poniedziałek, 30 stycznia 2017

Rozdział XVI: Wrogowie

Czarne, ubrudzone błotem buty zostawiały ślady z każdym krokiem mężczyzny. Szedł z determinacją, coraz bardziej zbliżając się do celu. Już wystarczająco długo czekał. Nie miał zamiaru się poddawać, a odzyskanie ukochanej było dla niego najważniejszą rzeczą. Jeszcze tak niedawno miał wątpliwości co do prawdziwości uczucia, jakim ją darzył, ale teraz był całkowicie pewien, że było ono tym, za co walczyłby do ostatniej kropli krwi. Nie zważał na konsekwencje tego, co nastąpi, chciał tylko znów trzymać ją  w swych objęciach i mieć pewność, że jest bezpieczna. Zeus był nieobliczalny i bóg doskonale o tym wiedział. Kiedyś było inaczej, ale jego brat dał się opętać smakowi władzy, który wyjątkowo mu odpowiadał. Nie zważał na zdanie, czy uczucia innych, najważniejszym było to, by jego słowo się rzekło. Za czasów, gdy był jeszcze młody władał zupełnie inaczej. Liczył się ze zdaniem innych i szanował ludzi. Teraz traktował ich na równi ze zwierzętami. Hades nie chciał nawet wyobrażać sobie jakie plany miał co do jego Persefony. Była dla niego ważna, skoro tak usilnie pragnął namówić ją do złożenia przysięgi z Adonisem. Jaki jednak miał w tym cel? Czy chciał zwyczajnie postawić na swoim i zrealizować swój chory wymysł, czy też kryło się za tym coś więcej? Bóg podziemi nie miał pojęcia, ale wiedział,  że musi jakoś go powstrzymać. Za wszelką cenę.


Nie zważając na protesty służących, wdarł się do sali tronowej. Młodszy brat jak zwykle siedział na swym tronie. Hades wątpił, czy kiedykolwiek z niego wstaje.
- Gdzie ona jest? - zapytał gniewnie. Nie miał zamiaru owijać w bawełnę, jak najprędzej chciał się dowiedzieć, czy dziewczynie nic nie jest.
- O kim mówisz? - zapytał z ironią pan wszystkich bogów. Mężczyzna z furią w oczach zbliżył się do brata. Jego ręce w sekundzie zacisnęły się na białych szatach Zeusa.
- Nie igraj ze mną - wycedził przez zaciśnięte zęby. Jego słowa nie zrobiły na bogu piorunów najmniejszego wrażenia. Jednym ruchem strzepnął jego ręce ze swojego torsu. Wstał i minąwszy brata, podszedł do wysokich świeczników. Ogień lekko płonął, a pomieszczenie oświetlały promienie słońca, wpadające przez wysokie okiennice.
- Chodzi ci o moją córkę, Korę? - zapytał, teatralnie poprawiając pomięte szaty - Niedługo wyprawiam jej wesele. Wychodzi za Adonisa. Cóż za cudowne zrządzenie losu, iż zdołał ją odnaleźć - powiedział nie czekając na odpowiedź - Nie wnikam, gdzie była przez cały ten czas - dodał. Wyraźnie sugerował bratu, że nie zamierza go karać za uczucie, jakim obdarzył dziewczynę.
- Jak to twoją córkę? - zapytał, wyraźnie zdziwiony. Dopiero po chwili dotarły do niego te słowa.
- Nie ujawniałem tego, ale ta dziewczyna jest wynikiem mojego romansu z Demeter. Wiesz jak jest, Hera nieustannie próbuje ograniczyć moje... znajomości z innymi kobietami, ale nic nie może na to poradzić, taka już jest moja natura. Tak, czy inaczej, Kora, poprzez łączące nas więzy krwi, należy do mnie i to ja teraz decyduję o jej losie.
Na te słowa Hades nerwowo zbliżył się do brata.
- Nie masz prawa tak o niej mówić - zagrodził, ciskając palcem wskazującym w powietrze.Zeus zaśmiał się w głos, co rozniosło się echem po całej sali. Odwrócił się plecami i ponownie zasiadł na swoim tronie. Ironiczny uśmiech ciągle nie schodził z jego twarzy.
- Nie, nie, nie Hadesie. To ty nie masz prawa. Odejdź już, jestem zmęczony twą wizytą - mówiąc to, odprawił go machnięciem ręką. Mężczyzna nie poruszył się, jedynie skupił swój wzrok na wysoko umieszczonym oknie, z którego doskonale było widać szare chmury, zasłaniające słońce.
- Jeśli nie pozwolisz mi jej z powrotem zabrać do Podziemi, rozpętasz piekło - powiedział tonem, którego sam się po sobie nie spodziewał. Uśmiech znikł na moment z twarzy, siedzącego na tronie boga. Przyjrzał się bratu.
- Grozisz mi wojną? Mam się bać tej twojej lichej armii, złożonej z bandy nieudolnych idiotów? - zapytał retorycznie. Hades nie odezwał się więcej. Odczekał jeszcze chwilę, ale Zeus nie miał zamiaru dobrowolnie oddać mu Persefony. Mężczyzna odszedł, pewien, że miłość, o którą walczył będzie wymagała rozlewu krwi.
***
Dziewczyna nie czuła się najlepiej. Poczuła ucisk w żołądku i znów zwymiotowała do wiadra, które na własne polecenie przyniosła jej służąca. Gdy przestała, dziewczyna o lekkich rysach twarzy podała jej chusteczkę. Kiane wytarła usta i przyjęła kielich z zimną wodą. Posłała dziewczynie pełen wdzięczności uśmiech i wypiła ciecz do dna. Zaraz potem wstała, ale świat zawirował i z powrotem opadła na podłogę. Nie miała pojęcia, co jej jest, ale wiedziała, że objawy nie przepowiadają niczego dobrego. Odesłała służącą i pozostała w pokoju zupełnie sama. Akaste wybrała się zjeść śniadanie, a Kora prawdopodobnie nadal wylewała łzy w swej komnacie. Kiane doczołgała się do łóżka i bezwiednie na nim opadła. Wpatrzyła się w różowy baldachim nad swoją głową. Pokój był niesamowity. Może nie było w nim tyle przepychu, co u córki Demeter, ale i tak robił wrażenie. Poza wielkim łożem znajdowały się w nim rozmaite rzeczy, sprawiające każdej kobiecie przyjemność. Wiele drogich szat z delikatnego materiału, kosmetyki i biżuteria były w zasięgu ręki. Choć przez chwilę mogła poczuć się jak księżniczka w towarzystwie wspaniałych wygód, jakie oferował jej pałac Zeusa. Największym z udogodnień był jednak fakt, że to właśnie tu znajdował się jej ukochany. No tak, ukochany! Kiane momentalnie się podniosła. Przeszyło ją okropne gorąco, choć w komnacie było chłodnawo. Złapała się za głowę i zaczęła krążyć po pokoju. Nie, nie, nie... To nie mogło być to. Na pewno tylko się jej wydawało. Czyżby możliwym był fakt... Nie, ależ na pewno nie! Przecież nie była dzieckiem. Umiała liczyć. Pilnowała dni, w które nie mogła pozwolić sobie na odwiedziny kochanka. Niemożliwym było, by w jej łonie... poczęło się dziecko! Na samą myśl zdrętwiała. Szubko podeszła do lustra i zaczęła się przyglądać swej sylwetce. Podniosła sukienkę do góry i pogładziła się po brzuchu. Nie był jakoś wyjątkowo zaokrąglony, ale rzeczywiście, ostatnio wiele jadła, a wymioty i zawroty głowy niestety wskazywały na jedno. Dziewczynie napłynęły łzy do oczu. To nie mogła być prawda. Gdyby ktoś się dowiedział, mogłaby być surowo ukarana. Nie wiedziała co robić i choć zazwyczaj znała rozsądne wyjście z każdej sytuacji, miała pustkę w głowie. Do oczu napłynęły jej łzy. Wtem usłyszała trzaśnięcie drzwi i szybko opanowała emocje. Jednym ruchem wytarła wilgotne oczy i zamrugała nimi kilkakrotnie. Akaste weszła do środka i nie zważając na czarnowłosą opadła na łoże.
- Ach, dania w tym miejscu są wyśmienite. Powinnaś ich spróbować - powiedziała, przymykając oczy i wyobrażając sobie potrawy, które przed chwilą pochłonęła.
- Muszę iść pomówić z Korą - oznajmiła nimfa, ignorując blondynkę i wyszła.

Kiane nie pomyliła się. Kora siedziała z chustką w ręce, dokładnie tak samo jak poprzedniego dnia - zwrócona twarzą do okna. Wyglądem nie przypominała siebie. Oczy miała spuchnięte i czerwone od ciągłego płaczu, ponadto nie zasnęła nawet na chwilę poprzedniej nocy, a zmęczenie dodawało jej kilku lat. Nimfa zauważyła, że dziewczyna ubrała się w szarą suknię, której kolor najpewniej odpowiadał jej uczuciom. Jedynie włosy miała rozpuszczone tak jak dawniej, choć niedbale rozczesane, co było do niej nie podobne.
- Koro... wiem, że nadal jesteś na mnie zła, ale musisz mnie wysłuchać - powiedziała, łamiącym się głosem. Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Musisz mi uwierzyć. Nie mam nic wspólnego z tym wszystkim. Naprawdę, przysięgam - łkała.
- Co z tego? I tak nie wierzysz w naszą miłość - odpowiedziała w końcu, zachrypniętym głosem. Nawet nie spojrzała na czarnowłosą.
- Twój widok uświadamia mi jak cierpisz i naprawdę mi przykro - powiedziała szczerze. Kora wstała i podeszła do nimfy. Wpatrywała się uważnie w jej oczy. Kiane jeszcze raz przysięgła, że to nie ona wydała przyjaciółkę. Córka Demeter widząc w jej oczach skruchę i szczerość, objęła ją. Gest ten był potwierdzeniem, że jej wierzy. Każda z nich odczuła ogromną ulgę. Brakowało im siebie i choć wiele je ostatnio podzieliło, ciągle im na sobie zależało. Obie potrzebowały wsparcia.
- Jest jednak coś... - Kiane wyswobodziła się z uścisku - ... co muszę ci wyznać - rzekła.
- Koro, ja... ja chyba jestem przy nadziei - wyznała, a po jej policzkach stoczyły się dwie srebrne łzy. Bogini zakryła sobie dłonią usta, by zdusić okrzyk zdziwienia. Na jej twarzy łatwo było odczytać ogromne zdumienie. Nie była w stanie nic powiedzieć. Jedynym, co mogła zrobić w tej chwili, było ponowne przytulenie przyjaciółki.
***
Mężczyzna czuł lekkie zaniepokojenie. Musiał sprostać zadaniu, jakie wyznaczył mu los, choć powoli zaczynał tracić panowanie nad sytuacją. Gdyby chociaż miał doradców... Ale od dawna nikomu nie ufał, nie słuchał niczyich głosów. Pamiętał czasy, gdy radził się w każdej sprawie Temidy. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Pamiętał jej długie, pachnące miętą włosy o kolorze wschodzącego słońca, smukłe palce, którymi pieściła struny harfy i te przenikliwe, zielone oczy, które na każdej istocie potrafiły wymusić prawdę. Była jego pierwszą kochanką. Pamiętał, jak poznali się na ziemi, gdy jeszcze był młodym podlotkiem. Kąpała się w rzece, gdy chłopak wyszedł na polowanie. Gonił za nieuchwytnym jeleniem ze strzałą i łukiem w ręku. To zwierzę zaprowadziło go do dziewczyny. Nie od razu się polubili, jednak Zeusowi brakowało miłości, a Temida czuła się samotna, dlatego szybko pozwolili ogarnąć się niespotykanemu wcześniej uczuciu. Bóg doskonale pamiętał jak pięknie wyglądała w dniu zaślubin, pamiętał również ciepło jej nagiego ciała w noc poślubną, gdy złączyli się w akcie miłości. Ale potem, mężczyzna wstąpił na tron i pochłonęła go władza. Pod naporem nowych obowiązków zaczął zapominać o istnieniu żony. W końcu odeszła, mając dość spędzania nocy w wielkim łożu zupełnie samotnie. Nie zapomniała jednak o swym małżonku. Nawet kiedy Zeus poślubił Herę, często przebywała na Olimpie, doradzając mu w wielu kwestiach. Bóg doskonale pamiętał ten wieczór, kiedy wyznała mu, że ma dość przyglądania się jego poczynaniom. Każdą noc spędzał w łożu innej kobiety, pozostawiając nową wybrankę kompletnie samą. Temida nie chciała patrzeć na cierpienie bogini. Robił dokładnie to samo, co kilkaset lat temu, z ta różnicą, że teraz jego kochanką nie była władza, a inne kobiety. W końcu odeszła, a wraz z nią jej cenne rady. Odtąd żadna decyzja króla bogów nie była tak dokładnie przemyślana, jak za czasów jego przyjaźni z boginią sprawiedliwości.

Mężczyzna skierował swe kroki ku komnacie Aresa. Nie widział innego wyjścia z tej sytuacji, musiał poprosić wroga o pomoc. Było za późno, by zmienić zdanie Hadesa i nie dopuścić do wojny. Jedynym, co można było zrobić, to zaatakować przeciwnika z zaskoczenia. Jeśli to armia Zeusa dotarłaby do Podziemi, mieliby przewagę. Problemem był jednak fakt, że jego wojska wcale nie były liczniejsze. Musiał poprosić o pomoc kogoś, kto miał w boju przewagę nad Hadesem. Jak zabawnie plotły się losy i zdarzenia. Jeszcze nie tak dawno to bóg podziemi był przyjacielem Zeusa, a jako wroga traktował Aresa, ale teraz wszystko diametralnie się zmieniło. Nigdy nie można było być pewnym, że przyjaciele nie zdradzą.

Bóg wojny siedział właśnie przed kominkiem i ze smakiem popijał nektar, gdy Zeus bezceremonialnie wparował do pokoju.Ares był widocznie zaciekawiony pojawieniem się mężczyzny. Ze spokojem wysłuchał, co miał do powiedzenia i zamyślił się. Był sprytny i przebiegły, dzięki czemu szybko wykalkulował, że o to los zsyła mu niepowtarzalną szansę, by zmienić porządek świata. Zgodził się na warunki Zeusa i po chwili mężczyźni z zadowoleniem uścisnęli sobie dłonie, zawierając umowę. Każdy z nich otrzymał to co chciał - Zeus wojsko, by zniszczyć Hadesa, a Ares dogodną sytuację, by zabić boga piorunów.
***
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, ustępując miejsca srebrnemu księżycowi. Kora cieszyła się, że dzień, który przyniósł tyle niesamowitych wiadomości wreszcie się kończy. Kiane niedawno od niej wyszła i udała się do swej komnaty. Nimfa nie chciała zbyt wiele powiedzieć, dlatego córka Demeter nie naciskała i nie pytała, jakim cudem dziewczyna jest w ciąży. Była zaskoczona całą tą sytuacją. Znała czarnowłosą od urodzenia i nadal nie mogła dać wiary, że coś takiego przytrafiło się właśnie jej. Nawet jeśli złamała swe twarde zasady i miała kochanka, to nie było możliwym, by nie liczyła dni płodnych. Obie nauczyły się tego w dniu, w którym stały się prawdziwymi kobietami. Sytuacja wydawała się naprawdę poważna. Kora nie miała pojęcia, co dalej robić, ale wiedziała, że nie może zdradzić tajemnicy przyjaciółki i musi ją teraz wspierać. Jednocześnie nadal jej myśli wędrowały ku Hadesowi. Usychała z tęsknoty i cieszyła się, że sytuacja Kiane choć na chwilę pozwoliła jej zapomnieć o koszmarze w jakim się znalazła. Nadal czuła, że mimo wszystko to nimfa ma łatwiej. Czarnowłosa była wolna i po mimo wszystkiego, mogła udać się dokądkolwiek chciała. Kora nie była zwyczajną boginią, która sama decydowała o swym losie. Najpierw matka kierowała jej wyborami, teraz była do tego zmuszana przez Zeusa. Przez swego własnego ojca. Ojciec. To słowo nadal trudno przychodziło jej na myśl. Kiedy wyobrażała sobie twarz króla bogów podświadomie czuła złość, wściekłość, a nawet nienawiść. Ojciec powinien kojarzyć się z opieką i miłością. Żałowała, że kiedykolwiek dowiedziała się prawdy. Chyba wolała nadal naiwnie wierzyć, że została poczęta bez udziału jakiegokolwiek mężczyzny. Brzydziła się nimi wszystkimi. Wszyscy, których spotkała na swej drodze byli despotami, po trupach zmierzającymi do celu. Tylko Hades był inny. Tylko jemu zależało na niej, jako na osobie. Słuchał jej zdania na każdy temat, a po miłosnych uniesieniach zawsze długo rozmawiali. Tylko on traktował ją z szacunkiem, godnym dorosłej, odpowiedzialnej kobiety. Tylko przy nim czuła się ważna. Przed oczami ujrzała jego zbolałe oblicze, gdy myślał, że go oszukała. Na samo wspomnienie pomyłki, przez którą tyle cierpieli skrzywiła się. Czuła się dokładnie tak samo, jak wtedy, z tą różnicą, że teraz była pewna jego miłości. Wtedy kierowało nią przekonanie, że pozostała sama. Cóż jednak było gorsze? Myśl, że jest zmuszana do małżeństwa i nie ma nikogo, kto by ją uratował, czy myśl, że jest ktoś kto za nią tęskni i robi wszystko, by ją odzyskać? Była załamana. Nie wiedziała nawet, czy Hades zdoła ją odnaleźć. Szaleństwo zaczęło się jej udzielać i pomału zaczęła wątpić w ukochanego. Nie powinna tak myśleć. Póki w jej sercu tlił się maleńki płomień nadziei, musiała wierzyć, że bóg podziemi przybędzie jej na ratunek. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że sama powinna podjąć jakieś kroki ku ucieczce. Teraz perspektywa uwolnienia się wydawała się o wiele trudniejsza, niż podczas wyprawy z Adonisem. Zaczęła zastanawiać się nad ewentualnymi opcjami, gdy nagle do jej komnaty wparowała Kiane. Czarnowłosa szybko zamknęła za sobą drzwi i podeszła do dziewczyny.
- Koro, muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego. Akaste słyszała, jak służące plotkowały, o kłótni, jaka rozpętała się dziś w sali tronowej. Ponoć kucharz dyskutował ze strażnikiem, że Zeus dyskutował z Hadesem! - powiedziała podekscytowana, chwytając Korę za ręce.
- Hades ty był?! Och, wiedziałam, że mnie odnajdzie - powiedziała, w myślach karcąc się za zwątpienie w kochanego. Na samą myśl, że był tak niedaleko niej, poczuła znajomy zryw w sercu. Płomyk nadziei, który przed chwilą niewyraźnie się tlił, przemienił się teraz w ogromny płomień.
- Ponoć kłócili się tak głośno, że ich słowa roznosiły się po całym pałacu - oznajmiła.
- Tak bardzo chciałabym go ujrzeć! Hades jest... - przerwała, zamierając w sekundzie. Kiane spojrzała na nią ze zdziwieniem i dopiero po chwili zauważyła, że bogini wpatruje się w coś za jej plecami. Odwróciła się i zobaczyła Adonisa, który z kamienną twarzą spoglądał na kobiety. Trudno było wyrwać się jej z zaskoczenia. Odkąd uwierzyła Korze, że to on posiada złe cechy, o które posądzała Hadesa, nie czuła się już przy mężczyźnie tak swobodnie jak kiedyś. Zbliżył się i złowrogim tonem zażądał, by nimfa opuściła pokój. Uczyniła co kazał, posyłając przyjaciółce przepraszające spojrzenie.
- Widzę, że nie możesz zapomnieć o tym parszywym starcu - zakpił, gdy Kiane zamknęła  za sobą drzwi.
- On nie jest starcem! - oburzyła się dziewczyna. Chciała na niego nakrzyczeć, ale postanowiła się powstrzymać - Nie uczyli cię, by pukać? - zapytała jedynie. Mężczyzna przemilczał pytanie. Dopiero teraz Kora zauważyła, jak zmienił się podczas jej nieobecności. Wyraźnie zrzucił maskę uprzejmego chłopaka, a stał się bezwzględnym mężczyzną, jakim od początku się jej zdawał. I te przenikliwe oczy, które wręcz emanowały pustką... Instynktownie odwróciła wzrok, jakby bojąc się, że w jej spojrzeniu wyczyta wszystkie tajemnice.
- Chcę ci tylko uświadomić, że za kilka dni będziesz moją żoną. A od żony wymagał będę całkowitego posłuszeństwa - powiedział znacząco. Dziewczyna posłała mu tylko pełne nienawiści spojrzenie. Zbliżył się tak bardzo, że dzieliły ich centymetry.
- Czy tego chcesz, czy nie będziesz moja - wyszeptał wprost do jej ucha. Skrzywiła się z obrzydzeniem.
- Prędzej zginę, niż pozwolę ci się choćby tknąć - wysyczała w końcu. Adonis zaśmiał się.
- A więc powodzenia. Zeus nie pozwoli ci odebrać sobie życia. Jeśli zrobisz cokolwiek wbrew jego woli, dostanie się za to temu twojemu rycerzykowi - powiedział, mocno ściskając ją za rękę. Dziewczyna była pod wrażeniem jego bezczelności. Wyszedł, pozostawiając Korę w osłupieniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony