czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział XVII: Wojna, Część I: Cisza

Biała suknia wisiała na szafie majestatycznie, czekając na swój czas. Długie rękawy idealnie pasowały do obcisłego gorsetu, który ciągnąc się do pasa, łączył się z rozkloszowanym dołem. Gdzieniegdzie wszyto małe perełki, które z zadowoleniem odbijały promyki światła, majestatycznie błyszcząc. Obok wisiała złota wstęga, którą miała zostać przepasana. Suknia może i była ładna, ale kompletnie nie wpasowywała się w gust właścicielki. Nie tak wyobrażała sobie swoje ślubne odzienie. Miało być zupełnie inaczej.
Marzyła, że zostanie połączona na wieki z ukochanym gdzieś na wielkiej, zielonej łące, pełnej maków, stokrotek i narcyzów. Wyobrażała sobie, że słońce będzie oblewać ich ciała swym ciepłem, a lekki wiatr ochłodzi spragnione miłości umysły. Ale wiedziała, że ślub odbędzie się w ponurej sali na Olimpie, wśród bogów i bogiń, których znała tylko z imienia. Odpędziła szybko od siebie tą myśl,przypominając sobie o ucieczce. Była pewna, że skoro Hades był już tu raz, na pewno znów przybędzie, by zabrać ją do Podziemi. W głowie wciąż dźwięczały jej słowa Adonisa, które wypowiedział poprzedniego wieczoru. "Czy tego chcesz, czy nie będziesz moja". Dotknęła materiału i uświadomiła sobie, jak bardzo jest delikatny. Jeszcze raz przyjrzała się sukience i włożyła z powrotem do szafy, pozwalając utonąć jej w ciemnościach. Wyszła z pokoju i skierowała kroki do komnaty Kiane. Zapukała kilkakrotnie w drewniane drzwi i weszła. Rozejrzała się po pokoju i zauważyła nimfę, pochyloną nad talerzem z na wpół zjedzoną pajdą chleba. Obie uśmiechnęły się w jednym momencie, choć żadnej z nich nie było do śmiechu. Kora z ulgą zauważyła, że Akaste nie ma w pomieszczeniu. Nie chciała jej powierzać swych sekretów, Kiane zapewne również. Córka Demeter usiadła obok przyjaciółki i przyglądała się, jak ta dokańcza posiłek.
- Wybacz mi, ale jestem ostatnio okropnie nienajedzona - powiedziała nimfa, przełykając jedzenie.
- To normalne w twoim stanie - zauważyła Kora - Posłuchaj... Wiem, że to wszystko jest dla ciebie nowe i przerażające, ale muszę w końcu zadać ci pytanie, kto jest ojcem tego dziecka? - dziewczyna sama nie wiedziała, czy dobrze robi zadając to pytanie. Wczorajszego dnia nie chciała jeszcze bardziej zasmucać przyjaciółki. Kiane nagle zesztywniała.
- To nie ma znaczenia. Tego problemu niedługo nie będzie - odparła, ku zdziwieniu dziewczyny. Bogini posłała jej pytające spojrzenie.
- Pójdę do znachorki, która nie pozwoli by do zaszło za daleko - wyjaśniła zdawkowo. Kora znieruchomiała. Przecież ona mówiła o zabiciu dziecka, nim przyjdzie na świat!
- Kiane, nie. Nie możesz tego uczynić. To dziecko to cud. Ma prawo, by żyć. Przecież jesteś silna, masz mnie... Poradzisz sobie - mówiąc to złapała ją za rękę. Nimfa pokręciła głową. W jej spojrzeniu krył się strach, niepewność i zagubienie. Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek dowiedział się o konsekwencjach jej romansu.
- Musisz powiedzieć temu, kto również jest za to odpowiedzialny. Nie wiem co się wydarzyło, ani jak wyglądają wasze relacje, ale on musi ponieść konsekwencje. Musi się tobą zaopiekować - zaznaczyła z naciskiem. Po twarzy Kiane stoczyło się kilka łez, na co Kora zareagowała uściskiem. Po długiej chwili milczenia, nimfa wreszcie przemówiła. Przyznała rację córce Demeter i postanowiła powiedzieć ojcu swojego dziecka prawdę. Z jednej strony nie chciała komplikować mu życia, ale z drugiej była pewna jego uczucia i nie bała się odrzucenia.
- Powiem mu, kiedy tylko sama oswoję się z myślą, że nie jestem już sama - oznajmiła, kładąc rękę na swym brzuchu. Kora uśmiechnęła się z ulgą. Jednocześnie poczuła ucisk w okolicy klatki piersiowej. Przypomniała sobie o Hadesie. Na samo wspomnienie wspólnie spędzonych chwil czuła ukłucie w sercu. Ciekawe jak zareagowałby na wieść o stanie nimfy. Na pewno zaoferowałby pomoc i znalazł rozwiązanie trudnej sytuacji Kiane i jej dziecka. Tęskniła za spokojem i dojrzałością jego ducha.
- Boisz się, prawda? - zapytała czarnowłosa. Kora zamyśliła się. Czy czuła strach? Oczywiście. Z każdą sekundą czas na ucieczkę coraz bardziej się kurczył. Niewiele dzieliło ją od spotkania z Adonisem na ślubnym kobiercu. Z drugiej strony chciała, a nawet musiała ze wszystkich sił wierzyć, że ten cały koszmar zakończy się szczęśliwie.
- Nie bardzo - skłamała - Hades na pewno niedługo po mnie przyjedzie. Mogłabyś mnie odwiedzać, gdy już zamieszkam w Podziemiach - zaproponowała. Kiane odpowiedziała śmiechem.
- Chcesz żebym przekroczyła wrota piekieł, o których krąży tyle legend? Ponoć ziemia przemienia się tam w lawę, która parzy stopy, gdy się po niej stąpa, a wielkie, obślizgłe potwory czołgają się za swoimi ofiarami, które długo torturują przed pożarciem... - mówiąc to, wzdrygnęła się. Kora początkowo była przekonana, że przyjaciółka żartuje, ale tej nie było do śmiechu.
- Kiane, nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz - szczerze się zaśmiała - To bardzo ciche i spokojnie miejsce. Odpoczęłabyś tam od tego całego zamieszania - wyznała zgodnie z prawdą. Widząc rosnące zainteresowanie na twarzy nimfy, dziewczyna zaczęła opowiadać o swoim pobycie w zamku Hadesa. Starała się oddać wszystkie szczegóły, a kiedy skończyła opisywać Podziemia, nieświadomie zaczęła mówić o ich panu. Chwaliła jego uprzejmość i opiekuńczość, nadmieniając o dumie, którą z godnością w sobie nosił. Kiedy mówiła Kiane z uwagą się jej przypatrywała, zdając sobie sprawę, że córka Demeter jest naprawdę zakochana. Bóg ciemności również nie wydawał się taki, za jakiego go brała i musiała przyznać, że się myliła, co zdarzało się bardzo rzadko. Ich rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Kora nakazała wejść owej osobie. W pokoju pojawiła się jedna ze służących, których kobiety nie mogły spamiętać. Krótkie włosy w kolorze miodu okalające smukłą twarz dziewczyny podskakiwały, gdy nisko się kłaniała.
- Pani, Zeus wzywa cię do siebie - oznajmiła pokornie. Kora z niepokojem spojrzała na Kiane. Odprawiła służącą jednym skinieniem ręki.
- Kiane... mogłabyś pójść tam ze mną? - zapytała po chwili. Nimfa wstała i podeszła do przyjaciółki.
- Oczywiście - przytuliła się do bogini - Cieszę się, że cię mam - dodała. Kora poczuła, że jeszcze nigdy nie były sobie tak bliskie.
***
Blondyn szedł korytarzem, zmierzając do sali tronowej. Miał dość latania, a kiedy nie było mu pilno dostarczyć jakąś wiadomość, lubił zwyczajnie chodzić. Spacery były tym, co uwielbiał najbardziej. Długie, najlepiej w lesie, gdzie mógł pełną piersią odetchnąć i zwyczajnie pomyśleć. Choć rzadko to robił. O wiele bardziej lubił zajmować się damami swego serca.

Wszedł do sali i teatralnie ukłonił się przed ojcem. Choć był wobec niego całkowicie posłuszny, nie czuł szacunku, czy miłości. Podniósł głowę i ujrzał dwie kobiety stojące przy jego tronie. O ile obecność Demeter w ogóle go nie dziwiła, o tyle był zaintrygowany młodą czarnowłosą, która z ciekawością się w niego wpatrywała.
- Witaj synu - pozdrowił go Zeus - Mam nadzieję, że nie byłeś zbyt zajęty - powiedział, choć wprawdzie mało go to obchodziło. Hermes zaśmiał się.
- Właśnie goniłem się z Panem. Zabawa była przednia, tym bardziej, że biedny Pan potykał się na swych małych, kozich nóżkach. Masz pojęcie, jak trudno było mu mnie dogonić? Prawie doznał śmierci, przemykając między jabłoniami. To było komiczne - mówiąc to posłał dziewczynie figlarny uśmiech. Zaśmiała się cicho, lekko się przy tym rumieniąc.
- Raczej żałosne - odpowiedział Zeus, chcąc przywołać syna do porządku. Na nic się jednak zdały jego wysiłki, gdyż skupiony był na  czarnowłosej piękności.
- Sprowadziłem cię tu, by ci kogoś przedstawić. To Iambe, córka Echo - wyjaśnił. Hermes w mig pojął, kim jest dziewczyna. Echo była wysoko urodzoną nimfą górską - oreadą. W żyłach Iambe płynęła czysta krew, dzięki czemu dziewczyna miała przed sobą świetlaną przyszłość. Jeśli jeszcze jej inteligencja dorównywała urodzie, mogła być pewna, że zostanie żoną jednego z bogów. Hermes, jak przystało na syna króla bogów, podszedł do czarnowłosej i pocałował jej dłoń, nisko się pochylając.
- Czuję się onieśmielony twą urodą pani. Jesteś istną perłą w koronie matki natury! - zaczął się zachwycać.
- Lepiej nie przesadzajmy. Afrodyta mogłaby się poczuć urażona taką opinią. Niemniej, przyjmuję komplement - rzekła, a jej głos był melodyjny, ale nie przesłodzony. Jej odpowiedź zaimponowała mężczyźnie. Nie była tak nieśmiała, na jaką wyglądała.
- Iambe zamieszka na Olimpie. Pragnę, byś ją oprowadził - rzekł Zeus, posyłając mu znaczące spojrzenie. Już po chwili, młodzi zniknęli z sali. Zeus opadł na tron, głośno wypuszczając powietrze z nozdrzy. Demeter podążyła za nim. Już po chwili rozmasowywała jego bolące plecy.
- Myślisz, że przypadli sobie do gustu? - zapytał, zmęczony.
- Czy myślę? Nie, ja jestem przekonana. To był świetny pomysł. Czyż nie widziałeś, jak twój syn dosłownie pożerał ją wzrokiem? Hermes zawsze był kochliwy, ale jego wybory nigdy nie były trafne. Zazwyczaj padało na łatwo dostępne nimfy niskiego stanu. Im szybciej zapewnimy mu żonę, godną jego pochodzenia i funkcji, tym lepiej - oznajmiła przekonująco. Zeus zamyślił się. Kobieta miała rację. Hermes nigdy nie był stały w uczuciach. Oby tylko ta młoda nimfa była wstanie okręcić go sobie wokół palca. Ale o to Zeus nie powinien się martwić. Była kobietą, a one zawsze wiedziały, co zrobić, by mężczyźni tańczyli tak, jak im zagrają. Z łatwością sprawiały, że ci od zawsze płaszczyli się u ich stóp. Czyż nie tak było z jego kochankami? Nie potrafił się im oprzeć, choć one nie umiały z tego korzystać. I chwała za to, bo inaczej mężczyzna miałby spory kłopot z Herą. I tak był zdziwiony, że królowa nie ma nic przeciwko Demeter. Już nawet nie czekała na niego w łożu, zastawał ją pogrążoną we śnie, gdy przychodził do wspólnej komnaty. Powinien się cieszyć, dzięki temu miał mniej kłopotów.

Hermes prowadził dziewczynę pod rękę, szczegółowo objaśniając, gdzie się znajdują. Ku jego zaskoczeniu często podejmowała rozmowę i prowadziła ją na wysokim poziomie. Mężczyzna wcześniej nie spotkał się z takim wykształceniem u żadnej innej nimfy, a poznał ich sporo. Był zaciekawiony jej postacią i poczuł dziwną chęć, by więcej z nią dyskutować. Jednocześnie nie był obojętny na jej wdzięki. Zdążył zauważyć, że natura obdarzyła ją tym, czym trzeba było i był z tego faktu wyjątkowo rad.
- A ukochany? - zapytał, gdy przechadzali się korytarzem.
- Ukochany? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Wybranek serca. Nie czeka gdzieś na Ziemi? - przystanął na moment. Dziewczyna zamyśliła się.
- Żyłam w towarzystwie nimf, mężczyźni, których spotykam tu, na Olimpie są pierwszymi, jakich widzę w życiu - wyjaśniła, bez cienia zakłopotania, jakby było to najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Za to Hermesowi zrobiło się głupio, ale ponieważ nie obca była mu cecha towarzyskości, od razu rozpoczął inny temat. Nigdy z nikim tak dobrze się mu nie rozmawiało.
***
Czuła jak serce łopocze jej w piersi. Oddychała nerwowo, ale starała się zachować pozorny spokój. Ciągle powtarzała sobie, że wszystko będzie dobrze i szczerze w to wierzyła. Stała przed ogromnymi, mosiężnymi drzwiami i patrzyła jak strażnicy je otwierają. Przeszła przez próg i spostrzegła, że nie jest sama. W sali tronowej zgromadzili się wszyscy bogowie zamieszkujący Olimp. Rozpoznawała niektóre twarze jeszcze z przyjęcia w ogrodach Hery. Oczy obecnych skierowały się w jej stronę. Stanęła obok ojca i matki, starając się zachować kamienną twarz i nie odkrywać przed innymi swych emocji. Spoglądał na Kiane, by dodać sobie otuchy. Zdała sobie sprawę, że bez nimfy byłoby jej o wiele ciężej. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek się tak zżyją. Widać ten koszmar miał swe dobre strony. Z krótkich rozmyślań wyrwał ją niski głos Zeusa.
- Zapewne zastanawiacie się, w jakim celu was tu zwołałem - zaczął majestatycznym tonem. Kora poczuła jak serce podchodzi jej do gardła. Może chce przyśpieszyć ślub? Może wyznaczył jego datę na jutrzejszy dzień? W jej głowie przewijało się tysiące myśli.
- Ruszamy na wojnę. Stawka jest wysoka, dlatego potrzebuję każdej pary rąk do pracy i walki - oznajmił znienacka. Dziewczyna osłupiała. W naturalnym odruchu zakryła usta ręką. Wojna? Ale... jak to? Wojna! Przecież to wszystko zmienia. Mogła uciec, mogła wrócić do Hadesa, mogli być razem! Nie wierzyła w to, co się dzieje. Jeszcze przed chwilą mogło się wydawać, że utknęła w sytuacji beznadziejnej, a jednak los sam podsunął jej rozwiązanie. Wystarczyło tylko poczekać. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że się uśmiecha, co mogło wywołać zdziwienie, dlatego szybko założyła swą maskę obojętności z powrotem. Rozglądnęła się jednak i zauważyła, że wszyscy zajęci są rozmową. Zeus najwyraźniej chciał dać im czas oswoić się z myślą, że idą na bój. Miała chwilę, by przyjrzeć się bliżej mieszkańcom boskiego pałacu. Bił od nich niezwykły blask, niematerialny, a jednak widoczny. Byli pełni życia i zapaleni do działania. Między Afrodytą, a Aresem dziewczyna wypatrzyła Adonisa. Mężczyzna wyglądał na wyjątkowo zadowolonego, ale nic nie mówił, jedynie słuchał. Bóg wojny objaśniał coś Afrodycie, mocno przy tym gestykulując. A temu wszystkiemu przyglądał się boski kowal, stojący pod ścianą z założonymi na klatce piersiowej rękoma. Kora stała za daleko, by dostrzec kryjący się w jego oczach smutek.

Wśród bogów znalazła się też para bliźniąt - Apollo i Artemida. Bóg przygrywał na lirze, wyraźnie uszczęśliwiony. Wydawał się przystojny, choć łatwo było zauważyć, że jego uroda opiera się na delikatnych, niemęskich rysach. Dziecięcego uroku dodawały mu jasne, kręcone włosy, lekko opadające na czoło. Niemniej jego siostrę można było uznać za piękną. Długie, jasne włosy upięła w niedbałego warkocza, który sięgał jej prawie do pasa. Jej szata nie była wyszukana, ale zdecydowanie odznaczała się na tle innych. Zapewne była specjalnie skrojona do polowań, na które dziewczyna uwielbiała się ubierać. Obok przewijał się Dionizos, trzymający w ręku kielich z winem. Lekko kołysał się, przechodząc między innymi.

Największy gwar powodowały jednak Atena z Hestią, które głośno dyskutowały o nadchodzącej wojnie. Każda z nich była ładna, ale ich uroda blakła przy wdziękach Hery i Afrodyty. To bezsprzecznie te drugie wiodły prym na Olimpie. Rozmawiające kobiety zostały zaś obdarzone przez matkę naturę mądrością, której niejeden im zazdrościł. Wypowiadały się głośno i wyraźnie, a forma ich wypowiedzi nie pozostawiała złudzeń, co do inteligencji. Ze znanych Korze bogów tylko Posejdona nie było w sali. Ale on wiódł inne życie, w odmętach oceanów, gdzie rzadko docierało światło słoneczne. Dziewczyna zawsze zastanawiała się, jak to jest żyć pod wodą, z dala od słodkiego zapachu dopiero co ściętych róż, czy melodyjnego głosu ptaka o poranku. Bez rażących w oczy promieni słońca, które powodowały rumieńce na policzkach i orzeźwiającego wiatru, który przemykał między wysokimi koronami drzew...

Zrezygnowała jednak z tych myśli, gdy przed jej oczami pojawił się Hermes. Czuła w nim coś niepokojącego. Był oddany Zeusowi bezgranicznie, gotów spełnić każde polecenie swego ojca. Może to on wyjawił mu prawdę o miejscu przebywania dziewczyny? Może ujrzał ją w zamku Hadesa i postanowił donieść o tym królowi bogów? Nie mogła być tego pewna. Obok młodzieńca stała jakaś młoda kobieta. Wcześniej Kora jej nie zauważyła, ale teraz mogła się jej przyjrzeć. Długie, czarne niczym smoła włosy opadały jej na ramiona. Na głowie miała wianek, przystrojony białymi stokrotkami, które idealnie pasowały do jej szarej szaty. Miała duże, ciemne oczy, którymi z ciekawością oceniała otoczenie, wąski, zgrabny nos i różowe usta. Śniada cera wskazywał na dobre zdrowie. Była piękna. Może nawet piękniejsza od Kory? Stała pomiędzy Hermesem, a Demeter, stale się uśmiechając. Uśmiech ten nie sprawił jednak, że wyglądała przyjaźnie. Bóg stale posyłał jej spojrzenia, na co odpowiadała nieśmiałymi rumieńcami. Kora spojrzała na Kiane. Nimfa stała w towarzystwie Akaste, przysłuchując się muzyce Apolla. Ciągle jednak spoglądała w kierunku tronu. Kora była pewna, że patrzy na nią, ale ponieważ nie mogła złapać jej wzroku, pojęła, że nimfa obserwuje kogoś innego. Nagle Zeus wstał i dumnie się prostując, odchrząknął. Wszyscy momentalnie umilkli.
- Cieszę się, że tak ochoczo dyskutujecie o nadchodzącej walce, ale musimy omówić najważniejsze kwestie. Już dawno nie chwytaliśmy za miecze, ale z pomocą armii Aresa uda nam się zwyciężyć. Nasz przeciwnik dysponuje mało liczebnym wojskiem, co zadziała na naszą korzyść. Musimy uderzyć w Podziemia jak najszybciej, by zaskoczyć tego głupca, Hadesa, który śmiał wypowiedzieć nam wojnę! - mówiąc to uderzył pięścią w stół, na którym znajdowała się ambrozja i nektar.

Kora zesztywniała. Podziemia? Hades?! Przecież... to niemożliwe, to nie mogła być prawda! Hades chciał wywołać dla niej wojnę? Nie sądziła, że posunie się do tak radykalnych kroków. Był w niebezpieczeństwie, musiała jakoś go ostrzec.
- Nie! - wyrwało się z jej ust. Wszystkie głowy skierowały się na nią. Sama nie wiedziała, co robi, serce waliło jej jak oszalałe. Podbiegła do Zeusa - Nie możesz tego zrobić! Obiecałeś! Obiecałeś, że nie stanie się mu krzywda! - krzyczała, ciskając w niego pięściami. Adonis w sekundzie znalazł się przy niej. Objął ją mocno, torując drogę do Zeusa. uderzała go na oślep, ale po chwili zauważyła, że nie daje to żadnych efektów. Z nienawiścią w oczach spojrzała na boga piorunów. Nie dbała o to, czy będzie na nią zły, czy ją ukaże. Liczył się tylko Hades. W jego oczach nie było jednak wściekłości. Krył się nich triumf. Na twarzy pojawił się mu się ironiczny uśmiech.
- Zabiję go, a potem podam ci jego głowę na talerzu - wyszeptał jej do ucha - Wybaczcie, dziewczyna za dużo wypiła i plecie głupstwa - zwrócił się do pozostałych uczestników całego zajścia. Kora poczuła, że brak jej tchu. Jak on śmiał, jak on mógł?! Nagle poczuła jak kolana jej miękną i nie może złapać równowagi. Zobaczyła tylko, jak łapie ją Adonis, a potem pojawiła się już tylko ciemność.
***
- Kim ona jest? - zapytała, a w jej głosie można było wychwycić nutkę żalu. Patrzyła mężczyźnie prosto w oczy, bez cienia wątpliwości.
- Jest nimfą, tak jak ty - wyjaśnił z lekkim znużeniem. Nie miał zamiaru nikomu z niczego się tłumaczyć. Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę. Nie wiedziała, co powiedzieć i czuła narastającą niezręczność. Pewność, która towarzyszyła jej, odkąd zdecydowała się na tą rozmowę, nagle się ulotniła. Wprawdzie mogła się jeszcze wycofać, ale zdawała sobie sprawę, że z każda chwilą będzie jej coraz trudniej wyznać prawdę.
- Posłuchaj. Ja... - zaczęła nerwowo zakładać czarne kosmyki włosów za ucho - Musze ci coś powiedzieć. To bardzo ważne.
- Kiane, nie mam czasu na zabawy w zgadywanie. Powiedz po prostu, o co chodzi - naciskał. Ta rozmowa wydawała mu się kompletnie zbyteczna. Dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę. Musiała to zrobić, tu i teraz. Zebrała się w sobie.
- Nasz romans stał się brzemienny w skutkach. Hermesie, jestem przy nadziei - powiedziała na jednym tchu. Jej policzki płonęły z nadmiaru emocji. Była przygotowana na jego reakcję. Mógł się zdziwić, to normalne. Patrzyła na niego, ale jego twarz pozostawała w kamiennym wyrazie.
- Jesteś pewna? - zapytał lodowatym tonem. Pokiwała głową. Była lekko zaniepokojona.
- To nie może być prawda. To na pewno nie jest mój bachor - wydusił. To ścięło dziewczynę z nóg. Chciała coś powiedzieć, ale kompletnie odebrało jej mowę. Była przygotowana na wszystko, ale nie na coś takiego. Poczuła jak jej serce pęka na miliony małych części.
- Nie myśl sobie, że będę się zajmował twoim bękartem. Zresztą, mój ojciec i tak ci nie uwierzy. Jesteś tylko pospolitą nimfą bez przyszłości. Odejdź stąd, jeśli życie ci miłe - powiedział bezlitośnie. Nawet na nią nie patrzył. Jego wzrok utkwiony był w kamiennej ścianie. Po policzkach Kiane potoczyły się gorzkie łzy. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Jego słowa raniły ją mocniej, nisz ostrze noża, wbijane w plecy.
- Dlaczego tak mówisz? Myślałam, że mnie kochasz - łkała.
- Nie łudź się, wielu już to powtarzałem - zakpił, co tylko jeszcze bardziej ją zraniło. Jak mogła nie zauważyć w nim wcześniej potwora, którym był? Bez słowa opuścił pokój, w którym rozmawiali. Chciała go zatrzymać, chciała, by powiedział jej, że to tylko okrutny żart. Chciała, by znów ją przytulił, pocałował, jak w te słoneczne dni w lesie, gdy leżeli na pokrytej rosą trawie. Kochała go. Ona na prawdę go kochała. Oddała mu wszystko co miała, powierzyła życie i serce, a on to wszystko tak po prostu odrzucił. Wyszedł, zostawiając ją pogrążoną w rozpaczy. 
***
Hades z ciekawością przyglądał się poczynaniom Oriona. Mężczyzna tłumaczył mu, w którym miejscu zaatakują, używając do tego starych zwojów z mapami. Jego wiedza wyraźnie imponowała panu ciemności. Mimo tego, Hades nie był pewien wygranej. Może zbyt pochopnie podjął decyzję o wypowiedzeniu wojny Zeusowi? Nawet nie wiedział, czy przestępcy będą walczyć w jego sprawie, czy będą gotowi zginąć dla niego. Ufał Orionowi, który ciągle powtarzał, że wyszkolił ich na lojalnych wojowników.
- A zbroje? Miecze? - zapytał ponuro. Żołnierze musieli mieć czym walczyć.
- Jeśli chodzi o miecze, to nie masz się czym martwić panie. Mamy nie tylko szable, ale również topory, maczety i wiele innych narzędzi - oznajmił. Hades zastanawiał się, jak mężczyźnie udało się to wszystko zdobyć, ale nie miał czasu na tak wnikliwe pytania. Ważne było to, że nie musiał się martwić o broń.
- Gorzej, jeśli chodzi o zbroje. Myślę, że pod tym względem możemy nie mieć przewagi nad wrogiem - powiedział, jednocześnie szybko dopowiadając: - Ale nie martw się, panie. Nasi wojownicy są wytrwali. Zadbałem o to - uśmiechnął się tajemniczo. Hades kiwnął głową i przeczesał włosy ręką. Z zapewnień Oriona wynikało, że nie miał się o co martwić. Pierwszym co zrobi, gdy już wygra, będzie uwolnienie Persefony. Tak bardzo mu jej brakowało. Zastanawiał się, jak traktują ją na Olimpie. Musiał zdążyć ją uratować, zanim zrobią jej coś złego. Miał do siebie lekki żal, że nie zabrał jej ze sobą wcześniej, jeszcze podczas rozmowy z Zeusem. Wiedział jednak, że byłoby to złe posunięcie. Bóg piorunów zapewne ukarałby go bardzo srogo, a wtedy już w ogóle nie mógłby pomóc ukochanej. Mężczyzna skończył rozmyślać, pożegnał się z Orionem i wyszedł. Kroki skierował do swego ponurego zamczyska. Już z daleka dostrzegł z radością machającego ogonem Cerbera. Pies wesoło zaszczekał na jego widok. Podszedł bliżej i pogładził zwierzę po głowach.
- Mi ciebie też brakowało, przyjacielu. Ostatnio cię zaniedbałem, ale wyłącznie dlatego, że Persefona jest w niebezpieczeństwie i musimy sprawić, by tu wróciła - wyjaśnił. Bestia spojrzała na niego swymi czarnymi ślepiami i przez moment wydawało mu się, że go rozumie. Pogładził psa jeszcze raz i usiadł na zimnych, kamiennych schodach. Ciągle się wahał. Nie chciał być jak Ares, nie pragnął, by ludzie za niego ginęli. Chciał pokoju, ale jednocześnie musiał odzyskać ukochaną, bez której życie wydawało się pozbawione celu i sensu. Przeczesał włosy dłonią. Gdyby mógł się z nią jakoś porozumieć... Wstał ze schodów. Musiał coś zrobić, inaczej bezczynne siedzenie doprowadziłoby go do szału. Poszedł do stajni, gdzie najlepiej się czuł. Wszedł do drewnianego pomieszczenia, w którym od razu dało się wyczuć charakterystyczny zapach zwierząt. Chciał wybrać się na spokojną przejażdżkę jak dawniej, do lasu, gdzie mógł dać upust swej frustracji, ale nie miał na to czasu. Musiał być w Podziemiach, na wypadek gdyby Orion go potrzebował. Pogładził jednego z koni po grzbiecie. Zwierzę ze spokojem skubało siano, nie zdając sobie sprawy z tego, co nadchodzi. Hades postanowił wrócić na pola, gdzie szkoliła się jego armia. Musiał zagrzać ich jakoś do walki. Nigdy nie przemawiał, ale to było jedyne wyjście, by coś zdziałać. Dosiadł swego ulubionego ogiera i pognał przed siebie. Już z daleka widział trenujących mężczyzn. Wpadł między nich i zatrzymał konia. Wojownicy przerwali ćwiczenia i spojrzeli na swego przywódcę.
- Wiem, że zostaliście zmuszeni, by się tu znaleźć - zaczął - Wiem, że zapewne przeklinacie mnie w duchu i najchętniej opuścilibyście to miejsce, ale idzie wojna. Zeus odebrał mi wiele, podobnie jak wym. Czy to nie przez jego rządy zmuszeni byliście kraść, rabować i zabijać? Czy to nie on zesłał na was taki los? - zapytał, a kilku z mężczyzn mu zawtórowało - Dlatego pytam się dziś was; czy jesteście gotowi stanąć u mego boku w walce przeciwko niemu? Czy macie w sobie siłę, by wystąpić przeciwko niesprawiedliwości i złu? - zakończył, czekając aż tłum mu odpowie. Nikt nawet się nie poruszył i Hades zaczął się obawiać, czy aby dobrze zrobił. Nagle ktoś z tłumu uniósł swój miecz w górę, dając znak panu ciemności, że jest razem z nim. Po chwili zrobiła to kolejna osoba, a potem jeszcze jedna i tak cały tłum uniósł w górę swe miecze. Widok był niesamowity i dodał Hadesowi determinacji, jak i odwagi. Ludzie chcieli za nim iść, chcieli za niego walczyć. Zawtórował im, również wyciągając swój miecz i unosząc go ku gorze. Później rozległy się okrzyki i bóg wiedział już, że jego armia jest mu lojalna. Uspokojony, powrócił w okolice swego zamku. Zostawił konia w stajni i poszedł do jednej z komnat. Wyciągnął butelkę z bordowym płynem i złoty kielich. Zapełnił go do samej góry i jednym tchem wypił całą zawartość. Wziął kawałek surowego mięsa i wyszedł, by dać je Cerberowi. Zwierzę rzuciło się na jedzenie, a mężczyzna usiadł z powrotem na schodach i wpatrywał się przed siebie. Nagle uświadomił sobie, jak cicho zrobiło się w całym Podziemiu, odkąd Persefona je opuściła. To nie była cisza, której poszukiwał, gdy nie mógł myśleć, to była cisza, która przytłaczała swym ciężarem. Cisza, która przepowiadała coś złego. Cisza przed burzą. Bóg wstał i odpędził od siebie te myśli. Wrócił do zamku, by jeszcze raz dodać sobie odwagi ciemnym trunkiem.
***
Dziewczyna nieśmiało otworzyła oczy. By odpędzić od siebie resztki snu, zamrugała kilkakrotnie. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że wcale nie spała. Szybko się podniosła i rozejrzała wokół siebie. Była w swojej komnacie. Obok stolika, usytuowanego koło dużego, zajmującego całą długość ściany okna stała jakaś postać. Kora szybko wstała i podeszła do mężczyzny. Dopiero gdy stała, uświadomiła sobie, że nie ma sobie swojej brązowej sukni, a nocną szatę, w której co dzień spała.
- Spokojnie, służące cię przebrały - rzekł mężczyzna. Na te słowa znacznie się uspokoiła.
- Długo byłam nieprzytomna? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Kilka godzin - odpowiedział, ciągle stojąc odwróconym do okna. W ogóle na nią nie patrzył. Dziewczyna zbliżyła się do zwierciadła na świat, gdy zauważyła z daleka przesuwające się cienie. Poczuła silne ukłucie w sercu, gdy ujrzała zastępy mężczyzn na koniach, galopujące w nieznanym jej kierunku. W sekundzie rzuciła się ku drzwiom. Wypadła z pokoju i pognała do sali tronowej. Musiała to zatrzymać, musiała coś zrobić. Zaszantażuje Zeusa, powie mu, że coś sobie zrobi, jeśli ten skrzywdzi Hadesa. Nie mogła pozwolić, by coś stało się jej ukochanemu. Przemykała między korytarzami, a za sobą słyszała odgłos ciężkich butów Adonisa, który biegł tuż za nią. Z nieznaną sobie siłą pchnęła mosiężne drzwi prowadzące do największej z sal. Wpadła do pomieszczenia i zaniemówiła. Miejsce było puste. Tron stał samotnie, opuszczony przez króla. Kora upadła na kolana. W tym samym momencie Adonis wbiegł do sali. Dziewczyna nie płakała. Po prostu klęczała i tępo wpatrywała się w ogromne siedzisko króla bogów. Było za późno. Spóźniła się. Nie mogła już nic zrobić. Gdyby obudziła się kilka chwil wcześniej... Nie była w stanie się ruszyć. Myśl, że Hadesowi może się coś stać przeszywała ją na wskroś i powodowała niewysłowiony ból serca. Nie mogła się ruszyć. Poczuła tylko, jak Adonis bierze ją na ręce i zanosi z powrotem do pokoju. Ułożył ją na miękkim łóżku i wyszedł, zamykając drzwi na klucz.
***
Na wpół pijany Hades wyszedł z zamku. Lekkie drżenie ziemi, które bez trudu wyczuł, zaniepokoiło boga ciemności. Pognał po konia i już po chwili zmierzał galopem do swoich ludzi. Coś było nie tak. To, co ujrzał, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Ku jego wojsku zmierzały oddziały Aresa. Od razu rozpoznał jego ludzi, którzy galopowali na koniach. Przeszył go zimny dreszcz. Pognał do Oriona.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął, lekko zamroczony winem.
- Mój panie, to wojska Zeusa. Zaatakował nas, nim zdążyliśmy przeciwko niemu wystąpić - wyjaśnił, choć Hades sam z łatwością się tego domyślił.
- Gdzie są moi ludzie?! Wysyłaj ich, musimy odeprzeć atak! - krzyczał. Orion szybko wypełnił jego rozkaz i pognał po wojowników. Hades ukrył twarz w dłoniach. Czuł, że wydarzy się coś złego. Gorzko żałował, że nie posłuchał ciszy, która przyszła przed burzą.

1 komentarz:

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony