piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział XIII: Przerwany sen

Kora nie mogła usiedzieć w miejscu, odkąd Hades udał się do Zeusa. Ubrała się w jedną ze swych ulubionych, fioletowych szat i rozczesała włosy. Włożyła na szyję perłowy naszyjnik, który dostała od ukochanego i z zadowoleniem przejrzała się w lustrze. Lubiła ładnie wyglądać. Posprzątała pokój, w którym przebywali, zgasiła świece i odsłoniła zasłony w oknach. Kiedy zakończyła porządki, zaczęła błądzić bez celu po zamkowych komnatach. Nie mogła siedzieć bezczynnie, gdy jej ukochany rozmawiał z królem bogów. Zaglądał do każdego pomieszczenia. Niektóre były sypialniami, w innych spoczywały księgi lub złoto. Tylko w jednej z komnat znajdowały się obrazy. Kora kiedyś już tu była.
Odsłoniła jeden z nich i jej oczom ukazała się kobieta, którą już widziała. Musiała przyznać, że brunetka była piękna. Jej uroda była całkiem egzotyczna, do tego w jej rysach dało się wyczuć dojrzałość i kobiecość. Dziewczyna całkowicie zapomniała o tajemniczym portrecie. Powinna była zapytać o to Hadesa, ale on teraz był na górze i nie miała pojęcia, kiedy wróci. Znów zaczęła ją trapić jego nieobecność. Nie tak chciała spędzić ten dzień... Mieli wylegiwać się w łóżku i cieszyć miłością, jaką im dano. Zauważyła, że na samą myśl o tym wszystkim, na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Naprawdę była szczęśliwa. Zakryła obraz białym prześcieradłem i wyszła. Wróciła do pokoju, w którym jeszcze czuć było zapach mężczyzny. Nie minęło wiele czasu od jego wyjścia, ale dziewczyna miała wrażenie, że upłynęły wieki. Po chwili znużona czekaniem, położyła się na łożu. Kiedy tylko przymknęła powieki, Morfeusz pochwycił ją w swoje objęcia.

Hades właściwie nie wiedział, czego spodziewać się po Zeusie. Dawno nie widział brata i nie miał pojęcia, o co mogło chodzić. Wprawdzie przemknęło mu przez myśl, że bóg piorunów dowiedział się o jego romansie z Persefoną, ale starał się za wszelką cenę odepchnąć tą teorię w głąb podświadomości. Nie chciał martwić ukochanej, dlatego zapewnił, że Zeus na pewno chce z nim pomówić o powstałej w podziemiach armii. Gdy wychodził z komnaty pocałował ją delikatnie w czoło i zapewnił, że wszystko będzie dobrze, by dodać jej otuchy. Nie chciał jej zostawiać samej w takim momencie, ale nie miał nikogo, komu mógłby powierzyć opiekę nad dziewczyną. Orion był wprawdzie najbardziej zaufanym z jego sług, ale oboje z Persefoną nie pałali do siebie sympatią, dlatego Hades oszczędził im katorgi. Bóg podziemi udał się na wysoką górę, z której Zeus mógł doglądać na cały świat. Olimp był, na pierwszy rzut oka, miejscem wysublimowanym, gdzie młode boginie z gracją podawały słodką ambrozję i orzeźwiający nektar, a bóg piorunów i jego piękna małżonka wspólnie sprawowali rządy. Ale pierwsze wrażenia zazwyczaj są mylne. Olimp był też miejscem wyjątkowej rozpusty, gdzie każdy walczył o swoją pozycję każdego dnia. Nikt nie mógł być pewien swego losu. Choć Hades nie cierpiał Demeter, w duchu dziękował jej, że nie pozwalała bywać tu Persefonie. Nie rozumiał jak można tak żyć. Nie pochwalał wyborów swych braci, ale nie miał zamiaru wtrącać się w ich życie. Mężczyzna szedł długim korytarzem, aż w końcu dotarł do sali tronowej. Wszedł z odwagą, choć w sercu czuł niepokój. Ujrzał Zeusa, który ze smakiem zajadał owoce, brudząc przy tym swą brodę. Obok niego posłusznie stała Hera. Kobieta jak zwykle ubrana była w piękną, granatową szatę, która dodawała jej powagi. Włosy upięte miała do góry, w koka, dzięki czemu uwagę skupiały na sobie kolczyki z ametystem, które wisiały na jej drobnych uszach. Na widok Hadesa król wszystkich bogów zaśmiał się radośnie.
- Jak dobrze cię widzieć, Hadesie! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tu bywałeś... - krzyknął, a jego głos niósł się echem po całej sali.
- Miałem dużo pracy - odparł czarnowłosy. Zeus zaśmiał się po raz kolejny.
- Właśnie o tym chciałem z tobą pomówić, bracie. Słyszałem, że szykujesz sobie, tam u siebie na dole jakąś armię... - gdy wypowiedział te słowa, Hades namacalnie poczuł, jak wielki, ciężki głaz spada z jego serca. Nie pomylił się. Zeus o niczym nie wiedział. zapewne ktoś doniósł mu o armii i chciał tylko sprawdzić, czy jego starszy brat nie szykuje się na jakiś bunt przeciwko niemu.
- W zasadzie, to nic wielkiego. Postanowiłem wykorzystać garstkę przestępców do obrony mojego terytorium. Oczywiście, w razie konieczności - dodał pośpiesznie.
- Doprawdy? I nie przyszedłeś poprosić mnie o pomoc? - zapytał z fałszem w głosie. Hades już wiedział, że zapowiada się na nudną pogawędkę o strategi i bitwach. Z niezadowoleniem, ale jednocześnie radością, zasiadł obok brata i zaczął słuchać jego wywodów. Musiał wytężyć wszystkie zmysły, by nie zasnąć.
***
Kobieta ze złowrogim uśmiechem na ustach szła w obranym kierunku. Jej krok był pewny i szybki. Wiedziała, jaki ma cel i zmierzała do niego po trupach. W przenośni i dosłownie. Była zadowolona z biegu wydarzeń. Nie spodziewała się, że to wszystko tak się potoczy, ale niewątpliwie była bardzo zadowolona. Tak niewiele brakowało, by dopięła swego, iż nie wierzyła już w ewentualną porażkę. Wszystko musiało się udać. W niedalekiej odległości ujrzała białego konia, który stał, czekając na swego pana. Kobieta zauważyła chłopaka, który oddawał mocz pod jednym z drzew. Na ten widok odsunęła się z niesmakiem. Dopiero, gdy młodzieniec skończył, przybliżyła się.
- Wiesz, co masz czynić? - zapytała półszeptem, znacząco na niego patrząc.
- Jak najbardziej, pani - odpowiedział, pewny siebie. Skinęła głową, dając mu swe błogosławieństwo i odeszła. Już nie była do niczego potrzebna. Teraz wszystko zależało od niego.

Młodzieniec nie spodziewał się, że kiedykolwiek odnajdą córkę Demeter. Minęło wiele księżyców od jej zniknięcia. Podejrzewali, że zapadła się pod ziemię i w istocie, mieli rację. Dziwiło go, że to u Hadesa dziewczyna znalazła schronienie. Ten zrzędliwy idiota wydawał mu się oschłym dziwakiem, nie przypuszczał, że stać go na tak szlachetne porywy serca. Skoro jednak znieważył Demeter, nie mogło ujść mu to płazem. Nie mógł się doczekać, jaką karę ześle na niego Zeus, ale póki co musieli działać dyskretnie. Właśnie dlatego bóg piorunów zwabił go na Olimp. Adonis dosiadł swego białego rumaka i pognał do Krainy Umarłych. Bogini zbóż poinstruowała go, jak ma tam trafić. Przeszkodą mógł być tylko Charon i Cerber. Na tego pierwszego, Demeter przygotowała mały flakonik ze specjalnym wywarem z ziół usypiających. Na trzygłową bestię powinien podziałać zwykły kawałek surowego mięsa. Młodzieniec szybko przekonał się, że oba sposoby były genialne. Nim się spostrzegł, stał już u stup dużego zamku. Budowla sprawiała podobne wrażenie co jej właściciel - wyglądała na zimne, niezdobyte miejsce. Adonis z łatwością otworzył mosiężne drzwi, które nie były w żaden sposób zaryglowane. Wszedł do środka. Od nadmiaru korytarzy i schodów zakręciło mu się w głowie. Budowla wyglądała na rosłą, ale nie aż tak! Postanowił się nie poddawać i począwszy od pierwszych drzwi, jakie napotkał, zaczął szukać Kory. Dziewczyna gdzieś musiała być.
***
Ogień w kominku powoli się wypalał, gdy Kora w najlepsze spała. Miała niezwykły sen. Była ubrana w piękną, brązową suknię. Wprawdzie uwielbiała te lekkie, filetowe, ale w długiej, brązowej szacie czuła się jak królowa. I ową królową w śnie była. Siedziała na zeusowym tronie, na Olimpie. Z miłością spoglądała na ludzi pracujących u stóp wielkiej góry i wydawała sprawiedliwe sądy. Coś jednak było nie tak. Odczuwała pustkę w sercu, brakowało jej czegoś, a raczej kogoś ważnego. Obejrzała się do tyłu, ale nikogo za nią nie było. Była zupełnie sama w wielkiej sali. Nagle wokół niej zrobiło się ciemno. Widziała burzę, czarne chmury gromadziły się nad jej głową, a złociste pioruny przeszywały niebo raz, po raz. Bała się, ale nie mogła uciec z miejsca. Czuła się, jakby ktoś przylepił jej stopy do podłogi. Zdawało się, że jest już zgubiona, gdy nagle usłyszała czyjś śmiech. Śmiech ten był tak słodki i radosny, że wszystkie chmury ustąpiły miejsca słońcu. W sali zrobiło się jasno, a po burzy nie było już śladu. Kora znów usłyszała śmiech, ten sam, który przed chwilą. Dobiegał z zewnątrz. Wybiegła na dwór i ujrzała jakąś drobną postać, która stała, odwrócona plecami. Chciała do niej podejść, gdy nagle... sen się urwał. Dziewczyna poczuła mocne szarpniecie, które skutecznie wybudziło ją z resztek snu. Rozejrzała się po pokoju, rozespana i rozkojarzona. Gdy ujrzała swego niedoszłego oprawce, wydawało jej się, że nadal śpi. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że koszmar stał się jawą. Mężczyzna wpatrywał się w nią bez słowa. Odsunęła się, przerażona, ale zdążył chwycić ją za przedramię. Starała się uwolnić, ale miał nieludzko silny uścisk. Z bezsilności zaczęła ze złością ciskać w niego poduszkami, ale to tylko pogorszyło jej położenie. Wyrywała się, szarpała, ale nie mogła nic poradzić, gdy wziął ją na ręce i po prostu wyniósł z pokoju. 

Gdy Hades spostrzegł, że słońce zaczyna zachodzić, uznał, ze pora opuścić Olimp. Gadatliwość Zeusa zaczęła robić się dla niego uporczywa, dlatego siląc się na uprzejmość pożegnał brata, jego małżonkę i wyszedł. Bóg piorunów przekonywał go jeszcze do skosztowania ambrozji, ale zniecierpliwiony mężczyzna po prostu wyszedł. Nie wiedział dlaczego, ale uczucie niepokoju znów powróciło do jego serca. Wyczuwał coś podejrzanego w zachowaniu brata. Być może przesadzał, ale martwił się o Persefonę, która samotnie czekała na niego w zamku. Czym prędzej dosiadł swego czarnego, jak noc ogiera i pogalopował do domu. Chcąc przeprawić się, jak zwykle przez Styks, spostrzegł coś niepokojącego. Nigdzie nie było Charona. Młody bóg, który przeprawiał umarłych na drugą stronę leżał nieruchomo na ziemi. Hades szybko zszedł z konia i podbiegł do chłopaka. Zniżył swą twarz do jego głowy i usłyszał oddech. Żył. Mężczyzna wyczuł jednak jakąś dziwną woń, która rozciągała się w powietrzu. Zaczęło kręcić mu się w głowie, więc zostawił Charona na ziemi, stwierdzając, że chłopak niedługo się obudzi i pogalopował dalej. Był pewien, że ktoś chciał przeprawić się na drugą stronę. Nie wiedział tylko, kto.

Już z daleka Hades zauważył swego przyjaciela, który zajęty był pochłanianiem jakiegoś mięsa. Cerber zachłannie gryzł surowiznę, nie zwracając najmniejszej uwagi na swego pana.
- Kto ci to dał? - zapytał bóg podziemi, przyglądając się trzygłowemu zwierzęciu. Cała ta sytuacja bardzo mu się nie podobała. Z niepokojem udał się w stronę zamku. Już z daleka zauważył, że drzwi są uchylone. Wszedł do środka. Potworna cisza panująca w pałacu rozdzierała mu głowę. Skupił się tylko na tym, by jak najszybciej upewnić się, że Persefona jest cała i bezpieczna. Pognał do góry, krętymi schodami. Pobiegł w lewo, do komnaty, w której o poranku leżeli, złączeni w uścisku. Naciskając złotą klamkę czuł ucisk w żołądku. Bał się, że jego najgorsze myśli ziszczą się i w środku zastanie pustkę. Pociągnął drzwi do siebie i wszedł do środka. To co został, było gorsze od jego wyobrażeń. Persefony nie było, a w pokoju panował istny chaos. Rozdarte poduszki walały się po ziemi, pomięta kołdra zwisała z łóżka, a stolik i krzesło leżały, przewrócone. Całe to pobojowisko wskazywało na to, że ktoś tu walczył. Hades ze złością uderzył pięściami w ścianę. Był wściekły. Jak mógł się tak łatwo podejść? Zeus wykorzystał chwilę jego nieobecności, by porwać Persefonę.
Broniła się, był tego pewny. Postawił przewrócone krzesło, ale kiedy do głowy zaczęły przychodzić mu obrazy niewinnej ukochanej, która stara się obronić, cisnął nim w ścianę, robiąc w niej dziurę. Przeczesał dłonią włosy. Nie wiedział kto i gdzie ją zabrał. Nie wiedział, czy była zdrowa, czy nie zrobili jej krzywdy... Wiedział jedynie, że musi jak najszybciej ja odnaleźć. Liczyła się każda minuta, każda sekunda. Wybiegł z zamku i dosiadł konia. Pogalopował na Ziemię. Wiedział, że piękny sen, którym była ich miłość, kiedyś się skończy. Wiedział, że ktoś go przerwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony