niedziela, 26 marca 2017

Rozdział XIX: Koniec nadziei

W powietrzu unosił się zapach krwi i potu. Ziemia przybrała szkarłatny kolor, a niebo zakryło się szarymi chmurami. Polegli leżeli na suchej, martwej ziemi. Jedni skonali w męczarniach, jedynie ranieni, inni odeszli szybko, przecięci na wskroś mieczem. Wśród poległych, w samym środku ogromnego pola walki, leżał czarnowłosy mężczyzna. Krew sączyła się z jego boku, brudząc ubranie. Ktoś kopnął jego nieruchome ciało.
- Nie żyje, to pewne. Nikt nie przeżyłby starcia ze mną - powiedział zadowolony Ares. Choć plany nie poszły po jego myśli, był zadowolony, że bóg umarłych wreszcie nie będzie przeszkadzał w zdobyciu władzy.
- Co teraz? Wszystko się pokomplikowało - zauważył brodaty mężczyzna. W jego włosach plątały się morskie algi. Wyglądał o wiele starzej, niż w rzeczywistości. Ares nie wiedział, co mu odpowiedzieć. Potrzebował kilku dni, by obmyślić, jakie kroki będą teraz najbezpieczniejsze. Zeus żył i miał się dobrze, ale nie mogło to trwać zbyt długo. Musiał jak najszybciej umrzeć. Kiedy zginie, Posejdon obejmie władzę, a on będzie mógł siać zniszczenie na całym świecie. Wszystko się zmieni, ludzie pokłonią się nowym rządom.

- Nie mogę się doczekać zemsty - wyszeptał Posejdon. Bóg wojny posłał mu zdziwione spojrzenie.
- Nie pamiętasz już, co zrobił ten głupiec i jego równie głupia córka? - zapytał ironicznie. No tak. Wiele lat temu Posejdon zakochał się bez pamięci w pewnej wyjątkowo pięknej kobiecie. Posiadł ją w świątyni Ateny, gdzie stała się brzemienna. Kiedy bogini mądrości dowiedziała się o tej haniebnej zniewadze, zapałała nienawiścią do kochanków, ale nie mogła zemścić się na Posejdonie, przez wzgląd na jego status. Postanowiła zatem srogo ukarać dziewczynę. Zesłała na nią okropną szpetotę; przemieniła ją w węża o łuskowatej skórze i żmijom, zamiast włosów. Chcąc, by Posejdon już nigdy na nią nie spojrzał, sprawiła, że każdy, kto na nią spojrzał, zamieniał się w kamień. Meduza urodziła dwójkę dzieci, ale nie były one herosami. Pegaz przybrał postać konia ze skrzydłami, a Chrysaor przemienił się w latającego dzika. Bóg mórz i oceanów próbował pomóc ukochanej, ale przekleństwa bogini nie dało się złamać żadnym sposobem. Kiedy pojął, że nigdy nie odzyska pięknej kobiety, którą kiedyś była Meduza, pojął za żonę Amfitrytę.
- Nadal o niej pamiętasz? - zapytał, lekko zdziwiony Ares.
- Była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem - odpowiedział rozmarzony Posejdon - Ale nie kochałem jej. Chcę tylko zemsty za to, że jej uroda nigdy już nie zaszczyci mych oczu - dodał. Posejdon nie miał uczuć, a jego słowa tylko upewniły w tym Aresa. Mężczyzna wziął na barki Hadesa.
- Sprawmy mu godny koniec, tak jak prosił o to nasz miłościwy król Zeus - przypomniał ironicznie. Poszli z trupem nad Styks. Wrzucili ciało do wody, by porwały je morskie prądy. Już po chwili bóg podziemi stał się tylko wspomnieniem.

Ares wrócił do swej komnaty. Był zmęczony. Wszystko układało się tak dobrze... Hades i Zeus swoją głupotą doprowadzili do wojny, na której ten drugi miał zostać pozbawiony życia, ale wystarczyło jedno małe niepowodzenie, by cały plan stał się tylko ulotnym marzeniem. Teraz wszystko się zmieniło. Ale Ares miał jeszcze jednego pionka, którego mógł dobrze wykorzystać. Adonis był młody i tak łatwo było nim manipulować... Robił wszystko, co tylko polecił mu Ares, nie wahając się nawet zabić, byle tylko wypełnić polecenie przybranego ojca. Okoliczności sprzyjały, bowiem już niedługo chłopak miał poślubić córkę króla wszystkich bogów. To musiało stać się jak najszybciej. Być może nawet... Nawet to sam Adonis zasiądzie na tronie! To był wspaniały pomysł. Syn Afrodyty był jeszcze większym głupcem, niż Posejdon, łatwo będzie nim sterować. Trzeba tylko związać na dobre jego losy z Korą, co nie będzie trudne. Pozostaje jednak kwestia boga mórz i oceanów. Będzie wściekły kiedy dowie się, że jednak nie zostanie królem. Ale Posejdon nie był prawdziwym zagrożeniem. Jego armia była zaledwie w jednej czwartej tak samo potężna, jak ludzie Aresa. Przy prawdopodobnym starciu nie miał najmniejszych szans. Ares wziął do ręki kielich z winem. Był zadowolony ze swych przemyśleń. Wśród olimpijskich bogów był najbardziej przebiegłym, bezlitosnym graczem.

 Zrzucił z siebie zbroję i opadł na ogromne łoże. Wtulił się w aksamitną pościel i poczuł, jak powoli otulają go ramiona Morfeusza. Nagle usłyszał szmer.
Zza ściany wyłoniła się kobieca postać. Była szczupła i zwinna, ale Ares potrafił wyłapywać najcichsze dźwięki. Przyjrzał się jej. Choć w pokoju panowała ciemność, szybko spostrzegł, że jest naga. Podeszła bliżej i usiadła na kraju łóżka. Mężczyzna przysunął się i położył głowę na jej kolanach. Bliskość cielesna była tym, czego w tym momencie bardzo potrzebował. Nagle oderwał się od kochanki i z wyrzutem spojrzał na jej brzuch.
- Przytyłaś - stwierdził ze zdziwieniem. Afrodyta wstała. Spojrzała na niego z ukosa i z niepokojem pokręciła przecząco głową.
- Za cztery pełnie księżyca urodzę ci syna - oznajmiła.
W pokoju zapanowała ciężka atmosfera. Kobieta wyczekiwała jego reakcji, ale Ares tylko zmarszczył brwi. Sama nie wiedziała, czego się po nim spodziewać. Był całkowitym przeciwieństwem Hefajstosa. Rządziły nim emocje, uczucia. Potrafił być namiętny i brutalny, był wojownikiem i zdobywcą zarazem. To ją do niego ciągnęło, a ponieważ była boginią miłości nie tylko platonicznej, z miejsca wdała się z nim w romans.
- To... chyba dobrze, czyż nie? - zapytał obojętnie. Kobieta odetchnęła z ulgą. Usiadła obok ukochanego.
- Chcę nadać mu imię Eros. Pięknie, nieprawdaż? - oznajmiła z radością. Zaczęła mówić o dziecku, ale Ares nie słuchał. Te informacje nie przynosiły mu żadnych korzyści, dlatego wpuszczał je jednym uchem, a drugim wypuszczał. Ziewnął przeciągle.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała z lekkim oburzeniem. Kiwnął głową. Kobieta mówiła dalej, a on po chwili zasnął.
***
Zachmurzone niebo rzucało cień na miasto, które Kora mogła oglądać jedynie przez okno. Pogoda tylko pogłębiała jej zły nastrój. Była boginią natury, dlatego czuła, gdy ziemia chciała jej coś powiedzieć. Obawiała się, że tym razem to same złe wieści.
Odeszła od okna i usiadła przed lustrem. Zaczęła rozczesywać kasztanowe loki, ale monotonia kolistych ruchów przygnębiła ją jeszcze bardziej. Gdzie podziewał się Hades? Powinien już tu dawno być. Miała dość siedzenia bezczynnie w swojej komnacie i powoli zaczynała żałować, że w ogóle tu wróciła. Powinna była zostać razem z nim, upewnić się, że nic mu się nie stanie. Ufała jednak, że jego siła go ochroni. Wszak nie był zwykłym człowiekiem, ale bogiem. Trudno zabić boga, o ile w ogóle to możliwe.

Nagle do pokoju wszedł Adonis. Znów nie zapukał, co nie uszło uwadze dziewczyny. Rzuciła mu wrogie spojrzenie i wróciła do rozczesywania włosów.
- Twój ojciec kazał zebrać się wszystkim w sali tronowej - oznajmił. Na te słowa jej serce zadrżało. Skoro Zeus już wrócił, to gdzie jest Hades? Czy nie powinien być pierwszy?
Posłusznie udała się za mężczyzną. Szli długim korytarzem, mijając rozmaite komnaty, aż w końcu dotarli do wielkich schodów. W sali tronowej zgromadzili się już wszyscy. Dziewczyna starała się odnaleźć wzrokiem Kiane, ale nigdzie nie widziała czarnowłosej. Za to zauważyła Hermesa, który najwyraźniej zdążył już dobrze się poznać z jakąś kobietą...
- Witam was wszystkich bracia i siostry - przemówił Zeus - Wygraliśmy bitwę w Podziemiach! - zagrzmiały jego słowa. Nie... - pomyślała Kora - To nie może być prawda!
Zrobiło się jej duszno. Poczuła jak serce zaczyna szybciej bić. Ucisk w klatce piersiowej był nie do wytrzymania.
- Hades nie żyje - dodał po chwili bóg piorunów.

Na te słowa Kora prawie zemdlała. Gdyby nie mocne ramię Adonisa, prawdopodobnie by upadła. Chciała się rozpłakać, ale przypomniała sobie obietnicę, którą złożył jej ukochany. Musiał żyć, w końcu obiecał jej, że wróci.
Syn Afrodyty przyglądał się jej uważnie. Był przekonany, że wybuchnie płaczem lub pobiegnie do Zeusa i znów zacznie krzyczeć różne rzeczy, dlatego trzymał ją mocno za ramię. Ku jego zdziwieniu, nie zrobiła nic, co mogłoby wywołać kontrowersje wśród bogów.
- Od tej pory Podziemia pozostaną we władaniu Aresa - oznajmił bóg piorunów. Na sali zapanowało poruszenie. Nikt nie spodziewał się takiego ruchu ze strony Zeusa. Chciał dać bogowi wojny taką swobodę? Przecież nie od dziś wiadomo było, że Ares uwielbia knuć przeciwko wszystkim. Ryzykownym zdawało się zatem takie posunięcie.

Ares również był zdziwiony. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. W geście podziękowania ukłonił się teatralnie. Zeus sam ułatwiał mu zrealizowanie planu, jakim było przejęcie władzy i zapanowanie chaosu na całej ziemi. Bóg wojny widział kątem oka, jak Posejdon uśmiecha się chytrze. Pan mórz i oceanów jeszcze nie wiedział, że został wykluczony z całej intrygi.

Kora nie wiedziała, co robić. Chciała jak najszybciej opuścić salę, w której nagle zrobiło się duszno, ale nie chciała na siebie zwracał uwagi. Wiedziała, że nie pomoże Hadesowi próbą ucieczki. Adonis zapewne przydzieliły jej jeszcze więcej żołnierzy, dlatego wolała na razie się nie wychylać. Gdy Zeus skończył przemowę, oddaliła się pierwsza. Syn Afrodyty poszedł za nią. Była przekonana, że odprowadzi ją pod komnatę, ale gdy przekroczyła próg, on również wszedł do pomieszczenia. Odwróciła się i spojrzała na niego z ukosa.
- Czego chcesz? - zapytała z wyrzutem.
- Chcę, by sprawy między nami były jasne. Od dziś cały Olimp będzie objęty zmową milczenia. Już nigdy nie wypowiesz jego imienia, nigdy nie wspomnisz o nim choćby na sekundę, nie będziesz lamentować, ani opowiadać o nim komukolwiek. Wymażę pamięć o jego istnieniu z powierzchni ziemi. Zrozumiałaś? Zapomnisz o nim. Na zawsze.
Drgnęła, pod naporem tych ciężkich słów. Chciała oprzeć się o ścianę, ale stała na środku pokoju, dlatego musiała zachować pionową postawę.
- On żyje. Możesz wmawiać mi, że zginął, ale ja i tak wiem, że żyje - odparła stanowczo. Zaśmiał się jej prosto w twarz.
- Mylisz się. Zapytaj Aresa i Posejdona. Osobiście wrzucili jego trupa do Styksu - oznajmił chłodno - A teraz, droga Koro, zacznij lepiej przygotowywać się do dnia naszych zaślubin. Zbliża się on wielkimi krokami - zakończył i wyszedł. Gdy tylko drzwi się zamknęły, dziewczyna pośpiesznie usiadła na krześle. Nie mogła w to uwierzyć. Zrobiło się jej gorąco na samą myśl, że Hadesa mogło spotkać coś tak okropnego. Wiedziała, że nie może wierzyć Adonisowi, chciał ją jedynie złamać, pozwolić, by smutek i żal po rzekomej śmierci ukochanego przeszkodził jej w ucieczce. Nie mogła pozwolić, by jej emocjami zawładnęły niepokój i troska o boga umarłych. Musiała zająć myśli czymś innym. Wzięła do ręki jeden ze zwojów, położonych na drewnianym stoliku. Opisywał on powstanie świata. Kora zajęła się czytaniem. Tylko w ten sposób mogła zdobyć potrzebną wiedzę i przestać rozmyślać.

Głęboko pochłonięta lekturą, nie usłyszała cichego pukania do drzwi. Czarnowłosa nimfa niepewnie wsadziła głowę do pokoju.
- Koro? Nie przeszkadzam? - zapytała pokornie.
- Kiane! - dziewczyna z miejsca rzuciła jej się na szyję - Nigdy nie przeszkadzasz - dodała pewnie. Obie usiadły przy stoliku, na którym oprócz zwojów, znajdowało się kilka niedokończonych ciasteczek. Nimfa przypatrywała im się przez chwilę, aż w końcu, zachęcona przez przyjaciółkę, sięgnęła po jedno. Jej apetyt stale rósł i pięć posiłków dziennie nie wystarczało, by zaspokoić jej potrzeby.
- Dlaczego nie było cię na sali tronowej? - zapytała z niepokojem. Kiane posłała jej pytające spojrzenie.
- Spałam. Coś mnie ominęło?
Kora uśmiechnęła się ironicznie. Nie, skąd - przeszło jej przez myśl - Tylko Hades ponoć nie żyje. Poza tym wszystko jest w porządku - zakpiła. Nimfa ponagliła ją kilkoma słowami. Czuła, że córka Demeter nie ma jej nic dobrego do powiedzenia. Kiedy wyznała jej prawdę, nimfa zamarła. Nie chciała ranić przyjaciółki, ale podejrzewała, że Adonis może mieć rację. Skoro Zeus ogłosił to przy wszystkich, musiał być pewien swojej racji.
- Koro, wydaje mi się jednak... - nie wiedziała, jak delikatnie powiedzieć jej o swoich przemyśleniach. Dziewczyna była taka pewna tego, że ukochany po nią wróci, iż zdawało się niemożliwym uświadomienie jej bolesnej prawdy. Kiane postanowiła odłożyć tą rozmowę na inny moment. Póki trwała nadzieja, był cień szansy, że jej marzenia się spełnią.
- Cieszy mnie, że mimo wszystkiego się nie poddajesz. Przybyłam tu jednak, by coś ci wyznać. Odchodzę - oznajmiła. Kora osłupiała.
- Och, Kiane... Wiem, co mówiłam, ale nie przemyślałam tego dobrze. Powinnaś tu teraz zostać, póki jest bezpiecznie. Przecież nawet nie masz dokąd pójść! - nalegała.
- Mylisz się. To miejsce jest ostatnim, które mogłabyś nazwać bezpiecznym. Nie wiem dokąd pójdę. Wrócę do lasu. Być może uda mi się tam przeczekać do porodu... - zastanowiła się na głos.
- Słucham? Kiane, nie poradzisz sobie! Moja matka karmiła nas i ochraniała, sama nie przeżyjesz w dziczy! Musisz szukać schronienia gdzie indziej - oznajmiła - Wiem, że tam też nie jest już zbyt bezpiecznie, tym bardziej, że ponoć rządy objął Ares, ale to jedyne miejsce, gdzie znajdziesz spokój - powiedziała z troską w głosie. Widząc ciekawość i niepokój w oczach przyjaciółki, wyjaśniła:
- Musisz udać się do Podziemi.
***
Bóg nerwowo zamknął za sobą drzwi. W komnacie znajdowała się tylko jedna osoba, odziana w ciemną zieleń. Jej rude włosy połyskiwały w świetle ognia. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Podeszła do mężczyzny i złożyła na jego ustach namiętny pocałunek.
- Nie teraz - przerwał - Muszę pomyśleć.
Zawiedziona cofnęła się i usiadła na sofie. Wzięła do ręki kielich z nektarem i wypiła całą jego zawartość jednym tchem. Słodki płyn rozpalił jej policzki, pozostawiając na nich wykwintny rumieniec.
- Sądzisz, że Aresa udobrucha kawałek ziemi? Obawiam się, że będzie wściekły, gdy poinformuję go o lekkiej zmianie naszych planów. Nie chcę się mu narażać - wyznał, zmartwiony. Kobieta odetchnęła głęboko. Nudziły ją już te wszystkie polityczne gierki. Chciała wreszcie dostać coś w zamian za lojalność, jaką ciągle darzyła ukochanego.
- Zeusie, oszczędź sobie tych rozmyślań. Wszystko zapewne obróci się na twoją korzyść. Niepotrzebnie zadręczasz się rozterkami. Powinieneś sobie pozwolić na chwilę wytchnienia - dodała, podchodząc i obejmując go od tyłu.
- Masz rację. Już dawno nie zbliżałem się do mojej żony. Niedługo ktoś może zacząć plotkować. Musisz mi wybaczyć. Wiesz, że dbam oo dobre imię - zaznaczył.
Demeter rozgniewała się. "Dawno nie zbliżał się do żony"? Dobre sobie! A kiedy ostatni raz zbliżył się do niej? Miała już dość tego ciągłego wiszenia w próżni, jak nad przepaścią... Zasługiwała na jego miłość, nie powinien w tak okrutny sposób jej zaniedbywać! Ale z drugiej strony... Rozumiała jego pobudki. Był królem i miał swoje obowiązki. Postanowiła, że tym razem nie zrobi mu wyrzutów.

Zeus pośpiesznie wdarł się do komnaty. Nie omieszkał narobić przy tym hałasu, by służący zauważyli jego obecność. W środku panowała zupełna ciemność, ale mimo tego odnalazł wzrokiem łoże. Drobna, skulona postać już spała, gdy zdjął z siebie ubranie i wszedł pod kołdrę.
- Zeus... Co ty... tutaj... robisz? - zapytała przeciągle Hera. Ziewnęła, znajdując się ciągle w świecie snów.
- Dawno mnie już tu nie było. Musimy nadrobić stracony czas - oznajmił. Hera doskonale wiedziała, co to oznacza i choć nienawidziła być uległa swemu mężowi, była jego żoną, a to oznaczało, że musiała być mu posłuszna. Nie kochał jej i doskonale o tym wiedziała. Jedynym, co mogła zrobić była zemsta. Często sprowadzała na kochanki i bękartów Zeusa przeróżne tragedie. Nie kochała go, nie było jej więc przykro, że ją zdradza, ale chciała choć w małym stopniu się odegrać. Przysięgła sobie kiedyś, że zrani go tak, jak on ranił ją. Nie mogła się doczekać dnia, w którym spełni swą obietnicę.
***
Dziewczyna zarzuciła na głowę ciemny kaptur, spod którego nie było widać jej twarzy.
- Boję się - wyszeptała, instynktownie chwytając się za brzuch. Oswoiła się już z myślą, że zostanie matką i nie chciała, by coś się stało jej potomkowi.
- Wiem, Kiane - objęła nimfę - Ale musisz być silna. Nie tylko dla siebie, ale również dla tego dziecka - przypomniała. Uścisnęły się jeszcze mocniej.
- Pamiętasz, co masz powiedzieć strażnikom? Jesteś tylko zwykłą służącą. Na pewno cię nie zapamiętali, a to okrycie tylko potwierdzi twoje słowa. I pamiętaj o wskazówkach, jakie ci dałam. Mam nadzieję, że dotrzesz tam bezpiecznie - powiedziała z przekonaniem. Kiane uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Poradzisz sobie tu sama? - zapytała z troską w głosie. Kora kiwnęła głową, uśmiechając się pokrzepiająco. Przez myśl przemknęło jej, by zatrzymać Kiane przy sobie, ale zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo egoistyczne by to było.
- Uważaj na siebie - powiedziała i ostatni raz chwyciła ją za rękę. Po chwili obserwowała, jak dziewczyna oddala się, aż drzwi się za nią zamknęły. Kora bardzo chciała jej towarzyszyć, ale Adonis nigdy by jej na to nie pozwolił.

Razem z Kiane ustaliły, że czarnowłosa napisze list, od razu jak dotrze do Podziemi. Kora miała nadzieję, że szybko dowie się, co dzieje się z Hadesem. Zaraz po wyjściu przyjaciółki, poszła się wykąpać. Później położyła się na wielkim łożu, ale nie mogła zasnąć. Ciągle rozmyślała. Choć z całych sil wierzyła w to, że ukochany zakończy wreszcie całe to szaleństwo, to cichy głosik z tyłu głowy ciągle podpowiadał jej, że być może Hades naprawdę nie żyje. Odpychała tą myśl najdalej jak się dało. Zeus już nie raz knuł i spiskował przeciwko niej, dlatego nie powinna mu wierzyć. Targana sprzecznymi emocjami, w końcu wypiła przyniesiony wcześniej przez służąca kielich nektaru i zasnęła.
***
Zeus nerwowo przechadzał się po sali. Zataczał koło od tak dawna, że powinien już wydrążyć płytki. Ciągle zastanawiał się, jak przekazać Aresowi informacje, które nie będą go zadowalać. Bóg wojny łatwo wpadał w gniew, co już nie raz udowodnił. Mężczyzna w końcu z bezsilnością zasiadł na tronie. Po chwili w sali pojawił się oczekiwany jegomość.
- Wzywałeś mnie, panie - ukłonił się. Zeus poruszył się niespokojnie.
- Tak. Muszę obwieścić ci pewne kwestie, drogi przyjacielu. Wina? - wskazał na, jak na razie puste kielichy. Ares kiwnął głową. Nigdy nie odmawiał alkoholu. Nalał do złotych naczyń bordowego płynu i podał jedno z nich Zeusowi. Był ciekaw, co też znów wymyślił bóg wszystkich bogów.
- Niestety, ale musimy przesunąć zaślubiny Adonisa i Kory o co najmniej miesiąc - powiedział, odchrząkając. Obserwował, jak na czole Aresa pojawia się kilka cienkich linii. Zmarszczył brwi, a na jego twarzy pojawił się gniew.
- Nie tak się umawialiśmy - odrzekł ze złością.
- Wiem, ale najpierw muszę się zająć moim synem, Hermesem. Jest nieokiełznany, pora go usidlić. Kora jest pewnym celem. Hades nie żyje i nie ma jej już kto uratować. Miesiąc w tę, czy tamtą niczego tu nie zmienia. Nasza umowa jest nadal aktualna - zaznaczył pośpiesznie. Ares zamyślił się na chwilę.
- Niech będzie. Zgadzam się - odparł niechętnie i odszedł.
***
 Kora wstała, leniwie się przeciągając. Mimo wydarzeń ostatnich dni, spała dobrze. Cieszyła się, że nie prześladują jej koszmary, które miewała pod wpływem silnych emocji. Wstała i otworzyła ogromną szafę z ubraniami. Każda z sukni była innego koloru, materiału, w każda wszyte były inne klejnoty. Ona jednak nie szukała sukni na biesiadę. Chciała założyć coś wygodnego. Z trudem odnalazła zwiewną, białą szatę. Zarzuciła ją na siebie pospiesznie i już miała zawołać służącą po śniadanie, gdy nagle coś zastukało w szybę. Sokół wpatrywał się w nią swym przenikliwym wzrokiem. Zbliżyła się do okna i przyjrzała ptakowi. Przy żółtej nodze miał przyczepiony mały, zawinięty rulonik. Dziewczyna szybko domyśliła się, skąd musiał przylecieć. Odetchnęła z ulgą. A więc Kiane udało się dotrzeć bezpiecznie do Podziemi.

Delikatnie otworzyła okno i zbliżyła się do ptaka. Pogładziła go po pierzastej głowie i odczepiła zawiniątko. Pośpiesznie zaczęła czytać nabazgrane litery. Kiane nigdy nie była dobra w kaligrafii, choć to sama Kora uczyła ją pisać.

"Droga Koro!
Skrawek papieru, który mi dałaś przydał się szybciej, niż myślałam. Zastosowałam się do swoich wskazówek. Gdy tylko zerwałam kwiat narcyza, ziemia pod moimi stopami rozstąpiła się i znalazłam się w Podziemiach. Niestety, w niczym nie przypominają one miejsca, o którym mi opowiadałaś. Pełno tu trupów. Nie mogłam nigdzie znaleźć Hadesa. Szukałam wśród poległych i w zamku. Nawoływałam, ale odpowiadała mi jedynie cisza. Obawiam się, że on nie żyje. Przykro mi, Koro. Nie wiem jeszcze, gdzie się udam. Być może ukryję się w jakimś lesie, gdzie nie dosięgnie mnie spojrzenie Zeusa. 
Bardzo mi przykro z powodu Hadesa, ufam jednak, że uda ci się uciec z Olimpu. 

                                                                                                                Twoja Kiane "

Na papier spadło kilka łez. Kora przetarła oczy. To nie mogła być prawda. Przecież Hades, żył, czuła to. Miał po nią wrócić. Obiecał jej... Potargała papier i rzuciła się na łóżko. Płacz przerodził się w szloch. A więc oni wszyscy mówili prawdę. To koniec. Koniec nadziei.

KONIEC


A więc nareszcie. Ostatni rozdział. Muszę przyznać, że opowiadanie pisałam długo, bo prawie rok, trudno więc było nie przywiązać się do bohaterów, którzy, zostali obdarzeni przeze mnie nowymi cechami. Mocno odeszłam od pierwotnej wersji mitów, ale właśnie taka była koncepcja i wydaje mi się, że finalnie osiągnęłam to, co chciałam. Przede mną wiele pracy. W planach mam kolejną część, ale chcę ją napisać w całości i dopiero opublikować, by nie było tak niemiłosiernie długich przerw między rozdziałami, jak do tej pory. W międzyczasie będę solidnie poprawiać rozdziały, bo nie oszukujmy się, wiele błędów wkradło się podczas pisania ;) Dziękuję wszystkim, którzy komentowali i dawali gwiazdki - fajnie wiedzieć, że ktoś jednak to czyta :D Mam nadzieję, że do drugiej części podejdziecie z równym entuzjazmem :) Dobrze, koniec tych ogłoszeń parafialnych XD Jeszcze raz dziękuję i do napisania! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony