okrzyki żołnierzy, których ciągle przybywało. Niestety, nie byli to żołnierze z armii Hadesa. Bóg Podziemi wdarł się na swym czarnym rumaku między walczących, by pomóc swym poddanym walczyć. Bitwa dopiero się rozpoczęła, ale rannych przybyło tylu, jakby trwała od kilku godzin. Mężczyzna z jednej strony był zaskoczony atakiem, ale z drugiej przeczuwał, że nadciąga coś złego. Zastanawiał się, co dzieje się z Charonem, który musiał widzieć żołnierzy. Może okazał się zdrajcą i ułatwił im przedostanie się do podziemnego świata, a może sprzeciwił się i został uwieziony lub zabity? Hades starał się skupić na walce i nie rozmyślać, ale przed jego oczami ciągle stawała Persefona. Miał szczęście, że trudniej było go trafić, gdy siedział na koniu, inaczej już dawno zostałby ranny.
Przerywając na chwilę zadawanie ciosów jednemu z wrogiej armii, uniósł głowę do góry, by zorientować się w sytuacji. Dostrzegł z daleka wyłaniających się łuczników. Musieli być uczniami Artemidy lub Aresa, którzy świetnie władali każdą bronią. Tuż za młodymi wojownikami na koniach jechali bogowie. Zeus siedział w swym rydwanie, dumnie się prostując. Hades wiedział, że brat nie przyłączy się do walki, dopóki nie zacznie przegrywać, a na to się nie zanosiło. Za nim podążali Ares i Hermes. Jeśli bóg wojny przyłączy się do walki, bitwa będzie przesądzona na jego korzyść. We władaniu mieczem był o wiele lepszy od Hadesa. Jednym ruchem był w stanie powalić pięciu rosłych wojowników. Na szczęście przyglądał się jedynie z triumfalnym uśmiechem na ustach, jakby już wygrał. Ale bóg podziemi nie miał zamiaru poddawać się bez walki. Choć jego armia nie była tak liczna jak oddziały Zeusa, posiadała wolę walki, a to była cnota, dzięki której nawet najsłabsi byli wstanie osiągnąć zwycięstwo. Mężczyzna złapał mocniej miecz i znów zaczął ranić wrogich żołnierzy. Krew tryskała z ran, plamiąc zbroję i wszystko inne wokół. Trup ścielił się gęsto, śmierć zbierała swe żniwo. Hades zeskoczył z konia. Musiał przedostać się do Oriona, a wierzchowiec tylko mu to utrudniał. Przedzierał się przez walczących, co chwilę odpierając atak. Ktoś próbował go powalić od tyłu, ale szybko przerzucił żołnierza przez plecy i powalił go na ziemię. Tuż po chwili inny zaatakował go z boku. Hades chciał przebić jego bok mieczem, ale mężczyzna osłonił się tarczą. Ostrze uderzyło tempo w blachę, czyniąc jedynie niewielkie wgłębienie. Bóg ze złością zaczął wymachiwać bronią w przeciwnika, aż w końcu po kilku starciach, zatopił miecz w ciele wroga. Widział przerażenie w jego oczach, gdy ugięły się pod nim kolana i upadł na ziemię. Oddychał coraz ciężej, aż skonał. Jego oczy pozostały jednak otwarte, a czaiła się w nich tylko pustka. Hades zastanawiał się przez chwilę, czy nie schylić się i w geście szacunku przymknąć mu powieki, ale gdy pozostali żołnierze zaczęli na niego napierać, uznał, że nie ma na to czasu. Uświadomił sobie na powrót dokąd zmierza i pognał do swojego przyjaciela.

Dostrzegł Oriona dopiero po chwili. Nie poznał starszego mężczyzny w pierwszej chwili. Na pomarszczonym czole tworzyły się kropelki potu, gdy siwowłosy z gniewem uderzał w przeciwników. Bezlitośnie ranił wroga. Hades patrzył na to z podziwem, dopóki nie dostrzegł, że mężczyzna w szale walki zrani jednego ze swoich. Młody żołnierz nie widział co się dzieje, nie zdawał sobie sprawy, że od śmierci dzielą go centymetry, stał odwrócony tyłem. Bóg pognał do przodu, by powstrzymać przyjaciela, nim będzie za późno. Znajdował się tylko kilka metrów, biegł najszybciej jak mógł. Nagle stanął. Było za późno. Miecz Oriona wbił się w dokładnie między łopatkami chłopaka i przebił go na wylot. Lepka krew wypłynęła z ciała, gdy mężczyzna wyjął miecz. Hades przypatrywał się temu w osłupieniu. Był przekonany, że Orion straci ducha walki i również pogrąży się w smutku, ale on, jakby nie zdając sobie sprawy z tego co zrobił, wrócił do walki. Ciął mieczem każdego na swej drodze. Dopiero gdy Hades podbiegł i chwycił go za ramiona, mężczyzna przestał.
- Co robisz?! - krzyknął czarnowłosy z gniewem - Zabiłeś jednego z naszych! - dodał oskarżycielskim tonem.
- Musimy wygrać! - odpowiedział mu Orion. W jego oczach tańczyły iskierki szaleństwa.
- Wiem, ale by tego dokonać, potrzebujemy ludzi, a ty właśnie wybijasz naszych żołnierzy! - starał się przekrzyczeć walczących. Nagle mężczyzn otoczyli wrogowie. Hades szybko dobył miecza. Był przekonany, że razem z przyjacielem uda mu się pokonać wroga. Zanim jednak przystąpił do walki, Orion zaczął godzić mieczem każdego z mężczyzn. Nie mieli z nim szans, nawet tarcze nie zdołały powstrzymać starego wojownika. Po chwili krąg zamienił się w koło poległych. Bóg podziemi cofnął się z niedowierzaniem, wdeptując w kałużę krwi.
- Jak to zrobiłeś? Jak to możliwe, że umiesz tak walczyć w takim wieku? - zapytał zdezorientowany. Orion milczał przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiając.
- Widzisz, Hadesie... Nie jestem zwykłym człowiekiem. Zostałem powołany do życia, by ci służyć, a moim przeznaczeniem jest doprowadzić cię do tronu - wyjaśnił spokojnie. Bogowi zakręciło się w głowie.
- Zaraz... Przecież mówiłem ci, że nie pragnę tronu - wydukał - Czy ty... Czy ty doprowadziłeś do tej wojny tylko po to, by posadzić mnie na tronie? - zapytał, choć doskonale znał już odpowiedź. Nagle wszystko zaczęło do siebie pasować, jak elementy układanki dla dziecka. Te wszystkie namawiania, zachęty, pomysł założenia wojska, plany... Wszystko po to, by Hades mógł zawładnąć całym światem. Ale on przecież wcale tego nie chciał! Pragnął tylko żyć w Podziemiach z Persefoną, nic ponad to!
- To ja wyjawiłem Zeusowi, gdzie znajduje się jego córka - oznajmił nagle starzec. Hades poczuł się jak w amoku. Czuł narastający gniew i wiedział, że za chwilę zrobi coś, czego prawdopodobnie będzie żałował.
- A teraz muszę go zgładzić, byś ty panie, mógł zająć tron - powiedział poważnie z kamienną twarzą. Teraz iskry szaleństwa wręcz wypadały z jego źrenic. Odwrócił się i odszedł w stronę powozu Zeusa, pozostawiając zszokowanego Hadesa na polu bitwy.
***
Kora chodziła w tę i z powrotem, wciąż zastanawiając się, jak może uciec z więzienia, jakim stała się dla niej ogromna komnata. Nawet jeśli otworzy drzwi, będzie musiała pozbyć się strażników i samego Adonisa. Nie wiedziała, co dzieje się na zewnątrz, a raczej pod ziemią. Oddziały Zeusa na pewno już zaatakowały Hadesa. Dziewczyna pragnęła z całych sił, żeby wszystko potoczyło się dobrze. Wierzyła, że jej pragnienia się spełnią, w końcu nie mogło być inaczej. Już wyobrażała sobie, jak po wszystkim wpada w ramiona ukochanego. Podeszła do toaletki, gdzie znajdowały się najróżniejsze przedmioty. Między śnieżnobiałymi perłami, a złotymi broszkami w kształcie motyli udało się jej odszukać czarne wsuwki. Kiane używała ich czasem, gdy nie mogła okiełznać fryzury swej przyjaciółki. Kora pamiętała, jak małe patyczki niemiłosiernie kuły ją w głowę. Tym razem, mogły jej jednak pomóc.

Uklęknęła przed białymi drzwiami i wsunęła cienką wsuwkę w dziurkę od klucza. Po chwili kręcenia przedmiotem w prawo usłyszała, jak coś zaskoczyło. Z nadzieją pociągnęła za klamkę i ku jej wielkiemu szczęściu drzwi się otworzyły. Wyszła na korytarz. Dwóch rosłych mężczyzn stało naprzeciwko wejścia do komnaty. Mieli przy sobie broń. Kora starała się zachować spokój, choć czuła rosnący strach. Chciała udać się do Kiane, ale żołnierze zastąpili jej drogę.
- Przepuście mnie - poleciła, choć miała wrażenie, że jej głos nienaturalnie drży.
- Nie możemy tedy nikogo przepuścić, pani. Adonis wydał nam rozkaz - odpowiedzieli, nie ruszając się z miejsca. Spodziewała się tego.
- Czy wy wiecie, kim jestem? Jeśli mnie nie przepuścicie, spotka was większa kara, niż za złamanie rozkazu Adonisa! - odrzekła z dumą. Miała nadzieję, że jej władczy ton załatwi sprawę. Widziała wahanie malujące się na twarzach mężczyzn. Po chwili przesunęli się posłusznie, nie podnosząc wzroku z podłogi. Kora pobiegła przed siebie, mając nadzieję, że się nie rozmyślą i nie zaczną jej gonić. Ciągle oglądając się za siebie, dotarła do pokoju Kiane. Weszła i oparła się o drzwi, oddychając z ulgą. Zastała przyjaciółkę, która siedziała na skraju łoża i zalewała się łzami. Wokół niej leżały zniszczone chustki. Kora bez namysłu podbiegła do przyjaciółki, zapominając o swoich sprawach.
- Co się stało? - zapytała z niepokojem. Czarnowłosa nic nie odpowiedziała, jedynie jeszcze bardziej wybuchając płaczem. Przylgnęła do przyjaciółki, ciągle chlipiąc. Kora przytuliła ją mocno, starając się dodać otuchy. Chciała pomóc dziewczynie, ale z tyłu głowy ciągle zajmowała ją myśl, że Hades walczy gdzieś tam na dole i być może przegrywa...
- Kiane, posłuchaj mnie uważnie. Wiem, że to dla ciebie trudny moment, ale potrzebuję twojej pomocy - powiedziała, łapiąc przyjaciółkę za rękę - Hades jest w niebezpieczeństwie. Muszę wiedzieć, co teraz dzieje się w Podziemiach - mówiła łamiącym się głosem. Nimfa w sekundzie przestała płakać. Przetarła zaczerwienione oczy rękami i przyjrzała się uważnie córce Demeter.
- Musisz pomóc mi stąd uciec - oznajmiła z powagą.

Cicho uchyliły drzwi, przeciskając się przez szparę. Przeszły cały korytarz, który kończył się zejściem po schodach do sali balowej. Po obu stronach balustrady rozciągały się małe balkony z grubymi, sięgającymi sufitu kolumnami. Wszystko pokryte było nieskazitelną bielą. Kora dyskretnie przemknęła razem z Kiane i ukryła się za jedną z nich. Z tego miejsca idealnie widziała Adonisa i innych bogów, którzy żywo ze sobą rozmawiali. By dotrzeć do wyjścia musiała przejść przez salę.
- Niedobrze. Nawet jeśli uda nam się odwrócić ich uwagę, potrzebuję konia, by dostać się do Krainy Umarłych - wyszeptała Kora.
- Odciągnę ich, a ty po prostu ucieknij. Wierzę, że uda się wam spotkać - Kiane położyła dłoń na jej ramieniu. Dziewczyna odwzajemniła się uśmiechem. Już po chwili nimfa wyszła z balkony i zeszła do sali. Już ze schodów widziała Hermesa i jego nową towarzyszkę, ale starała się nie zwracać na nich uwagi i skupić się na swoim zadaniu. Podeszła do Adonisa, który właśnie rozmawiał z Afrodytą. Ukłoniła się z szacunkiem.
- Panie, wybacz, że przeszkadzam, lecz mam ci do powiedzenia coś niezwykle istotnego - starała się brzmieć wiarygodnie. Adonis zmierzył ją wzrokiem, nie siląc się na uśmiech. Dopiero teraz Kiane uświadomiła sobie, jak bardzo mężczyzna się zmienił. Nie grał już przed nikim, pozwolił, by jego prawdziwe oblicze ujrzało światło dzienne.
- Obawiam się, że stało się coś złego. Pukałam do komnaty Kory, ale nie dość, że nie odpowiadała, to widziałam niepokojącą jasność bijącą z drzwi. Boję się, że mogła zrobić coś głupiego... - powiedziała z udawanym strachem w głosie. Adonis z miejsca pognał ku schodom, a w ślad za nim poszli pozostali. Już po chwili sala opustoszała. Kora wyłoniła się zza kolumny i zbiegła po schodach. Rzuciła w stronę nimfy kilka słów podziękować i pognała do wyjścia. Z momentem przekroczenia progu znów poczuła się wolna. Mocno wciągnęła powietrze i z uśmiechem na ustach rozejrzała się wokół siebie. Dostrzegła swe wybawienie, w postaci dużej stajni. Już z daleka słyszała rżenie wierzchowców. Wsiadła na jednego z nich i pognała w kierunku Podziemi.
***
Hades ze wszystkich sił pragnął powstrzymać Oriona, ale żołnierze skutecznie utrudniali mu dotarcie do mężczyzny. Co chwilę ktoś go atakował. Krople potu spływały mu po twarzy i czuł ból w mięśniach, ale wiedział, że musi dotrzeć do Zeusa, zanim zrobi to starzec. Wśród walczących zaczęła unosić się szara mgła, jeszcze bardziej utrudniająca walkę. Jedynym, co mężczyzna widział były rozciągające się w oddali pagórki. Nagle ujrzał na jednym z nich znajomą sylwetkę. Zaczynam widzieć postacie, których nie ma - pomyślał - Muszę być okropnie zmęczony. Zamrugał kilkakrotnie, by odpędzić od siebie senne zmory, ale owa istota nie znikała, wręcz przeciwnie, coraz bardziej się przybliżała. Nie dowierzając własnym oczom, zaczął kierować się w stronę pagórka. Był coraz bliżej, brakowało tylko kilku metrów, by przekonać się, czy to sen, czy jawa... W momencie, kiedy dziewczyna rzuciła się mu w ramiona już wiedział. Zaczął z zachłannością całować jej usta.
- Zbyt długo się nie widzieliśmy - uśmiechnął się zawadiacko. Przysunęła swoje czoło do jego i położyła dłoń na jego karku.
- Zbyt długo - wyszeptała. Po chwili oboje przypomnieli sobie jednak, że obok toczy się zacięta bitwa.
- Kto wygrywa? - zapytała. Hades milczał jednak, patrząc ze smutkiem na walczących żołnierzy. Kora przywarła do niego jeszcze mocniej. Otulił ją swoim ramieniem. Wiedział, że ta chwila nie może trwać długo.
- Musisz stąd iść - powiedział stanowczym tonem.
- Co? - zdawała się nie rozumieć jego słów. Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Nie jesteś tu bezpieczna. Jedź na Olimp, zaczekaj tam, aż to wszystko się skończy - polecił, powoli wypuszczając ją z ramion. W jej fiołkowych oczach malował się strach i niepewność. Miała go posłuchać i odejść, czy spierać się, by zostać?
- Nie bój się. Wrócę po ciebie. Obiecuję - powiedział, głaszcząc ją po policzku. Kiwnęła głową na znak zgody i z powrotem wsiadła na konia. Ostatni raz spojrzała na ukochanego i odjechała.

Hades czuł, jak przepełnia go żal i szczęście zarazem. Jej obecność, choć tak krótka, dodała mu sił do walki, bał się jednak, że nie będzie mógł dotrzymać przed chwilą złożonej obietnicy. Szybko odsunął od siebie te myśli, uświadamiając sobie, że nie może zostawić Persefony samej. Zbiegł z pagórka i pognał w kierunku powozu Zeusa. Już z daleka widział, że Orionowi niewiele brakuje, by stanąć twarzą w twarz z bogiem wszystkich bogów. Jeśli dojdzie do starcia, konsekwencje mogą być straszne. Hades musiał wyprzedzić siwowłosego. Zaczął biec najszybciej jak umiał, wymijając walczących. Co chwilę musiał jednak przystawać, by uniknąć ataku żołnierzy. Zdawało się, że jest już na równi z Orionem, ale nagle poczuł niewysłowiony ból w lewym ramieniu. Upadł na kolana. Odwrócił się i ujrzał Aresa, który stał nad nim ze swym lśniącym, ubrudzonym krwią mieczem.
- Myślałeś, że pozwolę ci go zatrzymać? Już od dawna czekam, by jakiś głupiec mnie wyręczył - wyznał. Na jego twarzy malował się złowrogi uśmiech. Hades zaklął w myślach. Jak mógł wcześniej się nie domyślić, że Ares będzie gotów na wszystko, by osiągnąć upragnioną władzę? Jak mógł dopuścić do tego, by ta bitwa w ogóle się rozpoczęła? Jak mógł pozwolić na to, by stać się pionkiem w grze boga wojny? Nieświadomie robił wszystko to, o co chodziło Aresowi. Bez słowa podniósł się z ziemi i zaczął gnać w stronę Oriona. Wiedział, że nie ma szans w walce z mistrzem miecza, dlatego jedyną szansą, by powstrzymać całe to szaleństwo była ucieczka. Musiał jak najszybciej znaleźć się przy Zeusie, by nie dopuścić do jego śmierci! Ale Ares nie miał zamiaru mu tego ułatwiać. Pobiegł za nim i zaatakował go od tyłu. Hades pochwycił swój miecz i rozpoczęła się walka. Ostrza wirowały w szaleńczym tańcu, co chwila spierając się ze sobą o wygraną. Bóg wojny wymierzał ciosy perfekcyjne - silne i precyzyjne, trudne do obronienia. Ale Hades nie był gorszy. Odpierał każdy atak, starając się nie pozostawać mu dłużnym. Chciał właśnie zadać cios, gdy poczuł, jak traci równowagę. Gruby, wystający korzeń sprawił, że bóg umarłych runął na ziemię. Chciał się podnieść, ale Ares stanął nogą na jego klatce piersiowej. Ucisk powodował ogromny ból, jednak Hades nie chciał tego po sobie pokazywać.
- Nie uda ci się mnie powstrzymać - rzucił pewnie bóg wojny i wbił miecz w bok Hadesa. Mężczyzna poczuł jak ogarnia go zimno. Ostatnim co zobaczył, nim ogarnęła go ciemność, było triumfalne spojrzenie Aresa.
***
Kora wróciła na Olimp. Odstawiła konia do stajni i z niepokojem poszła spotkać się z Kiane. Wiedziała, że po drodze na pewno spotka Adonisa, ale postanowiła odsunąć tą myśl jak najdalej. Wiedziała, że mężczyzna będzie wściekły, gdy zorientuje się, że uciekła. martwiła się jedynie, czy nie zrobił nic Kiane. Przemknęła między wysokimi kolumnami i wspięła się po schodach. Wpadła na korytarz. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, gdy przypomniała sobie, że jeszcze przed chwilą widziała się z ukochanym. To spotkanie dodało jej tyle nadziei! Teraz była już pewna, że Hadesowi uda się pokonać Zeusa i będą mogli spokojnie żyć razem w Podziemiach. Już nie mogła się doczekać, gdy wróci po nią na Olimp.

Otworzyła drzwi i ukradkiem weszła do pokoju.
- Kiane, jesteś tu? - zapytała, ale odpowiedziała jej głucha cisza. Lekko ją to zaniepokoiło. Nagle poczuła ogromne wyrzuty sumienia. Nimfa była w ciąży i nie powinna jej tak narażać. Adonis był nieobliczalny i nie wiedział o jej stanie, mógł więc zrobić jej coś złego. Kora rozejrzała się po pomieszczeniu, ale dwie świece, palące się nikłym ogniem nie dawały wiele światła.
- Kiane tu nie ma - odpowiedział jej niski głos. Od razu rozpoznała, do kogo należał.
- Co jej zrobiłeś? - zapytała oskarżycielsko, odwracając się do niego twarzą. Adonis stał z rękoma założonymi na piersi.
- Może najpierw ja cię o coś zapytam. Gdzie byłaś? - przybliżył się. Dziewczyna poczuła nieprzyjemny ucisk w sercu.
- Musiałam... Musiałam się przewietrzyć - odparła słabo.
- Koro, proszę cię... Kogo chcesz okłamać? Mnie czy siebie? - zapytał ironicznie się uśmiechając, kładąc dłoń na tym samym policzku, którego jeszcze niedawno gładził Hades. Szybko strzepnęła jego rękę. Przestał się uśmiechać, a na jego twarzy pojawiło się lekkie rozdrażnienie.
- Może to nawet dobrze, że się z nim spotkałaś, mieliście czas, by się pożegnać - powiedział.
- Pożegnać?
- Chyba nie myślisz, że Hadesowi uda się wygrać tę wojnę? - mówiąc to, skierował się w stronę krzesła. Zajął miejsce, wygodnie wyciągając nogi.
- Oboje dobrze wiemy, że Zeus nie przyjmuje jeńców - zakończył z przekąsem. W oczach dziewczyny zaszkliły się łzy. Nie chciała mu wierzyć, ale mówił tak przekonująco... Wiedziała jednak, że Hades wróci. Obiecał jej to. Nie pozwoliła, by łzy spłynęły po jej policzkach. Przywołała się do prządku w myślach, nie pozwoliła, by mężczyzna ją zmanipulował.
- Gdzie jest Kiane? - zapytała po raz kolejny. Mężczyzna zachmurzył się. Miał nadzieję, że dziewczyna załamie się pod wpływem jego słów, ale nawet nie załkała. Tłumiąc zdziwienie, odparł:
- Jest w twojej komnacie.
Kora miała już wybiec, gdy Adonis wstał i chwycił ją za rękę. Uścisk był mocny, powodował ból, ale powstrzymała się przed krzyknięciem. Musiała być silna.
- Jeśli jeszcze raz uciekniesz, zapłaci za to twoja przyjaciółka - zagroził. Posłała mu spojrzenie pełne nienawiści i wyszła.

Tak jak powiedział, Kiane siedziała w komnacie Kory. Piła jakiś ciepły napój, z którego unosiła się para i siedziała przy stoliku, wpatrując się przez okno w nocne niebo. Na widok przyjaciółki podniosła się i mocno ją przytuliła.
- Dlaczego tu jesteś? Nie zostałaś z Hadesem? - pytała, zaniepokojona. Córka Demeter pokręciła przecząco głową i zaczęła wszystko wyjaśniać. Mówiąc starała się nie płakać, ale to wszystko wiele ją kosztowało.Gdy skończyła, Kiane zaczęła podnosić ją na duchu słowami wsparcia. Ponieważ przytłaczały ją jeszcze bardziej, postanowiła zmienić temat.
- Powiedz mi teraz, dlaczego przedtem płakałaś? Powiedziałaś już mężczyźnie, z którym będziesz mieć dziecko o jego istnieniu? - zapytała z troską w głosie. Nimfa spuściła wzrok.
- Tak - wyszeptała - Powiedziałam.
Po tych słowach zapadła długa cisza, którą każda z nich bała się przerwać.
- On mnie nie kocha, Koro - powiedziała w końcu czarnowłosa - Kazał mi odejść.
Na te słowa córka Demeter gwałtownie wstała.
- Słucham? Och, Kiane, on nie jest ciebie wart! Który to? Pokaż mi go tylko, a ja już przemówię mu do rozsądku! - powiedziała z powagą.
- To Hermes - oznajmiła jeszcze ciszej. Kora rozszerzyła źrenice. Hermes? Boski posłaniec? Ale.. Nie, to nie możliwe! To musiała być jakaś pomyłka! Dziewczyna usiadła z powrotem. Myślała, że Kiane wdała się w romans z jakimś człowiekiem, z którym ułoży sobie życie, a nie z jednym z bogów. To całkowicie zmieniało postać rzeczy. Tym bardziej, że Hermes nie wydawał się kimś, z kim można spędzić resztę życia. To dlatego Kiane tak długo milczała. Tym związkiem mogła przyciągnąć na siebie gniew Zeusa.
- Kiane... On miał rację. Musisz stąd odejść - powiedziała, ze smutkiem patrząc na przyjaciółkę.
***
Zeus z zadowoleniem przyglądał się bitwie. Jeszcze chwila, a jego wojska wygrają. Polegli byli głównie żołnierzami Hadesa. Chciał coś właśnie powiedzieć do Aresa, ale spostrzegł, ze mężczyzny nie ma. Hermes też się ulotnił, zapewne do swej nowej znajomej. Zeus już snuł plany co do tej znajomości. Odwrócił się, by znów móc przyglądać się walkom, gdy nagle przed nim wyrósł jakiś siwowłosy mężczyzna. W dłoni dzierżył miecz i z szaleństwem patrzył na boga wszystkich bogów.
- Witaj, panie. Przybyłem, by wypełnić przepowiednię Wielkiej Wojny. Już niedługo to Hades zasiądzie na tronie - oznajmił, jak gdyby nigdy nic. Zeus zaniemówił. Zdał sobie sprawę, że nie ma przy sobie żadnej broni, nawet swych piorunów. Nie przygotowywał się na walkę, a od czasu pokonania swego ojca nie miał miecza w dłoni. Orion z uśmiechem na ustach uniósł miecz ku górze, celując w boga. Zeus już przygotował się na najgorsze. Więc tak miało zakończyć się jego życie? Kto teraz połączy Korę i Adonisa, by mógł zrodzić się silny potomek? Kto obejmie władze po jego śmierci? Przed oczami stanęły mu wszystkie chwile i momenty. Przypomniał sobie swoje dzieciństwo, spędzone wśród drzew po opieką Amaltei, wojnę wypowiedzianą własnemu ojcu, pierwszy romans, pierwsze dziecko, ślub z Herą i jego rządy... Mimo wszystkiego był zadowolony ze swojego życia. Zamknął oczy, czekając, aż miecz przebije mu serce, a krew tryśnie, brudząc białą, jedwabną tkaninę, ale... nic takie go się nie stało. Na powrót otworzył oczy, i zobaczył siwowłosego leżącego na ziemi. Z jego głowy sączyła się szkarłatna maź. Nad nim stał Prometeusz z kamieniem w ręce.
- To ty! - Zeus wyciągnął palec wskazujący w stronę mężczyzny - Uratowałeś mnie? Ale... Przecież zadąłem ci tyle bólu...
Prometeusz jednak nic nie odpowiedział, wpatrując się w ziemię. Nagle tuż obok znalazł się Ares.
- Nic ci nie jest? Co tu się wydarzyło? - zapytał  zdziwiony. Starał się ukryć wściekłość.
- Prometeusz uchronił mnie przed niechybną śmiercią. Ale gdzie ty byłeś, gdy chciano mnie zabić? - zapytał oskarżycielsko.
- Walczyłem z Hadesem - oznajmił. Zeus spojrzał na niego.
- I? Mówże! - ponaglił boga wojny.
- Nie żyje - odparł, a w jego głosie słychać było pewność i chłód.

1 komentarz:

  1. <3 <3 <3 Czekam z niecierpliwością na dalszą część historii, bardzo ciekawi mnie, co stanie się z Hadesem.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony