środa, 25 stycznia 2017

Rozdział XIV: Lodowate spojrzenie

- Zostaw mnie, nie masz prawa...! - krzyczała, gdy jechali konno przez las. Adonis wywiózł ją z podziemi i nie miała pojęcia, w jakim kierunku zmierzają - Miej chociaż odwagę do mnie przemówić! - tym razem nie była już tak sparaliżowana strachem, jak podczas ich ostatniego spotkania. Była zdeterminowana, by uciec. Nie miała zamiaru zostawiać Hadesa samego. Na samą myśl o ukochanym do oczy napływały jej łzy, ale obiecała sobie, że nie będzie płakać. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Jeszcze czuła na ustach pocałunki ukochanego, jego silne ramiona, obejmujące ją z miłością, zapach koni, którym często pachniał po przejażdżkach... Musiała uciec, tu i teraz.
Nie miała związanych rąk, ani nóg, wydawało się więc, że umknięcie Adonisowi nie będzie niczym trudnym.
- Zatrzymaj się - powiedziała, nieco spokojniej. Musiała zachowywać się naturalnie, by nie zdradzić swych zamiarów - Muszę oddalić się na moment, wiele wypiłam - wyznała, mając nadzieję, że mężczyzna pozwoli jej zejść z konia. Odwrócił się i bez słowa zatrzymał rumaka. Przerażało ją jego milczenie. Było gorsze od największych przekleństw. Nie miała pojęcia jakie ma zamiary, ani dokąd ją wiezie. Dziękowała niebiosom, kiedy zsiadł z wierzchowca i podał jej dłoń. Z niechęcią ja przyjęła i po chwili stała już na ziemi. Odeszła kilka metrów, szukając dogodnego miejsca. Adonis podążył za nią. Spiorunowała go spojrzeniem.
- Chyba nie myślisz, że jestem na tyle głupi, by choć na chwilę zostawiać cię samą... - po raz pierwszy przemówił, a jego ton nie brzmiał przyjemnie. Jego spojrzenie przeszywało ją na wskroś, tak że nie mogla złapać oddechu. W jego spojrzeniu kryło się coś strasznego... Było lodowate, nienaturalnie puste. Nie wyrażało żadnych emocji. Gdy patrzył na nią Hades, widziała w jego czarnych oczach całą paletę emocji; miłość i gniew, szczęście i wściekłość. Odwróciła wzrok, starając się opanować zdenerwowanie i zebrać myśli. Odeszła jeszcze kilka kroków. Rozglądnęła się dookoła w poszukiwaniu czegoś ciężkiego, co mogłoby powalić jej oprawcę, ale wokół nie było widać żadnego cięższego kamienia, tylko małe, oblepione czarną ziemią kamyczki. Nie miała jednak zamiaru się poddać. Za następnym drzewem dostrzegła ułamaną gałąź. Podeszła do niego, a Adonis ruszył zaraz za nią. Sam ułatwiał jej zadanie. Gdy zbliżył się na tyle, ile było to potrzebne, dziewczyna pochwyciła długą gałązkę i z impetem wbiła mu ją w krocze. Mężczyzna zawył z bólu i upadł na kolana, co dało Korze czas, by pognać do ucieczki. Niestety Adonis z precyzją chwycił ja za kostkę i powalił na ziemię. Pociągnął ją tak, że znalazła się blisko niego. Jego uścisk był silny i powodował ból. Dziewczyna zaczęła okładać go pięściami, ale na niewiele się to zdało. Dopiero gdy zadała mu mocny cios pięścią w twarz, na chwilę zdrętwiał. Nie miała na tyle siły, by go ogłuszyć. Ale miała w zanadrzu inną sztuczkę. Zaczęła robić w powietrzu koliste ruchy rękami, jednocześnie kopiąc nogami w brzuch Adonisa. Nagle zza pni drzew wyłoniły się grube pnącza, które zaplotły się wokół nóg leżącego na ziemi chłopaka. Zacisnęły się mocno i porwały go między drzewa. Kora rzuciła się do ucieczki. Z szybkością dosiadła konia i ruszyła przed siebie. Musiała znaleźć się jak najdalej od tej bestii.
***
Prometeusz każdego dnia dziękował za to, co otrzymał. Warunki w jakich żył nie przypominały wprawdzie tych, co na Olimpie, ale były rajem w porównaniu do Tartaru. W wojsku mógł ugasić pragnienie prawie czystą wodą, mógł posilić się resztkami i nie spał pod gołym niebem. Jednak najlepszym z tego wszystkiego był fakt, że nie odczuwał ogromnego bólu. Po ranie, którą codziennie pozostawiało okropne ptaszysko pozostała już tylko blizna. Długa, ciemna kreska biegnąca od piersi w dół była już tylko wspomnieniem. Mężczyzna był niemal pewien, że za jakiś czas zapomni o koszmarze, jaki zgotował mu król bogów. Nie śnił o zemście, chciał jedynie bezpiecznie żyć w cieniu, bez przemocy i krwi. Nie łudził się, że kiedykolwiek znajdzie towarzyszkę, która wynagrodziłaby mu trudy życia, ale po cichu, gdy zamykał oczy, ciągle myślał o domu i dzieciach. Był inny od większości mieszkańców Olimpu, podobnie jak Hades. W głębi duszy cieszył się, że dzięki swemu wykroczeniu nie musiał już tam przebywać. Nużyły go biesiady, irytowały romanse Zeusa i Afrodyty. Chciał być komuś potrzebny. Właśnie dlatego podarował ludziom coś, czego sami nie mogli stworzyć - ogień. Zapytany pewnej nocy przez Nikosa o czym marzy, odpowiedział, że śnią mu się czasem niezbadane lądy. Wspaniałe, obdarzone bogactwem natury, nieodkryte miejsca. Miał nadzieję, że jeśli uda mu się wydostać z Podziemi, będzie mógł wyruszyć w podróż, która będzie obfitowała w przygody i nowe znajomości. Chciał tworzyć, nie niszczyć. Umiał walczyć, ale miecz nigdy nie przydał mu się do niczego pożytecznego. Gdy opowiadał o swych planach w jego oczach tańczyły iskierki.
- Kiedy wreszcie opuścimy to miejsce? - zapytał siedzącego obok Nikosa. Mężczyzna jadł jabłko, które w połowie było już pociemniałe. Kiedy pytanie dotarło do jego uszu, przestał przeżuwać i zamyślił się.
- Mam nadzieję, że jak najszybciej - odparł z nadzieją w oczach. W jego głowie już od dawna powstawał zalążek planu, ale wiedział, że do ucieczki będzie mu potrzebnych kilku zaufanych ludzi, a takowych nie posiadał. Sam nie wiedział, co będzie robił po opuszczeniu Hadesu. Zastanawiał się nad powrotem do fachu, ale miał już dość przestępczego życia. Może wróciłby do rodzinnego miasta? Niegdyś pozostawił tam pewną piękną kobietę, która oddała mu swe serce. Może owa niewiasta nadal na niego czekała? Ależ nie, na pewno nie. A nawet jeśli, to Nikos zwyczajnie nie nadawał się do rodzinnego życia. A przynajmniej tak mu się wydawało. Jego rozmyślania przerwało przybycie Oriona. Starszy mężczyzna nakazał stawić im się na placu, by jak co dzień rozpoczęli morderczy trening.
***
Dźwięk końskich kopyt uderzanych o ziemie dało się słyszeć w całym lesie. Czarny rumak przemierzał miejsce w niesamowicie szybkim tempie. Hades nie wiedział, gdzie tak naprawdę poprowadzić konia, ale był zdeterminowany by odnaleźć ukochaną. Zaczął od początku - sprawdził miejsce, w którym jeszcze tak niedawno mieszkała wraz z nimfami. Następnie pognał do miejsca, gdzie spotykali się po zachodzie słońca, jeszcze zanim przybyła do jego zamku. Dopóki trwały w nim szczątki nadziei, nie poddawał się. Napędzała go nie tylko miłość, ale i wściekłość. Był szalenie zły na siebie, iż nie zdołał ochronić Persefony, gdy najbardziej tego potrzebowała. Nienawiść odczuwał do tych, którzy byli odpowiedzialni za jej zniknięcie oraz do Zeusa, który okazał się sprytniejszy od niego samego.

Błądził między drzewami, ale jego starania nie przynosiły rezultatów. Czasem już mu się wydawało, że słyszy jej śmiech, widzi zarys jej sylwetki, albo jej piękny uśmiech, ale były to tylko jawne złudzenia, zmory, które przeszkadzały w poszukiwaniach. Tak bardzo pragnął ją ujrzeć, zdrową i bezpieczną. W duchu obiecywał sobie, że srogo ukaże tego, kogo będzie trzeba, jeśli z jej głowy spadnie chociażby jeden cienki włos. Zatrzymał konia, by na chwilę się zastanowić. Przeczesał włosy ręką i pochwycił lejce. Musiał przedsięwziąć większe kroki. Szukanie Persefony w lesie mogło nigdy nie przynieść rezultatów. Mężczyzna udał się prosto do swej krainy. Pierwszym co zrobił, gdy znalazł się w Podziemiach, było udanie się do Oriona.
- Witaj panie - pozdrowił go siwowłosy mężczyzna - Cóż mogę dla ciebie zrobić? - zapytał przymilnym głosem. Hades przyjrzał się pomieszczeniu. W środku mieściły się regały z niezapisanymi zwojami, na środku natomiast stała dużych rozmiarów konstrukcja, przedstawiająca całe Podziemia w znacznym pomniejszeniu. Hades nie podejrzewał, że Orion posiada takie zdolności.
- Niech wojska będą w gotowości - polecił, pochylając się nad konstrukcją.
- Szykujemy się na wojnę, mój panie? - zapytał mężczyzna, podekscytowanym głosem.
- Być może - odpowiedział tajemniczo bóg.
***
Czarne kosmyki długich włosów powiewały lekko na wietrze. W tle było słychać śpiew ptaków i szum strumienia. Kiane klęczała pod drzewem i trzymając się za brzuch zwracała śniadanie. Zdawała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Już nie pierwszy raz odczuwała mdłości. Być może była to kwestia żywności, ale równie dobrze mogły to być symptomy choroby. Martwiła się swoim stanem, ale jednocześnie jeszcze bardziej martwiła się o to, co niedługo miało nastąpić. Kilka dni temu Demeter przybyła do lasu i oznajmiła jej oraz Akaste, że za kilka dni maja się stawić na Olimpie. Podobno Kora zgodziła się jednak wyjść za Adonisa i szykował się ślub. Kiane czuła, że coś jest nie tak. Przecież kiedy ostatni raz rozmawiała z przyjaciółką, ta szczerze deklarowała jej, że nigdy nie wróci z Podziemi... Dziewczyna była zdecydowana i nic nie zapowiadało zmiany jej zdania. Być może wydarzyło się coś między nią, a Hadesem, może ich miłość nie była tak trwała, jak wydawało się córce Pani Żniw. Tak, czy inaczej, coś było nie tak i dziewczyna bała się, że wydarzy się coś złego.

Oprócz zmartwień o Korę, Kiane jeszcze coś innego spędzało sen z powiek. Bała się, że jej sekret może wyjść na jaw. Młodzieniec, z którym ostatnio spędzała wiele czasu, nie był jej przeznaczony. Mógł mieć każdą, ale jego żoną mogła zostać tylko wysoko urodzona kobieta. Kiane była natomiast córką natury i nie miała nic, co mogłoby polepszyć jej sytuację. Wiedziała, że chłopak ją kocha, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób mogliby być razem. Gdyby ktoś dowiedział się o zażyłości ich relacji, oboje mogliby mieć kłopoty. Dlatego nimfa musiała być czujna, nie mogła sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Jakby na potwierdzenie jej myśli, zza drzew wyłonił się owy kochanek.
- Witaj piękna - ukłonił się teatralnie, a jego twarz objął promienny uśmiech. Dziewczyna odwzajemniła go, starając się ukryć, co przed chwilą robiła.
- Wszystko w porządku? - zapytał, choć w jego głosie można było wychwycić więcej niepokoju, niż troski.
- Ja... chyba nie najlepiej się dziś czuję - odpowiedziała słabo. Usiadła na trawie, krzyżując nogi.
- Czy jest aż tak źle, byśmy nie mogli być dziś razem? - przysiadł się i zaczął całować ją po szyi. Kiane nie miała ochoty odwzajemniać jego pocałunków, ale jednocześnie nie miała sił, by się przed nimi wzbraniać.
***
Kora gnała na rumaku najszybciej, jak to było możliwe, ale jak na złość nie mogła odnaleźć znanej ścieżki. Widocznie Adonis specjalnie jechał nieznanym szlakiem, by jak najbardziej utrudnić jej ucieczkę. Dziewczyna marzyła, by gdzieś pośród drzew odnaleźć Hadesa, który zabrałby ją do Podziemi, gdzie czuła się bezpiecznie. Nie miała pojęcia, skąd Adonis dowiedział się, gdzie przebywa i jak dostał się do Krainy Umarłych, ale za wtargnięcie tam bez zgody jej ukochanego musiała spotkać go kara. Dziewczyna była zdezorientowana, ale nawet w chwili niepewności nie zwątpiła w to, że jeszcze tego wieczora uda się jej spotkać z Hadesem. Bez niego życie nie wydawało się jej nic warte. Przypomniała sobie uczucie, które zawładnęło jej sercem, gdy myślała, że mu na niej nie zależy i uświadomiła sobie, że będzie się tak czuła w każdej chwili, gdy mężczyzna będzie daleko. Miłość do niego była światłem w ciemnościach, bezpieczną przystanią, w której mogła się schować. Nikt wcześniej nie sprawił, że była tak szczęśliwa. Tak bardzo pragnęła go ujrzeć, jego czarne niczym węgiel oczy, jego delikatny uśmiech... Musiała znaleźć wejście do Podziemi.

Nagle dziewczyna usłyszała odgłos ciężkich kroków. Choć z całego serca pragnęła, by był to Hades, zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe. Mocniej chwyciła lejce i schowała się za drzewem. Na niewiele się to zdało, koń był zbyt duży, by mógł go zakryć średniej grubości pień. Zeszła ze zwierzęcia i oddaliła się nieznacznie, choć bała się, że to niewiele pomoże. Oparła się o konar drzewa i nasłuchiwała, czy osobnik się zbliża, czy też oddala.
- Widzę cię, nie musisz się chować - usłyszała znienacka. Niestety, tak jak przewidywała, głos ten nie należał do ukochanego - Myślałaś, że uda ci się uciec? Myślałem, że masz nieco więcej rozumu - powiedział z ironią Adonis. Zbliżył się i zaczął wpatrywać się w nią swym przeszywającym, lodowatym wzrokiem. Wiedziała, że to spojrzenie jest zapowiedzią złych rzeczy. Czuła, jak jej policzki robią się czerwone i zaczynają piec. Chłopak jednym stanowczym ruchem pochwycił ją w pasie i wsadził z powrotem na konia. Była wściekła, ale nie miała sił, by z nim walczyć, więc poddała się i pozwoliła, by dosiadł ogiera i pogalopował w nieznanym jej kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony