wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział XII: Słodka naiwność

Bogini szła szerokim korytarzem, a z jej oczu bił chłód i powaga. Szła jak burza, owiewały ją zaś fiolety, idealnie grające z jej kasztanowymi lokami. Była zdeterminowana, by w końcu poznać prawdę, dowiedzieć się, gdzie znajduje się jej córka. Zeus nie pozwolił jej pozostać przy rozmowie, jaką przeprowadził z nieznajomym mężczyzną. Odesłał ją do domu i kazał czekać. Czas dłużył się jej w nieskończoność, a ciekawość przewyższała rozsądek. Hermes nie wiele chciał powiedzieć, gdy przyniósł jej wieści od Zeusa. Uśmiechał się tylko tajemniczo, a w jego oczach tańczyły małe iskierki przebiegłości, które szybko przykuły uwagę Demeter. Bożek coś wiedział. Nigdy nie lubiła młodego posłańca. Miał swych szpiegów wszędzie i wiedział o wiele za dużo na tematy, które go nie dotyczyły. Zignorowała jednak jego podstępne uśmiechy i czym prędzej udała się do swego kochanka, który zapewne już wszystko wiedział. Wparowała do sali i zobaczyła go, siedzącego na tronie. Ucieszyła się, że nie ma obok niego Hery, co znaczyło, że nadal nie powiedział jej o zaistniałej sytuacji. To ona była najbliżej jego spraw, co znaczyło, że ufał jej bardziej, niż swej małżonce. Hera była tylko młoda, naiwną dziewuchą, która nie była w stanie przewyższyć dojrzałości Demeter. Tylko Pani Żniw wiedziała, czego naprawdę pragnął Król Piorunów. Mężczyzna spojrzał na nią, gdy weszła z impetem do sali, ale na jego twarzy nie malowały się żadne uczucia. Wpatrywała się w nią długo, chcąc wychwycić jakieś emocje, ale na próżno. W końcu Zeus przemówił.

- Wiem już, gdzie jest Kora - wstał i podszedł do bogini, chcąc wyjawić jej wieści. Ta popatrzyła na niego.
- No mówże! - nie wytrzymała i z niepohamowaną ciekawością w głosie wybuchła. Zeus pochylił się nad jej uchem i zaczął szeptać słowa, które zdawały się nie mieć sensu. Szelest niósł się po ogromnej sali echem, ale nie można było niczego z niego wychwycić. Twarz Demeter co chwilę przybierała inny kolor. Od czerwieni, po biel i purpur, mieniła się tymi barwami na przemian.
- To nie możliwe! - krzyknęła po tym, jak Zeus zakończył swój monolog - Jesteś pewien, iż to prawda? Może się pomylił? - zapytała z nadzieją w głosie. Bóg pokręcił jednak przecząco głową.
- Co teraz będzie, w takim razie?
Mężczyzna zasępił się. Wpatrywał się w białą posadzkę, szukając w niej odpowiedzi. Nikt jednak nie mógł mu poradzić niczego odpowiedniego. Nie był przygotowany na taką sytuację i nie spodziewał się, że sprawy się tak pokomplikują. Jego córka okazała się bardziej niesforna, niż przypuszczał. Zapewne miała to po nim, ale do stu piorunów, łatwiej by było, gdyby odziedziczyła więcej cech po matce. O tak, uległość, naiwność - te wartości sprawiały, że Demeter godziła się na wszystko co powiedział, niejednokrotnie pomagała mu w wielu sprawach.
- Musimy to załatwić delikatnie - powiedział, znacząco na nią patrząc.
***
Dziewczyna wtuliła się w nagi tors kochanka, cicho mrucząc. Nigdy nie było jej tak dobrze. Mogłaby już na zawsze pogrążyć się w silnych ramionach mężczyzny, którego kochała całym sercem. Nie spodziewała się, że uczucie które zakiełkowało na balu u Hery będzie tak silne. Dziś była w stanie oddać życie, za śpiącego obok boga. Spojrzała do góry i zorientowała się, że on też już nie śpi. Wpatrywał się w jej twarz, jednocześnie głaszcząc dłonią jej włosy. Uśmiechnęła się i odwróciła wzrok. Wzięła jego drugą dłoń i zaplotła w nią swe smukłe palce. Czuła się przy nim tak bezpiecznie, iż nawet największe zło ich świata nie mogło jej teraz przerazić. Kochała i czuła się kochana, a właśnie do tego dąży każdy człowiek i bóg na Ziemi. Nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki go nie spotkała. Wcześniej była tylko beztroskim dzieckiem, trzpiotką zadowalającą się byle czym. Teraz czuła, że bez niego nie może oddychać, a na myśl o ewentualnym rozstaniu czuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Czasem śniła, że ktoś szarpie ją za ramię i wyrywa z Królestwa Podziemi, rozdzielając z ukochanym. Zawsze po takim śnie budziła się zlana potem, a mężczyzna starał się ją uspokoić. Uwielbiała, gdy głaskał ją po głowie, właśnie tak, jak robił to teraz. Był inny, niż większość mężczyzn, jakich spotykała. Nie wybuchał gniewem jak Zeus, nie był agresywny jak Adonis... Był cichy, ale stanowczy i już udowodnił, że potrafi się o nią zatroszczyć. A właśnie tego najbardziej potrzebowała. Wychowywała się bez ojca i choć udawała odważną, pewną siebie kobietę, pragnęła opieki i czułości. Przekręciła się na brzuch i uwolniła rękę z uścisku. Dotknęła jego szorstkiego policzka, który pokrywał kilkudniowy zarost. Pochyliła się i złożyła delikatny pocałunek na wąskich ustach. Mężczyzna zatopił rękę w jej kasztanowych włosach i oddał gest. On też cieszył się z jej obecności. Pamiętał czasy swej samotności, które dłużyły się w nieskończoność. Był już przekonany, że na wieczność będzie skazany na pustkę w sercu, ale wtedy zaczął śnić o tajemniczej nieznajomej, którą spotkał na jednym z przyjęć. Nie cierpiał na nie chodzić, ale ten jeden raz zrobił wyjątek. Nigdy nie żałował swego czynu. Ukochana wyrwała go ze smutku, jaki gościł w jego głowie, odkąd utracił wszystko co miał. Bardzo dawno temu miał wszystko, czego młody bóg mógł pragnąć - swoją ziemię i kobietę. Stracił to wszystko, ale podniósł się po porażce. Obie odzyskał. Inne, ale zdecydowanie lepsze. Spojrzał na ukochaną, która przewróciła się na brzuch. Zatopił się w jej fiołkowym spojrzeniu i uświadomił sobie jak bardzo ją kocha. Była nie tylko piękna, ale inteligentna. Nie pasowała do świata wytwornych szat i wielkich uczt. Nie pozwoli by trafiła na Olimp. Obiecał sobie, że ochroni ją przed całym złem, ale nie wiedział jeszcze, że nie jest w stanie tego zrobić. Zapomniał, że musi dać jej wolność, bo inaczej jak zamknięty w klatce ptak, przestanie śpiewać.

W pokoju panował półmrok, bordowe zasłony nie pozwalały, by promienie światła wdzierały się nieproszone do środka. Hades wczorajszego wieczora zadbał, by wystrój był romantyczny. Oprócz żaru ognia w kominku, pokój rozjaśniały świece, poustawiane na świecznikach, czy w kontach pokoju. Aksamitna pościel w kolorze krwisto czerwonym była na tyle delikatna, iż czuli się jak otuleni przez białe obłoki, na co dzień unoszące się po bezkresnym oceanie błękitnego nieba. Łoże z baldachimem było na tyle ogromne, że spokojnie zmieściłaby się na nim jeszcze jedna para. W pokoju stał też stół, na który przyniesione zostały rozmaite smakołyki. Głównie spoczywał na nim granat i wino w smukłych, złotych kielichach, ale nie brakowało też półmisków z winogronami, czy jabłkami.

Leżeli tak, złączeni w uścisku, całkiem nadzy i pochłonięci swą bliskością. Oboje znaleźli swą bezpieczną przystań, gdzie nie brakowało im niczego. Kora odsunęła się od Hadesa i usiadła. Z czułością gładziła go po policzku, zastanawiając się, jaka właściwie jest pora.
- Czy to w dobrym guście, że całe dnie nic nie robimy? - zapytała z uśmiechem.
- Właściwie coś robimy - na jego twarzy zagościł figlarny uśmiech.
- Naprawdę? Cóż takiego? - dziewczyna uwielbiała się z nim przekomarzać.
- Pokazać ci? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, porwał ją w ramiona. Leżała na plecach, śmiejąc się jak nigdy. Zarzuciła mu ręce na szyję i pozwoliła, by kradł jej pocałunki. Mogłaby tak trwać w nieskończoność. Czasem tylko w jej głowie pojawiał się obraz matki, która krzyczy z wyrzutami i oczekuje wyjaśnień, lub Kiane, która z patrzy na nią bez słowa, a na jej twarzy wymalowany jest zawód. Te obrazy odchodziły tak szybko, jak się pojawiały, ale zawsze wracały. Kora nie miała wyrzutów sumienia, nie robiła przecież niczego złego, bała się tylko, że ten piękny sen kiedyś się w końcu skończy. Miała dziwne przeczucie, że nie jest jej dane być tak bardzo szczęśliwą jak teraz. Miała przeczucie, że wydarzy się coś złego.
- Hadesie... - wyszeptała między pocałunkami, z trudem odrywając się od jego ust - Hadesie, boję się.
Mężczyzna przestał ją całować i opadł obok niej na łoże. Ułożył ręce pod głową i przekręcił ją w bok, by móc widzieć twarz dziewczyny i czekał, aż zacznie mówić dalej.
- Mam wrażenie... Że to wszystko jest jakieś... dziwne - powiedziała, sama nie wiedząc, jak ubrać słowa - Na pewno mnie szukają. Prędzej, czy później odkryją, gdzie się chowam. Nie mogę się tu ukrywać przez całą wieczność - wyjaśniła. Hades usiadł, obracając się do niej plecami.
- Persefono... - uwielbiała, gdy się tak do niej zwracał - Rozumiem twe obawy, ale przysięgam ci na własne życie, że nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, zrobię wszystko byś była bezpieczna i szczęśliwa, bo... Cię kocham - powiedział, ściszając głos. Kora gwałtownie podniosła się na te słowa.
- Co powiedziałeś? - zapytała zdumiona.
- Że cię kocham - powtórzył, już pewniej. Dziewczyna wstała i podeszła do niego. Kucnęła przed nim i ujęła w dłonie jego twarz.
- Ja też cię kocham - wyszeptała. Już po chwili z powrotem leżeli na łożu.
***
- Musisz już iść? - czarnowłosa zapytała z nadzieją, że odpowiedź będzie inna, niż się tego spodziewała. Ukochany złożył na jej ustach namiętny pocałunek i przewiązał swa krótką szatę złotym sznurkiem. Posłał jej przy tym spojrzenie, które jednoznacznie potwierdzało, że jest już spóźniony.
- Mam obowiązki, moja doga - powiedział z przekąsem. Kiane spojrzała na jego uśmiech. Miał zęby bielsze, niż perły. Nigdy wcześniej nie widziała piękniejszego uśmiechu. Do tego chłopak tak wspaniale całował... Nigdy wcześniej nie zadawała się z osobami jego pokroju, nie robiła tak szalonych rzeczy. Zdawała sobie sprawę z konsekwencji swych czynów, ale gdy był w pobliżu nie mogla się opamiętać. Wyzwalał tę dziecinną część jej osobowości, którą zawsze starała się stłumić. Dziewczyna nigdy nie była zakochana, co tylko potęgowało jej naiwność. Chciała, tak jak Kora, być z przystojnym mężczyzną, który obroni ją w razie konieczności i zapewni godną przyszłość. Choć sama przed sobą się do tego nie przyznawała, marzyła by ktoś się nią zajął. To zawsze ona musiała pilnować córki Demeter dbać o jej potrzeby i zachcianki. Wydawało jej się, że właśnie spotkała kogoś, kto wreszcie zatroszczy się o nią.
- Niebawem znów się spotkamy - powiedział chłopak, ostatni raz muskając jej różowe usta. Nic nie odpowiedziała, nie chciała by wiedział jak bardzo jej na nim zależy. Gdy odszedł ubrała się w swe szaty i wróciła do nimf. Od czasu zaginięcia Kory całe dnie spędzały na zabawie. Demeter praktycznie się nimi nie interesowała. Czuły się wolne i wykorzystywały czas na siedzeniu przy jeziorze. Śpiewały, tańczyły i pluskały się w wodzie. Żyły w zgodzie z przyrodą, jak nakazywała im ich własna natura.

Kiane prawie wcale nie myślała o Korze. Była zła na przyjaciółkę i nie zmierzała wdawać się w jej sprawy. Wybrała życie z bogiem śmierci, więc teraz musiała sobie radzić sama. Czarnowłosa nie miała zamiaru mieszać się w jej sprawy. Wystarczająco dużo miała na własnej głowie. Zastanawiała się czasem, co by było, gdyby ktoś się dowiedział o jej romansie. Znów przypomniało się jej, że wcale nie jest lepsza od córki Demeter. Ale ona przynajmniej wybrała sobie kogoś godnego uwagi, a nie jakiegoś dziwaka z podziemi, który nawet na chwilę nie zjawiał się na Olimpie. Kiane zastanawiała się, co też teraz porabia jej ukochany. Chciała z nim być, móc rozkoszować się bliskością całe dnie, ale zdawała sobie sprawę, że to teraz niemożliwe. Liczyła na to, że chłopak wybierze jakąś dogodną chwilę, by zapytać Zeusa o zgodę na ożenek. Już widziała wszystko w jasnych barwach... Nie mogła się doczekać, gdy wreszcie będą mogli ujawnić swe uczucia. Z tą myślą Kiane dotarła do jeziora, gdzie już czekały na nią nimfy.
***
Kora i Hades właśnie się ubierali, gdy Cerber zaczął ujadać tak głośno, iż było go słychać w całym podziemiu.
- Zaczekaj tu - mężczyzna polecił ukochanej. Szybko włożył spodnie i pobiegł krętymi schodami na dół. Wypadł na dwór i ujrzał młodego boga, posłańca Zeusa, który jak zwykle szczerzył się od ucha do ucha. Bóg umarłych wiedział jednak doskonale, że uśmiech ten ani odrobinę nie jest szczery.
- Czego znów chcesz Hermesie? - zapytał z irytacją w głosie, przeczesując włosy ręką.
- Och, spokojnie Hadesie, przybywam w ważnej sprawie - chłopak zrobił teatralną pauzę, by zdenerwować czarnowłosego. Wisiał w powietrzu, a jego jasne loki unosiły się to w górę, to w dół.
- No, mów wreszcie! - zagrzmiał mężczyzna. Posłaniec zaśmiał się, ucieszony z uzyskanego efektu. Nie chcąc jednak wprowadzać Hadesa w prawdziwy gniew, zaczął mówić.
- Zeus chce cie widzieć na Olimpie. To podobno bardzo pilne - powiedział poważnie - Lepiej, żebyś zjawił się tam jak najszybciej - dodał po chwili. Hades pożegnał się i upewniwszy się, że Hermes odszedł, wrócił do Persefony. Wyjaśnił jej o co chodzi i nie zwlekając więcej, udał się do boga piorunów. Był lekko zaniepokojony, ale nie chciał okazywać tego ukochanej, by się nie denerwowała niepotrzebnie. Kora jednak miała złe przeczucia. Słodka była jej naiwność, gdy Hades zapewniał, że nic złego się nie wydarzy. Uwierzyła mu, ale teraz czuła, że nadciąga coś złego, coś wielkiego. Jak dotąd przeczucia nigdy jej nie zawiodły i bała się, że tym razem również okażą się trafne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony