poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział XI: Różnice

Hades nie spał całą noc. Leżał na plecach, a pod sobą miał tylko cienki koc, którym owinął Persefonę. Wpatrywał się w nią, nie dowierzając temu, co stało się wieczorem. Nie przewidział, że kolacja tak się skończy. Dał się ponieść uczuciu, ale nie żałował tego, co zrobili. Cieszył się, jakby miał paręset lat mniej, jakby znów był tym głupim, młodym gówniarzem. Patrzył, jak głowa ukochanej podnosi się i opada pod wpływem ruchów jego klatki piersiowej. Czuł aromatyczny zapach fiołków, który zawsze od niej bił. Czuł ciepło jej wtulonego ciała i nie mógł się nacieszyć tą chwilą. Żył na tym świecie długo, dlatego zdawał sobie sprawę z tego, że w każdej chwili ten piękny sen może się skończyć. Wiedział, że gdzieś tam, na górze Demeter szaleje z niepokoju o córkę. Ale wiedział też, że ten idiota Adonis czeka na jego Persefonę, by znów próbować zrobić coś... coś, na co Hades nie mógł pozwolić. Patrzył na nią, na jej delikatną skórę, kasztanowe włosy, piękne, różowe usta i musiał przyznać się sam przed sobą, że kocha ją jak nigdy, nikogo.



Kora przebudziła się, gdy żar w kominku pomału wygasał. Już dawno tak dobrze nie spała. Czuła się tak bezpiecznie... Otworzyła oczy, by upewnić się, że dalej nie śni. Gdy poczuła obok siebie ciało swego kochanka, upewniła się, że wydarzenia poprzedniego wieczora miały miejsce w rzeczywistości. Uniosła głowę do góry i zobaczyła, że Hades również nie śpi. Uśmiechnęła się delikatnie, bojąc się jednocześnie, że ukochany zniknie, pryśnie jak mydlana bańka. Dopiero gdy złożyła pocałunek na jego ustach była pewna, że wszystko jest dobrze. Wtuliła się w niego jeszcze mocniej i nawet zimno przedzierające się przez cienki koc jej nie przeszkadzało.
- Zimno ci? - zapytał ze zmartwieniem, widząc gęsią skórkę na jej ciele.
- Nie - skłamała, uśmiechając się.
- Mogę przynieść jakiś cieplejszy koc... - zaoferował, ale dziewczyna przerwała mu stanowczym kręceniem głowy.
- Nie psuj chwili Hadesie - zaśmiała się. Leżeli chwilę w ciszy, którą znów przerwał jego głos.
- Jak się czujesz? - zapytał, sam nie wiedząc do końca jak dobrać słowa.
- Jeśli pytasz, jak było wczoraj to wiedz, że nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa - odpowiedziała, głęboko patrząc mu w oczy. Odwróciła się na brzuch i spojrzała na jego uśmiech. Uwielbiała gdy się pojawiał, choć robił to tak rzadko.
- Hadesie, co teraz będzie? - zapytała z troską w głosie - Jest cudownie, ale przecież w każdej chwili ktoś może nas nakryć i będę musiała wrócić do matki, a naprawdę tego nie chcę... - w końcu zdecydowała się wypowiedzieć na głos swe obawy. Hades odetchnął głośno i zasępił się na moment. Zastanawiał się, co jej odpowiedzieć. Nie chciał jej martwić, ale miała rację. Oboje zdawali sobie sprawę z tego, że ich miłość będzie trudna...
- A może... - zaczęła nieśmiało - A może spotkałabym się z Kiane? Mam do niej zaufanie, nie wyda mnie. Poprosiłabym ją, żeby jakoś przekazała mojej matce, że.... że ja już nie wrócę - skończyła, słabo się uśmiechając. Hades spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Chciałabyś tu zostać... na zawsze? - zapytał z niedowierzaniem. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, gdy potwierdziła ruchem głowy. Pocałował ją namiętnie, nie wierząc do końca w to, co powiedziała. Ustalili, że jeszcze tego wieczoru Kora spotka się z przyjaciółką.
***
Nikos dzielnie przemierzał ze swymi kompanami Tartar już od ośmiu księżyców. Widzieli już tyle cierpienia, że wciąż nie mogli uwierzyć w to, że żyją. Miał w tym swój udział Perseusz, który znał to miejsce jak własny dom. Mężczyzna chciał się jakoś odwdzięczyć za ratunek. Nie wiedział jak długo był przykuty do skały, ale nigdy nie stracił nadziei, że kiedyś jego cierpienia się skończą. Choć nie wierzył w litość Zeusa, marzył, że któregoś dnia ktoś oswobodzi go z żelaznych kajdan. Po mimo bólu, jaki został mu zadany, nie chciał się mścić. Nie był bogiem, nie miał ich parszywego charakteru i nie miał zamiaru wdawać się z nimi w wojnę. Marzył tylko o powrocie na Ziemię, do jakiegoś lasu, gdzie spędziłby w ukryciu resztę życia. Nigdy nie był mściwy i chciał pomagać ludziom. Nie rozumiał, dlaczego Zeusowi tak bardzo to przeszkadzało.

Kiedy w ciemnościach zaczęło jarzyć się wątłe światło, mężczyźni zaczęli iść w jego stronę. Nie spodziewali się, że to wreszcie upragnione wyjście z piekła. Gdy ich oczom ukazała się zielona trawa, a ciała owiał rześki wiatr, nieliczni powstrzymywali się od łez. Nikos pogratulował każdemu z mężczyzn i udali się w kierunku chaty Oriona, gdzie starzec siedział, pochylony nad zwojami opowiadającymi o Wielkiej Wojnie. Przyjaciel Hadesa zdziwił się, gdy zobaczył przestępców. Byli jak na razie drugą grupą, której udało się przetrwać wyprawę do Tartaru.
- Kim jest ten mężczyzna? -zapytał starzec. Nikos już cieszył się w duchu, że Prometeusz przejdzie obok niego niezauważony, lecz teraz musieli coś wymyślić.
- Znaleźliśmy go po drodze, musiał iść z inną grupą - mężczyzna szybko zainterweniował, zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć.
- No dobrze. Skoro nie dałeś się zabić możesz dołączyć do tej grupy - powiedział obojętnie i wrócił do czytania swych starych ksiąg.
***
Światło księżyca w pełni wpadało do komnaty Kory przez okno, oświetlając pomieszczenie na tyle, by nie musiała zapalać świec. W podziemiach wszystko było inaczej. Tutaj słońce sprawiało wrażenie osłabionego, a księżyc triumfował z siłą na nocnym niebie. Dziewczyna założyła na siebie jasną, fioletową sukienkę i okryła się ciemnym płaszczem, który podarował jej Hades. Denerwowała się przed spotkaniem z przyjaciółką. Dawno się nie widziały i nie miała pewności, jak Kiane zareaguje na jej widok, a tym bardziej na jej prośbę. Kiedy była już gotowa, zasłoniła okno firaną i wyszła z pokoju. Wyszła na korytarz i udała się w stronę schodów. Na dole czekał już na nią Hades. Razem udali się do stajni, gdzie czekały już ich ulubione rumaki. Mężczyzna pomógł jej wsiąść na zwierzę i pojechali.

Było już kompletnie ciemno, gdy pojawili się na górze. Powietrze tak bardzo różniło się od tego pod ziemią. Kora liczyła na to, że o tej porze Kiane nie będzie jeszcze spać i nie będzie musiała iść do domu, by z nią porozmawiać. Nie chciała natknąć się na pozostałe nimfy, które na pewno nie byłby w stanie dotrzymać tak wielkiej tajemnicy. Dziewczyna miała jeszcze więcej szczęścia, niż się spodziewała. W niedużej odległości zobaczyła sylwetkę przyjaciółki. Poprosiła Hadesa, by został przy drzewie, razem z końmi i całując go delikatnie w policzek, udała się w stronę przyjaciółki. Czarnowłosa nimfa od razu ją rozpoznała.
- Koro! - rzuciła się, by ją uściskać - Gdzie ty się podziewałaś? Czy wiesz, jak się wszyscy o ciebie martwimy?! - w jej głosie słychać było nutkę żalu. Kiedy wypuściła córkę Demeter z objęć zauważyła czarną postać między drzewami, a obok niej konie.
- To on? - zapytała, marszcząc brwi. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się nieśmiało - Koro, co ty najlepszego wyrabiasz? Adonis czeka na ciebie i usycha z tęsknoty. Kocha cię, a ty wybierasz jakiegoś... Kim on właściwie jest? - zapytała z zażenowaniem w głosie, mrużąc oczy, by dojrzeć kto chowa się w ciemności.
- Nigdy nie wymawiaj przy mnie imienia tego człowieka, nie chcę nic o nim wiedzieć! A ten "jakiś tam", jak go określiłaś, uratował mnie przed najgorszym i otoczył opieką, jednocześnie niczego w zamian ode mnie nie oczekując! - Kora sama nie wiedziała, kiedy podniosła głos. Nigdy nie była tak zła na Kiane - Przyszłam tutaj tylko w jednym celu. Nie wracam. Zostaje u Hadesa na zawsze i za nic w świecie nie wyjdę za Adonisa - powiedziała stanowczo, krzyżując ręce na piersi. Zapadła niezręczna cisza. Żadna z kobiet nie wiedziała, co powiedzieć.
- A więc to Hades? Nie spodziewałam się tego po tobie, Koro - rzekła nimfa, a w jej głosie słychać było rozczarowanie.
- Nie dbam o twoje zdanie. Chciałam tylko, żebyś wiedziała - powiedziała, odchodząc - Jakbyś mogła nie mówić o tym, że tu byłam mojej matce, byłabym wdzięczna.
Kiane pokręciła z niedowierzaniem głową i udała się w stronę domu.

- Już jestem - powiedziała smutno Kora, podchodząc do Hadesa.
- Nie udało się? - odgadł w mig - Nie martw się - starał się ją pocieszyć. Pogładził dłonią jej policzek. Uśmiechnęła się słabo i poprosiła, by wracali. Kiane patrzyła z dala, jak znikają w ciemności. Była równie wzburzona, co córka Demeter, ale żadna z nich nie była w stanie ustąpić. Każda trzymała się kurczowo swego zdania i nie potrafiły dojść do kompromisu. Dzieliły je różnice nie do pogodzenia. Młodą boginię cechowała spontaniczność, a nimfa zawsze starała się trzymać zasad. Choć to, co ostatnio robiła przekraczało wiele granic. Wiedziała, że wiele ryzykuje spotykając się ze swym ukochanym, ale nie potrafiła oprzeć się zakazanemu uczuciu. Pouczała Korę, a sama nie była lepsza. Nagle zakręciło się jej w głowie i w ostatniej chwili oparła się o pień drzewa. Poczuła, jak cały świat wokół niej wiruje i zwymiotowała na ziemię. Poczuła okropny ból głowy i ostatkiem sił doszła do domu. Widocznie ta ryba, którą zjadła na obiad musiała być bardzo nie strawna.
***
Zeus siedział na swym tronie, posępnie zamyślony. Obok niego spoczywała klepsydra, która odmierzała czas. Ziarenka piasku spadały w dół, a potem przedmiot odwracał się do góry nogami i zabawa zaczynała się od nowa. Dzięki temu bóg mógł odmierzać godziny. Zdawał sobie sprawę, że nieuchronnie zbliża się ten dzień, w którym przyszłość całej Ziemi zostanie przesądzona. Bał się tego dnia i ciągle chciał wierzyć, że przepowiednia starej wieszczki jest tylko brednią, ale zdawał sobie sprawę z tego, że wyrocznia nie może się mylić. Jako bóg wszystkich bogów musiał sprawować władzę i zachowywać przynajmniej pozorny porządek. Częściej wolał jednak przesiadywać wśród lasów i łąk, zabawiając się z napotkanymi po drodze kobietami. Nie był dobrym władcą i zdawał sobie z tego sprawę. Jednak wiedział również, że Posejdon byłby jeszcze gorszym królem, dlatego nigdy nie pozwolił mu zasiąść na tronie. Obawiał się przepowiedni, która zapowiadała jego rychły koniec i wznosił modły do wszechświata, by jego plan się powiódł. Rozmyślania przerwało mu pojawienie się kobiety. Bogini wdarła się do sali niczym huragan, a na jej twarzy malowało się niezadowolenie. Odziana w długą, zieloną suknię, ze zbożem w ręku, szła wprost na Zeusa. Mężczyzna wiedział już, że nie niesie ze sobą dobrych wieści.
- Witaj mój drogi - przywitała się, nawet nie całując go w policzek, jak zazwyczaj.
- Miło cię widzieć. Jak mają się nasze sprawy? - zapytał, ściszając głos.
- W zasadzie niewiele się zmieniło. Kora nadal się nie odnalazła, Adonis coraz bardziej się niecierpliwi... Kto wie, gdzie ona teraz się podziewa? - rzekła, choć w jej głosie dało się wychwycić sztuczną dramaturgię. Dopiero teraz Zeus zauważył, jak bardzo Demeter się zmieniła. Kiedyś córka była dla niej najważniejsza, teraz bez oporów oddała ją Adonisowi. Zrozumiał, że teraz on liczył się dla niej najbardziej. Miał po swojej stronie cennego sojusznika i nie mógł tego zepsuć.
- To fatalnie! - władca podniósł się z tronu i podszedł do kobiety. Spojrzał jej głęboko w oczy i siląc się na spokój, zapytał: - Na pewno nie wiesz, gdzie ona może być? Czas płynie, a doskonale wiesz, że powinniśmy mieć nad nią pełną kontrolę. W każdej chwili może się począć ten...
- Spokojnie - przerwała mu - Kora nie jest aż tak głupia, by dać się omotać jakiemuś nieznajomemu. Wychowałam ją, wiem czego się po niej spodziewać - zapewniła go, widząc, że mężczyzna zaczyna się denerwować - Może powinieneś wysłać kogoś na jej poszukiwania? - zapytała z wyrzutem. Zapewne odpowiedział by jej w jakiś zgryźliwy sposób, ale do sali wszedł nieznajomy mężczyzna. Oboje popatrzyli na niego w zdumieniu. Był śmiertelnikiem, tego nie dało się ukryć. Jak śmiał tak bezceremonialnie wejść na Olimp? I jak w ogóle się tutaj dostał?
- Wybacz mój panie, ale mamy chyba jedną ważną sprawę do omówienia - powiedział bez ogródek, a z jego oczu biła pewność siebie.
- Czego chcesz? - zapytał podejrzliwie bóg piorunów.
- Myślę, że to może cię zainteresować. Chodzi o twoje dziecko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony