poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział VIII: Dziki galop

Kora obudziła się dawno po wschodzie. Czuła się wypoczęta, jak nigdy. W komnacie było zimno, więc z przyjemnością okryła się atłasową pościelą w kolorze krwi. Przetarła oczy i przypomniała sobie, że obok niej powinien znajdować się mężczyzna. Obróciła się i odruchowo położyła rękę na pustej poduszce. Po Hadesie nie było śladu. Pomieszczenie było ciemne, nawet pościel utrzymywała się w kolorach bordowych. Dziewczyna poczuła się w niej obco. Usiadła i rozejrzała się dookoła. Po chwili podeszła do samotnego okna i zawiesiła się rękami na zimnym kamieniu. Z tej wysokości mogła zobaczyć suche pola, nietknięte zieloną florą. Co zaś rozciągało się za nimi? Nie wiedziała. Przymknęła powieki i oddała się ciepłemu powiewowi wiatru, który bez zaproszenia wdarł się do środka. Odwróciła się i przyglądnęła pokojowi. Komnata oświetlana była przymocowanymi do ścian pochodniami, ponieważ niewiele światła wpadał odo niej za dnia. Ciągle panował tam mrok, ale jej to zupełnie nie przeszkadzało. Po prawej stronie łoża, na przeciwko okna, mieściła się mała toaletka z lustrem. Dziewczyna podeszła do niej. Odbicie mocno ją przestraszyło. Podkrążone oczy dodawały lat jej młodej twarzy, a rozczochrane włosy prosiły się o użycie grzebienia. Kora sięgnęła do małej szufladki, spodziewając się zastać w niej pustkę, ale ze zdziwieniem opuszki jej palców natrafiły na jakiś miękki materiał.
Wyciągnęła ową rzecz i jej oczom ukazała się sukienka z jedwabiu w kolorze pastelowego różu. Usiadła na łóżku i zaczęła ją oglądać. W przeciwieństwie do swojej matki, która przebierała w mocnych odcieniach zieleni, dziewczyna uwielbiała tak delikatnych kolorach. Suknia naprawdę była piękna. Nie zwlekając dłużej, z przyjemnością ją przymierzyła. Przejrzała się w lustrze i z zadowoleniem stwierdziła, że wygląda bardzo dobrze. Tylko te włosy... Używając swych umiejętności spięła warkocza. Brakowało jej tylko jakiegoś kwietnego dodatku. Przymknęła oczy i ze skupieniem zaczęła wyobrażać sobie ukochane kwiaty. Nie minęła długa chwila, gdy na jej ręce pojawiły się zwizualizowane rośliny. Jej umiejętności ciągle rosły i miała nadzieję, że kiedyś przydadzą się na coś więcej. Zapewne gdyby więcej ćwiczyła sama mogłaby się obronić przed Adonisem. Odpędziła jednak myśli o wczorajszym zdarzeniu, ciągle chciała wierzyć, że to tylko resztki koszmaru. Usiadła na krześle i zaczęła wplatać sobie we włosy leśne stokrotki, polne konwalie, czy drobne goździki. Po chwili czuła się już w pełni gotowa, by pokazać się podziemnemu światu. Delikatnie nacisnęła złotą klamkę i uchyliła drzwi. Stąpała po kamiennych schodach boso, ale zimno wcale jej nie przeszkadzało. Nie znała zamku, kierowała się więc ciekawością. Po co tu tyle komnat, skoro nikt tu nie mieszka? - zastanawiała się. Po jakimś czasie natrafiła na komnatę znacznie różniącą się od reszty. W pokoju znajdowały się obrazy. Mnóstwo obrazów. Większość przestawiała krajobrazy. Łąki, lasy, a nawet małe wioski spoczywały,uchwycone lekkim pędzlem. Dziewczyna musiała przyznać, że ten, kto je namalował, posiadał wrodzony talent. Przyglądała się malunkom, gdy dostrzegła dwa portrety, stojące obok siebie. Na jednym spoczywał mężczyzna. Jego spojrzenie biło niespotykanym spokojem i... szczęściem. Hades musiał być młody, gdy malowano ten obraz. Włosy miał przycięte tak, że żadne, najmniejszy nawet kosmyk nie opadał mu na czoło. Płótno oprawione było złotą ramą. Kora przyjrzała się podpisowi. "Dla Hadesa, równie surowego, co dobrego boga podziemi".  Obok niego leżał jeszcze jeden portret. Widniała na nim młoda kobieta. Kora zmrużyła oczy, patrząc na jej pełne usta, ciemne oczy i idealny, smukły nos. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe okalały ciemne loki. Odkryte ramiona sugerowały, że lubiła chodzić w szatach bez ramion lub nago. Ciemna karnacja zdradzała jej egzotyczne pochodzenie. Kim była? I co jej portret robił w zamku Hadesa? Wpatrywała by się w niego dalej, gdyby nie usłyszała odgłosu zbliżających się niebezpiecznie kroków. Wystraszona, ukryła się w ciemnym kącie, za drzwiami. Do komnaty wparował Hades. Zapewne szukał dziewczyny. Wydawało się, że tylko wpadnie i wypadnie, by przeszukiwać kolejne pomieszczenie. Już skierował swoje kroki ku wyjściu, gdy nagle zatrzymał się i wrócił. Kora zamarła w bezruchu, starając się nawet nie oddychać. Myślała, że ją dostrzegł i zezłości się, że bez pozwolenia szpera po zamku, ale on tylko podszedł do portretów i przez chwilę się wahając, zakrył je. Dopiero gdy sobie poszedł, dziewczyna mogła wyjść z ukrycia. Z mieszanymi uczuciami opuściła pokój. Niewiele później znalazła się w jadalni, gdzie powitała Hadesa z lekką rezerwą. Mężczyzna odsunął jej krzesło i zasiadła do stołu. Czuła się jakoś nieswojo, nie jedząc jak co dzień z matką. Nagle uzmysłowiła sobie, że te czasy odeszły bezpowrotnie. Zjadła wszystko, co znajdowało się na srebrnym talerzu i napiła się wina. Hades spoglądał na nią czasem, ona na niego również.
- Mam nadzieję, że wszystko ci smakowało - powiedział, odkładając widelec. Nie odpowiedziała, nie wysiliła się nawet na uśmiech.
- Co teraz będzie? - zapytała, nerwowo obracając w palcach kielich z płynem.
- Możesz pozostać tu tak długo, jak chcesz. Większość zamku jest do twojej dyspozycji - zastanawiał się, czy mówić jej, żeby informowała go, gdzie się udaje, ale po chwili rozmyślań zrezygnował. Nie chciał, żeby poczuła się osaczona. Dziewczyna kiwnęła głową i odeszła.
***
Kiane ostrożnie stawiała kroki na zroszonej trawie, idąc w las o wschodzie słońca. Lekkie stąpanie zamieniło się po chwili w trucht. Już z daleka spostrzegła gałązkę dębu, na której wisiała zawiązana wstążka w błękitnym kolorze. Zatrzymała się przy drzewie i nerwowo poczęła wypatrywać osoby, na którą czekała. Czas mijał, a chłopak się nie pojawiał. W końcu usiadła na trawie przysypanej liśćmi w odcieniach jesieni. Gorące lato zaczęło ustępować miejsca złocistej jesieni. Prażące skórę słońce grzało już z mniejszą mocą, niż kilka księżycy temu, a lekki wietrzyk przerodził się w targający włosami wicher. Nastał czas zbierania żniw i wydawania plonów. Czarna wrona zerwała się z gałęzi i wzbiła się w niebo, strasząc nimfę. Wstała, rozglądając się dookoła. Już miała odejść ze wzburzeniem, gdy ktoś zakrył jej oczy rękoma, radośnie się śmiejąc. Dziewczyna wyrwała się chłopakowi i odsuwając się, spojrzała z dezaprobatą na jego roześmianą buzię.
- Och, Kiane... Nie złość się, więcej uśmiechu - rzekł, gładząc jej policzek. Chciała się na niego złościć, ale nie umiała. Był taki radosny i tą radością zarażał także ją. Nachylił się, by skraść pocałunek. Musiał przyznać, że czarnowłosa całowała z niewypowiedzianym smakiem, jak żadna inna kobieta. Tym razem poczuł jednak, że coś jest nie tak. Zmartwiony, zapytał ukochaną o samopoczucie.
- Kora nie wróciła - odparła, spuszczając wzrok.
- I tylko tym się przejmujesz? - zapytał ironicznie. Dziewczyna spojrzała w bok, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Czy mogła wyjawić mu swe prawdziwe uczucia?
- Nie. Demeter jest wściekła, a swą złość przelewa na mnie. Teoretycznie to ja powinnam pilnować jej córki - powiedziała. Ukochany uniósł jej podbródek.
- Wydaje mi się, że dziewczyna nie prędko wróci, więc będziesz się musiała do tego przyzwyczaić - oznajmił tajemniczo.
- Wiesz coś na temat jej porwania? - nimfa ożywiła się i posłała mu pytające spojrzenie.
- Ja? Gdybym coś wiedział, ty też byś wiedziała. Nie mam żadnych tajemnic przed moją ukochaną - rzekł z galanterią. Kiane zaczerwieniła się na te słowa. Nie czekając na odpowiedź, kochanek znów przybliżył swe usta do jej twarzy. Oboje upadli na trawę i pozwolili, by namiętność wzięła górę nad rozsądkiem. Oddając się ukochanemu, Kiane zastanawiała się, czy dobrze postępuje. Zdawała sobie sprawę, że ich romans nie może być niczym więcej, jak słodką, letnią tajemnicą, która ucieknie wraz z nadejściem ostrej zimy. W końcu była tylko nimfą, niewartą zachodu córką Matki Natury. Takie byty jak ona nie miały prawa do miłości. A jednak ona pokochała. Pozwoliła, by to nieznane dotąd uczucie zawładnęło jej duszą, przyćmiło umysł i zdradziło przyzwoitość.
Po wszystkim ubrała się, rzuciła uśmiech w stronę ukochanego i wróciła do domu. Cieszyła się, że nie zastała tam Demeter. Nie chciała znów tłumaczyć się Pani Żniw i powtarzać, że nie wie, gdzie może być Kora. Ach, Kora. Przyjaźń z córką bogini przysparzała jej tylu kłopotów. Nie były już dziećmi i ta relacja nie przynosiła już Kiane radości. Czuła się do niej raczej zobowiązana. Pamiętała, jak wiele uczyniła dla niej matka dziewczyny. Była niemowlęciem, gdy została wybrana razem z Akaste i innymi nimfami. Nie każda dziewczyna miała tyle szczęścia, by służyć bogini i wychowywać się w takich dobrach, jak ona. Ją i Korę połączyła wyjątkowa przyjaźń, dlatego właśnie to czarnowłosa została przydzielona do opiekowania się dziewczyną. Z początku zadanie to wydawało się czystą przyjemnością. Wraz z rozwojem charakteru młodej bogini, było dla Kiane utrapieniem. Ileż to razy musiała powtarzać jej, co robić można, a co nie. Ile razy musiała przypominać, co wypada mówić, a co wypada zachować dla siebie. Z czasem znużyło ją wieczne czekanie, na to, by Kora dojrzała. Kiane wydawało się, że ślub z Adonisem będzie dla dziewczyny najlepszym, co mogło się przytrafić, miała nadzieję, że nabierze pokory, której tak bardzo jej brakowało. Teraz jednak zastanawiała się, czy Kora po prostu nie uciekła. Była do tego zdolna, a biorąc pod uwagę, co mówiła o przyszłym mężu, takie rozwiązanie zdawało się więcej niż prawdopodobne. Ale gdzie w takim razie mogła się udać? Nie miała przyjaciół, a przynajmniej Kiane  nic o nich nie wiedziała. Większość czasu spędzały razem, nie było więc możliwości, by kogoś poznała. Ale zaraz! Przecież był taki okres, kiedy wracała nad ranem, a w ciągu dnia zasypiała na stojąco. Z kim jednak mogła się zaznajomić? Tego już Kiane niestety nie wiedziała.
***
Kora domyślała się, że lepiej by było nie opuszczać murów zamku. W każdej chwili Hermes mógł przybyć z jakąś wiadomością i dowiedzieć się, gdzie przebywa. Nie lubiła boskiego posłańca. Wydawał się jej wyjątkowo fałszywy. Z pewnością szybko wyjawiłby Demeter prawdę. Dziewczyna zastanawiała się, co dzieje się na górze. Czy ktoś rzeczywiście się o nią martwił? Poza Adonisem, który czyhał na jej ciało i matką, która zmuszała ją do małżeństwa, nikt się nią nie przejmował. Z wyjątkiem Kiane. Tylko nimfa okazywała jej szczere uczucia. Kora miała nadzieję, że swoim zniknięciem nie sprawiła przyjaciółce problemów. Spojrzała na papirusy, leżące na łożu. Uwielbiała czytać śmieszne historie spisane ludzką ręką. Mieszkańcy Ziemi potrafili wymyślać niestworzone historie. Czasem zdarzały się inteligentniejsze jednostki, ale one nie marnowały czasu na pisanie ubarwionych kronik. Zajmowali się filozofią, królową nauk. Zastanawiali się nad sensem istnienia. Kora też często dumała na podobne tematy. Wiedziała, że nie jest nieśmiertelna. Co w takim razie, działo się po śmierci? Matka opowiadała się, że łączą się wtedy z naturą i zapominają o swym poprzednim życiu. Dziewczyna jednak wątpiła w jej opowieści. Zapewne po ziemskim życiu czeka ich coś znacznie lepszego, niż pochłonięcie przez ziemię. Już bardziej wierzyła w to, że duchowy byt przeniesie się w kosmos. Nie śmiała jednak nigdy wypowiadać swych myśli na głos. Po chwili znudziło się jej czytanie. Cały dzień spędziła pochylona nad greckim pismem. Wiedziała, że nie powinna, ale bardzo chciała wyjść na spacer. Złożyła buty i wyszła z komnaty. Powoli zapamiętywała kręte ścieżki pałacu, co umożliwiło jej szybkie opuszczenie jego murów. Zachłannie wdychała świeże powietrze, delektując się powiewem rześkiego wiatru. Ponieważ słońce świeciło w Podziemiach o wiele krócej, niż na Ziemi, zaczynało się już ściemniać. W pewnym momencie zrobiło się jej zimno, ale nie wzięła nic, czym mogłaby się okryć. Nie miała niczego, czym mogłaby się okryć. Objęła się, gdy poczuła na ramionach gęsią skórkę. Sukienka spinana u góry złotymi klamrami była piękna, ale mało praktyczna. Szła w nieznanym sobie kierunku, gdy poczuła, jak ktoś zakłada jej długi, czarny płaszcz. Odwróciła się i zobaczyła Hadesa. Wystraszyła się i już miała na niego naskoczyć, gdy uprzytomniła sobie, że jest gościem w jego krainie. Miał prawo ją obserwować. Zresztą, choć sama się do tego nie przyznawała, czuła się bezpieczniej, gdy ją pilnował.
- Jak się czujesz? - zapytał uprzejmie, nie uśmiechając się jednak.
- Dobrze - powiedziała lekko zachrypniętym głosem. Mężczyzna towarzyszył jej w przechadzce. Chciał nawiązać z dziewczyną dialog, ale ta uparcie milczała. Sama nie wiedziała, co robić. Czy powinna ponownie wpuszczać Pana Ciemności do serca? Nim się obejrzała, zawędrowali do stajni. Konie różnych maści skubały siano, gdy wchodzili do środka. Jedne, usłyszawszy odgłos kroków unosiły łby do góry, inne nic sobie z tego nie robiąc, nie przerywały posiłku.
- Nie mówiłeś, że tak lubisz konie - Kora była wyraźnie zdziwiona widokiem Hadesa, głaszczącego zwierzęta po głowach.
- Chciałbym ci kogoś przedstawić - powiedział, delikatnie biorąc ją za rękę i idąc wgłąb pomieszczenia - To Olethros, mój ulubieniec. Zapewne widziałaś się z nim podczas naszych spotkań na Ziemi - wyjaśnił. Dziewczyna przyjrzała się zwierzęciu i pogłaskała je za uchem. Pochwaliła jego karą maść, choć jej wzrok ciągle wędrował do boksu obok, gdzie stała siwa klacz. Była taka spokojna i poczciwa, że od razu zjednała sobie serce Kory. Hades widział te ukradkowe spojrzenia i w lot je pojął.
- Ta klacz ma już najlepsze lata za sobą, ale dla damy twojego pokroju będzie idealna - powiedział bez zastanowienia. Kora wytrzeszczyła oczy.
- Słucham? Czy ty...?
- Jest twoja - mówiąc to, uniósł kąciki ust. Dziewczyna uśmiechnęła się po raz pierwszy odkąd znów się spotkali, a gest ten chwycił mężczyznę za serce. Lubił patrzeć na nią, gdy była szczęśliwa.
- Jak się nazywa? - zapytała, głaszcząc ją po nosie.
- Spitha - powiedział - Chciałabyś wybrać się na przejażdżkę? - zapytał. Dziewczyna twierdząco pokiwała głową.
- Ale ostrzegam; tutaj nie ma pięknych terenów - powiedział, sięgając po damskie siodło. Kora nie dbała o tereny. Chciała tylko dosiąść swej nowej przyjaciółki i poczuć wiatr we włosach. Hades wyprowadził konia z boksu i pomógł jej na niego wsiąść. Dał lejce i poinstruował, co ma robić. Dziewczynie przemknęło przez myśl, że Kiane nie uwierzyła by, widząc ją w tej chwili, a matka z pewnością by ją zbeształa. Odpędziła jednak te myśli, w takiej chwili nie chciała się niczym przejmować. Ależ cudowne towarzyszyło jej uczucie, gdy już jechała. Hades szedł tuż przy niej, asekurując każdy ruch. Nie wybaczyłby sobie, gdyby spadła. Była wniebowzięta. Jako bogini natury uwielbiała zwierzęta, a zwykła przejażdżka była dla niej czymś wspaniałym. Chociaż był to tylko zwykły stęp, dziewczynie wydawało się, że koń dziko galopuje. Ciągle posyłała klaczy miłe uwagi. Czasem nawet zwracała się do swojego towarzysza, dyskutując o koniach. Jeździli, aż zrobiło się zupełnie ciemno. Hades pomógł dziewczynie zejść, a po tak długim siedzeniu w siodle i nie małym wysiłku fizycznym, całkowicie zabrakło jej siły w nogach. Oparcie znalazła w jego ramionach. Zmieszała się trochę i odskoczyła od mężczyzny. Ten przeczesał włosy dłonią i zabrał się do oporządzania konia. Gdy klacz znalazła się już w boksie, znów przeżuwając siano, zapanowała zupełna cisza. Dziewczyna podeszła do mężczyzny.
- Powinnam... Powinnam była przyjść do ciebie wcześniej. Podziękować ci za ratunek - powiedziała, tym razem patrząc mu prosto w oczy. Zbliżył się do niej - Byłeś bardzo dzielny - dodała.
- Nie dziękuj mi - rzekł i zanim zdążyła zaprotestować, objął ją i pocałował. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, zdając sobie sprawę, jak bardzo brakowało jej jego ust. Dotykała jego szorstkich policzków, delektując się chwilą. Zdała sobie sprawę, że byłaby gotowa dać mu coś więcej, ale mężczyzna przerwał pocałunki. Nie chciał się z niczym spieszyć. Chciał ją poznać. Odprowadził ją do komnaty, skradając ostatni pocałunek.

4 komentarze:

  1. Zakładam, że ta końcóweczka to takie miłe złego początki. W końcu byłoby za prosto dla naszych gołąbeczków.
    Jestem też ciekawa co stanie się z Kiane, ten jej chłopaczek podejrzany jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a już myślałam, że ta strona całkowicie opustoszała XD Dzięki za koma :*

      Usuń
    2. Przepraszam, ze nie komentowałam, ale zazwyczaj po powrocie z pracy padam na twarz i najzwyczajniej nie mam siły na nic. A to wszystko dlatego, że postanowiłam nie obijać się całe wakacje. Ech...życie...

      Usuń
    3. Spoko, raczej miałam na myśli, że ogólnie mało osób tu zagląda, a ja nie mam czasu ani siły na bawię nie się w koma za koma :/

      Usuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony