czwartek, 26 stycznia 2017

Rozdział XV: Zapisane w gwiazdach

Olimp był takim, jakiego go zapamiętała. Wysokie, alabastrowe kolumny wyglądały zachwycająco na tle błękitnego nieba. W środku było jeszcze atrakcyjniej. Tysiące komnat, kręte schody i długie korytarze - miejsce to było znacznie większe od zamku w Podziemiach. Kora jednak nie dbała o te wszystkie dogodności, marzyła o zimnej podłodze wyłożonej czarnymi płytkami, tęskniła za smukłymi pochodniami, które oświetlały każde pomieszczenie. Brakowało jej ciemności. Zaraz po dotarciu na miejsce, Adonis zaprowadził ją do sali tronowej, gdzie czekał na nich Zeus, w towarzystwie matki dziewczyny. Kobieta emanowała wyższością. Triumfowała swe zwycięstwo i w duchu cieszyła się, że postawiła na swoim. Kora była zdziwiona, że Hera pozwala na tak częste przebywanie jej matki w swym domu. To ona powinna teraz stać u boku swego małżonka. Te wszystkie intrygi wydawały się dziewczynie bardzo zawiłe.

- Nareszcie! - krzyknął Zeus, a jego głos rozniósł się echem po całej sali. Nie omieszkał skarcić spojrzeniem Adonisa.
- Wybacz panie, byłby pewne... - zrobił pauzę i spojrzał na Korę - ... problemy, ale już jesteśmy.
- Świetnie, świetnie - bóg zaczął mruczeć pod nosem, gładząc przy tym brodę - Im wcześniej wyprawimy zaślubiny, tym lepiej - rzekł nieco głośniej. Kora zdrętwiała. Przeszył ją zimny dreszcz, a jej źrenice rozszerzyły się w niemym krzyku rozpaczy. Chciała coś powiedzieć, ale obecność Zeusa onieśmielała ją. Powiadano, że za sprzeciw srogo kara, dlatego dziewczyna nie chciała mu się narażać. Była jeszcze bardziej przerażona, gdy odprawił Adonisa, mówiąc, że musi z nią porozmawiać. Drzwi zamknęły się i w pomieszczeniu pozostały tylko trzy osoby. Na polecenie mężczyzny, Kora podeszła bliżej. Przyjrzał się jej, a wtedy uświadomiła sobie, że jego spojrzenie jest całkiem łagodne. Pozwolił jej usiąść obok i zaczął mówić.
- Matka niebawem odprowadzi cię do komnaty, w której będziesz przebywać do dnia zaślubin - na te słowa skinął głową do Demeter, która się uśmiechnęła. Zielona suknia do ziemi idealnie pasowała do jej rudych włosów, które tym razem nie były niczym przyozdobione.
- Najwyższy czas Koro, bym wyjawił ci powód twojej obecności w moim domu - zaczął mówić, a dziewczyna z zaciekawieniem mu się przyglądnęła. Dotąd nikt nie chciał jej niczego wyjaśniać, miała wrażenie, że nie obchodzi ich, czy będzie znała przyczyny tego wszystkiego.
- Nie wybrałem cię przypadkiem na żonę dla  tego porywczego młodzieńca. Jesteś moją córką - oznajmił. Na te słowa dziewczynie zaprało dech w piersiach. Nie... nie mogła w to uwierzyć. Przecież matka od najmłodszych lat powtarzała jej, że nigdy nie miała ojca! Wmawiano jej, że dziecko powstało bez udziału mężczyzny... Nic z tego nie rozumiała. Po co były te wszystkie kłamstwa? W głowie kłębiło się jej tysiące myśli, ale póki co, postanowiła się nie odzywać.
- Matka ukryła cię na ziemi, bo tu nie byłabyś bezpieczna, podobnie jak moje pozostałe dzieci - wyjaśnił. Dziewczynie ciężko było przetrawić taką wiadomość. Miała ojca, ale ojciec ten z nieznanych jej przyczyn, zmuszał ją do zrobienia czegoś wbrew jej woli!
-Delficka wyrocznia przepowiedziała mi kiedyś, że jedno z moich dzieci urodzi potomka, który godnie zastąpi mnie na tronie. Wszyscy wiemy, że nie będę żył wiecznie, a fakt, że żyję dłużej na tym świecie od moich starszych braci tylko to potwierdza. Mam też świadomość, że po mojej śmierci Posejdon szybko przejąłby władzę, co doprowadziłoby do szybkiej zagłady nie tylko ludzi, ale także nas. Przepowiednia wyraźnie mówiła, że "zrodzona o brzasku, córka ziemi" urodzi dziecko, które "będzie silniejsze, niż wszyscy mężowie tego świata razem wzięci". Z twoją matką od razu domyśliliśmy się, że chodzi o ciebie - przerwał na chwilę swą opowieść, by napić się nektaru - Według przepowiedni musisz poślubić człowieka, który nie boi się śmiałych czynów. A ponieważ znamy charakter Adonisa, w mig pojęliśmy, że to on jest ci przeznaczony. Poza tym, Ares od dawna knuje coś przeciwko mnie, więc małżeństwo z jego protegowanym będzie świetnym traktatem pokojowym - zakończył. Korze zakręciło się w głowie. Zbyt dużo niepożądanych informacji dotarło do jej uszu. Zeus mówił o niej, jakby była kartą przetargową. W ogóle nie liczył się z jej zdaniem! Ale czegoż mogła się spodziewać po królu wszystkich bogów. Zawsze dostawał tego, czego chciał.
- Liczę na współpracę z twojej strony - dodał - Chyba nie chcesz, żeby mego brata spotkała tragedia? W końcu w Podziemiach tak łatwo o wypadek... - mówiąc to uśmiechnął się obrzydliwie. Tak bardzo chciała coś zrobić, ale wiedziała, że teraz każdy jej ruch może mieć duże konsekwencje.
- Będzie tak jak chcesz panie - powiedziała potulnie, w duchu przysięgając, że ucieknie z tego przeklętego miejsca.
***
- Zbierajcie się - polecił Orion. Trenujący mężczyźni przestali ćwiczyć i spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Na twarzach niektórych z nich było wypisane zaciekawienie.
- Ruchy, nie mamy czasu! - krzyknął, zirytowany ich otępieniem - Idioci... - syknął pod nosem.
- Wyruszamy gdzieś mistrzu? - zapytał Nikos. Tytułował tak mężczyznę nie ze względu na szacunek, ale strach. Orion nie należał do życzliwych ludzi. Choć zapewniał im warunki do życia, był okrutny i chorobliwie ambitny. Choć Nikos był odważnym człowiekiem, wolał nie narażać się podstępnemu mężczyźnie.
- Wielkimi krokami zbliża się Wielka Wojna - rzekł z podekscytowaniem. Gdy mówił, w jego oczach tańczyły dzikie iskierki szaleństwa.
- Wielka Wojna? - Nikos był jeszcze bardziej rozkojarzony. Jaka wojna?
- Ach, ale z ciebie głupiec. Już od wielu wieków, w gwiazdach wpisana jest Wielka Wojna, która odmieni losy tego świata - wyjaśnił, jakby była to najoczywistsza rzecz. Nikosowi nie podobało się to wszystko. Miał nadzieję, że razem z Prometeuszem uda mu się opuścić Podziemia zanim wojsko zostanie użyte w czyiś niecnych celach. Wojna nie była wyjściem w żadnym przypadku. Kiedy Orion odszedł, mężczyzna od razu udał się do swego przyjaciela. Jego plan musiał ulec zmianie.
- Brzydzę się przemocą. Musimy odejść, nim ten szaleniec zrealizuje swe plany "zapisane w gwiazdach" - powiedział Prometeusz. Mężczyzna musiał przyznać mu rację. Oboje mieli już dość zasad panujących w ich życiu. Musieli zmienić porządek rzeczy. Nikt nie miał prawa narzucać im swej woli i mieli zamiar to udowodnić.
***
Czarnowłosa zadbała tego dnia o najmniejszy szczegół swego wyglądu. Chciała dobrze wypaść przed mieszkańcami Olimpu. W rozpuszczone włosy wplotła niebieskie kwiaty i zaplotła kilka małych warkoczyków. Ubrała również najładniejszą suknię, jaką kiedykolwiek posiadała. Długa, błękitna suknia przypominała burzliwe fale morskie, rozbijające się o skały, gdy dziewczyna się poruszała. Cieszyła się, że będzie mogła spotkać się z dawno niewidzianą przyjaciółką, ich ostatnia kłótnia nadal leżała jej na sercu. Mimo różnic, które ich dzieliły, Kiane była przywiązana do Kory i ostatnio bardzo jej brakowało córki Demeter. Powodem ocieplenia jej uczuć był też fakt, że bogini wreszcie poszła po rozum do głowy i postanowiła poślubić Adonisa. Już nawet nie obchodziło ją jak do tego doszło - nimfa z natury nie była zbytnio ciekawska. Ważne było, że Demeter nie chodziła już poddenerwowana, a Zeus nie ciskał gniewnie piorunami w otwarte niebo.
- Zazdroszczę Korze - powiedziała znienacka Akaste, czesząc przed małym lustrem swe długie włosy. Nimfa została hojnie obdarzona urodą, ale matka natura poskąpiła jej rozumu. W jasnej, różowej sukience prezentowała się wyjątkowo atrakcyjnie. Czarnowłosa z ciekawością przyjrzała się koleżance.
- Kiedy wyjdzie za jednego z najprzystojniejszych mężczyzn stąpających po tej ziemi, jej życie przemieni się w bajkę. Nam nigdy nie będzie dane takie życie. Jesteśmy najniżej urodzonymi nimfami. Co najwyżej zostaniemy ofiarowane jakiemuś biednemu rolnikowi, choć zapewne nigdy nie doczekamy się domu i rodziny. Naprawdę dziwię się, że Demeter pozwoliła nam opiekować się jej córką. Do dziś nie rozumiem dlaczego podjęła taką decyzję - zakończyła. Kiane była w szoku. Z ust blondwłosej nimfy nigdy nie padło tyle mądrych słów. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, nadal pozostając w szoku. Akaste miała rację. Leśne dzieci matki natury były najpospolitszą rasą na ziemi. Okeanidy, najady - to były szanowane i poważane nimfy, które często dzięki swej urodzie i inteligencji zostawały żonami samych bogów. One nie miały tyle szczęścia.

Droga na Olimp nie była długa i wyczerpująca, nimfy znalazły się w domu najwyższych bogów w samo południe, gdy słońce górowało nad lasem. Przekroczyły złotą bramę, która była otwarta dla wszystkich stworzeń, które miały w swej krwi niezwykłą domieszkę magii. Tylko ludzie nie mogli sami jej przekraczać. Widok wysokiej budowli był dla nimf oszałamiający. Nie były przyzwyczajone do takich widoków. Przepych jaki panował w środku jeszcze bardziej je onieśmielił, Kiane jednak nie chciała dać tego po sobie poznać. Ktoś ze służących zaprowadził je do sali tronowej. Dziewczyna była pewna, że same zgubiłyby się w zawiłościach pałacu. Kiedy weszły do ogromnej sali, zaparło im dech w piersiach. Tron Zeusa lśnił w promieniach słońca, wpadających przez smukłe okiennice, umieszczone wysoko ponad ich głowami. Król siedział i kończył właśnie jeść ambrozję, obok niego stała Demeter. Bóg był zadowolony, że stawiły się przed czasem i od razu wysłał je do komnat Kory.

Szły korytarzami, w których znajdowały się piękne obrazy, przedstawiające historię świata od samych początków. Służąca odziana w krótką, biała szatę odprowadziła je aż pod same drzwi i odeszła. Kiane zapukała kilkakrotnie, ale nie usłyszała odpowiedzi. Zaniepokojona uchyliła drzwi i razem z Akaste weszła do środka. Komnata była niesamowita. Znajdowało się niej ogromne łoże, stół zastawiony rozmaitymi przekąskami i regały z książkami. Kiane nigdy nie widziała tylu rzeczy zgromadzonych w jednym miejscu. Rozglądnęła się i ujrzała swą przyjaciółkę siedzącą przodem do dużego okna, z którego rozciągał się widok na lasy i pola. Siedziała na wysokim prześle, odziana w żółtą suknię, a jej włosy były upięte w zgrabny kok.
- Koro, to my! - przywitała ją z radością, ale dziewczyna nie odpowiedziała. Nimfa była zaniepokojona, więc zamknęła drzwi i podeszła do bogini. Zdławiła krzyk, patrząc na przyjaciółkę. Wzrok miała nieobecny, ale jej oczy były czerwone i opuchnięte, a twarz nienaturalnie blada.
- Koro, co się stało? - zapytała klękając przy niej i kładąc rękę na jej zimnej dłoni - Proszę odezwij się - w jej głosie było słychać dawną troskę i zaniepokojenie. Bogini wstała i poleciła wyjść Akaste. Chciała pomówić z czarnowłosą na osobności. Dopiero kiedy drzwi ponownie się zamknęły, przemówiła.
- Tak cię prosiłam, Kiane - jej głos łamał się i brzmiała, jakby za chwilę miała zapłakać - Miałaś tylko nikomu nie mówić gdzie jestem. Czy to takie trudne? - zapytała z głębokim wyrzutem. Kiane zaniemówiła. Jak dziewczyna mogła oskarżać ją o brak lojalności?
- To nie ja! - dopiero po chwili odzyskała głos - Nikomu nie powiedziałam, że znajdujesz się w Podziemiach - przysięgała. Kora prychnęła.
- W takim razie skąd niby wiedzieli, gdzie mnie szukać? - zapytała, nie dowierzając nimfie. Ta pokręciła głową, nie znając odpowiedzi.
- No właśnie - wyszeptała zrozpaczona Kora - Teraz jestem tu uwięziona, z dala od Hadesa...
- Z dala od Hadesa? Naprawdę cię to martwi? Koro, masz tutaj wszystko, czego pragnie każda kobieta. Niedługo zostaniesz żoną najwspanialszego mężczyzny, jakiego mogłaś sobie wyobrazić. Poza tym, rozejrzyj się. Nie każdemu jest dane żyć w takich warunkach. Niczego ci nie brakuje, powinnaś być za to wdzięczna! - wyrzuciła jej.
- Wdzięczna? Czy ty nie rozumiesz, że ja kocham Hadesa? A Adonis nie jest wcale taki wspaniały, na jakiego wygląda - powiedziała - Lepiej będzie, jak już sobie pójdziesz - dodała. Kiane wypełniła jej prośbę i odeszła. Kompletnie nie mogła zrozumieć jej zachowania.
***
- Jak przygotowania? - zapytał bóg, dosiadając czarnego rumaka.
- Jesteśmy na każde twe sinienie, mój panie - Orion pokłonił się nisko.
- Wojna jest dla mnie ostatecznością. Wyruszam teraz pomówić z Zeusem. Być może uda mi się zakończyć to szaleństwo - wyjaśnił. Orion nie był zadowolony, ale doskonale wiedział, że rozmowa nic nie da. Wielka Wojna była nieunikniona, a to co było zapisane w gwiazdach, musiało się sprawdzić.
- Panie, jestem pewien, że wszystko będzie tak, jak powinno być - powiedział z przekonaniem.
- Dziękuję ci Orionie. Obiecuję, że twe zasługi zostaną ci sowicie wynagrodzone - oznajmił Hades.
- Dla mnie największą nagrodą jest działanie w zgodzie z twoją wolą - odrzekł przymilnie. Bóg kiwnął głową z uznaniem i wyruszył. Obiecał sobie, że albo wróci z Persefoną, albo użyje swego wojska, by Zeus już nigdy nikogo nie skrzywdził. Był przekonany, że mu się uda. W końcu on i jego ukochana byli sobie przeznaczeni. Ich wspólne życie było zapisane w gwiazdach.

1 komentarz:

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony