piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział VII: Koszmarna rzeczywistość

Władca Podziemi siedział samotnie na kamiennych schodach z zasępioną twarzą. Gdyby ktoś spojrzał mu w oczy, wychwyciłby w nich tylko przerażającą pustkę. Trudno odgadnąć, co też czaiło się w najgłębszych zakamarkach jego umysłu. Szalejąca tam burza siała spustoszenie, nie pozwalając trzeźwo myśleć. Starał się skupić na faktach i nie dać pochłonąć emocjom, ale było to równie trudne, jak sprawowanie rządów w Krainie Umarłych.
Przeczesał włosy dłonią i spojrzał przed siebie. Jak zwykle ujrzał nieprzyjemną dla oka pustkę. Najmniejsze nawet źdźbło trawy nie miało prawa zakiełkować w twardej ziemi, której nigdy nie nawiedzał zbawienny deszcz. Brak przyrody nie pozwalał rozmnażać się żadnym gatunkom, które zapełniały Ziemię. Jedyny dźwięk, jaki czasem odwiedzał te ponure miejsca, to odgłos przelatującego wiatru. Taka sama pustka wypełniała jego duszę. Upił łyk ze złotego kielicha, który stał tuż obok. Znajdowała się w nim nie czerwona, lecz przeźroczysta ciecz. Ulgę przynosił tylko sen lub alkohol. Tylko tych dwóch rzeczy był pewny. Reszta mogłaby nie istnieć. Miłość jest zarazą - pomyślał - To przekleństwo, rzucone na najsłabszych.
Wstał i chwiejnym krokiem wyszedł po schodach. Po przekroczeniu progu zamku udał się do sypialni, gdzie bezwładnie upadł na łoże. To zdecydowanie nie był jego pierwszy kielich tego wieczoru. Upijał się stale od momentu, w którym dowiedział się, że być może Persefona nigdy nie chciała go oszukać. Gdyby chociaż dłużej ją znał, mógłby spekulować nad tym, jakie były jej intencje. Ale nie znał nawet własnych uczuć, co dopiero cudzych.
Przypomniał sobie jej twarz. W wyobraźni widział fiołkowe oczy, które niejednego potrafiły zahipnotyzować, pełne, różowe usta, które składały słodkie pocałunki, prosty, lekko zadarty nos, który tak zabawnie marszczył się, gdy była zła. A to wszystko okalały brązowe włosy, opadające na ramiona. Choć widzieli się tak dawno, potrafił przypomnieć sobie każdy jej ruch, gest, każde słowo. Miał wrażenie, że wraz z jej uśmiechem świat zaczyna robić się cieplejszy, jakby obdarzała go dobrem, które miała w sobie. Ale nie znał jej i nie powinien zakładać, jak się zachowa. Może rzeczywiście nie chciała tego małżeństwa, może naprawdę coś do niego czuła... Przez chwilę rozważał, czy nie zasięgnąć porady Oriona, ale nie miał ochoty rozmawiać o uczuciach z kimkolwiek. Był Panem Podziemi, który nie miał prawa do głębszych uczuć. W ogóle nie powinien był wplątywać się w relacje niestosowne dla ogółu, jednak coś sprawiało, że nie mógł przestać o niej myśleć, jakaś niewidzialna siłą ciągła go do niej z niesamowitą mocą. I wtedy podjął ostateczną decyzję. Nie dbał o opinie prostego ludu, wszakże był bogiem i mógł robić, co mu się żywnie podobało. Za bardzo zaprzątał sobie głowę światem na górze. W końcu był Panem Podziemi, do diaska! W jednej chwili zebrał się w sobie i wstał z łóżka. Chwiejnym krokiem wyszedł z zamku i nie zważając na pytania Oriona, udał się do stajni. Wierny wierzchowiec, który właśnie przeżuwał siano, momentalnie podniósł łeb na dźwięk kroków. Jego oczy spoczęły na podpitym mężczyźnie. Niespokojnie przestąpił z nogi na nogę. Hades wziął do rąk siodło, przy okazji zrzucając z szafki inne. Nie zważał na tak błahe rzeczy, zapewne sam nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo alkohol zamroczył mu umysł. Nie myślał trzeźwo. Dosiadł zwierzę i wyruszył do tak znienawidzonego przez siebie miejsca.
***
Kora straciła resztki chęci do życia. Przyszłość nie malowała się dla niej w jasnych barwach, a wręcz przeciwnie, było coraz gorzej. Kiedy tylko mogła, wznosiła oczy do nieba i błagała wszechświat, żeby ją pochłonął.
Spojrzała w zachmurzone niebo. Tego ranka nie miała ochotę na czyjąkolwiek obecność. Nie chciała jeść śniadania z matką i udawać, że wszystko jest dobrze, czy rozmawiać z Kiane i nie móc jej powiedzieć, jak fatalnie się czuje. Dawniej rozmawiała z nimfą o wszystkim. Tak wiele się wydarzyło od czasów, kiedy razem bawiły się beztrosko na łąkach i zrywały kolorowe kwiaty do cudownie pachnących bukietów. Zdradzały sobie sekrety i marzenia. Obie chciały mieć wspaniałych mężów, gromadkę pociech i spokojny dom. Nie zdawały sobie wtedy sprawy, że takie życie nie jest im pisane, że ograniczeń związanych z urodzeniem nie da się pokonać. A co stanie się z Kiane, gdy Kora będzie już żoną Adonisa? Po mimo tego, że ich stosunki w ostatni czasie gwałtownie się ochłodziły, dziewczyna nie chciała się rozstawać z jedyną przyjazną duszą. Niemniej, miała ostatnio wrażenie, że nimfa coś przed nią ukrywa. Gdyby nie nadchodzące wydarzenia, Kora zapewne dążyłaby do tego,by wyjaśnić wszystkie waśnie, jakie pomiędzy nimi zaszły. Teraz jednak, jej umysł zaprzątały tylko zmartwienia.
Skupiła się na drodze, którą szła. Chciała dojść do jeziora, które mieściło się niedaleko. Tylko tam mogła zaznać chwili spokoju. Przemykała pomiędzy drzewami, nie zwracając uwagi na to, że jej suknia pląta się pomiędzy niskimi krzakami. W tej chwili pragnęła być nikim, utopić się w potoku niewiedzy, by bez przeszkód móc opuścić te wszystkie okropne sytuacje, które miały ją niebawem spotkać. Czym sobie na to zasłużyła? Rozmyślania przerwał jej widok jeziora, niezmąconego ludzką stopą. Woda, otoczona zewsząd zielenią, zdawała się śpiewać razem z delikatnym wiatrem, tańczącym po jej tafli i między drzewami. Spokój, który nieprzerwanie tam trwał,  napełniał Korę nadzieją. Przypominał jej zamek Hadesa. Wraz ze wspomnieniem jego cichych korytarzy, krętych schodów i zimnych pomieszczeń, przeszły ją ciarki. Nie chciała znów powracać do wydarzeń z tego mrocznego miejsca. Była zła na boga umarłych. Jeszcze kilka dni temu wierzyła, że przyjedzie i ją uratuje, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Śniła każdej nocy, że Pan Podziemi wyrwie ją z tego koszmaru i uczyni jej życie sensowniejszym. Niestety żadne z jej marzeń się nie spełniło. W końcu zaczęła żywić do niego niewypowiedziany żal i gniew. Nie miała ochoty już nigdy go oglądać. Chciała zapomnieć, że kiedykolwiek widziała jego pociągającą twarz, chciała zapomnieć,jak wspaniały miał charakter, chciała zapomnieć, jak cudownie całował. Uprzytomniła sobie, że to wszystko było złudzeniem, że przypisywała mu cechy na podstawie swych snów i przeczuć; cechy których nigdy nie posiadał. Nie był śmiałkiem, który oddałby za nią życie. Uklękła na lekko zroszonej trawie, nie przejmując się zimnem. Spojrzała w taflę wody. Odbijał się w niej rysunek młodej kobiety, której nie poznawała. Bezradność czyniła ją słabą. Zniosłaby wszystko, ale nie to, iż nie może nic poradzić na swój los. Nienawidziła być zależną od innych. Nikt nie miał prawa rozporządzać jej życiem. Jednak bała się sprzeciwić matce i Zeusowi. W środku umierała każdego dnia. Czy dla kobiety może być coś straszniejszego, niż małżeństwo bez miłości? Zdawało się jej, że to najgorsza karta dana od losu, ale nie wiedziała, że istnieją tysiąckroć gorsze rzeczy od planowanego małżeństwa. Życie bywa okrutniejsze, niż może się wydawać. Nieszczęścia przychodzą, gdy już się wydaje, że wszystko jest w porządku, że nic nie może zmącić idealnego na pozór życia.
Kora zamoczyła dłonie w lodowatej wodzie i przetarła nimi twarz. To skutecznie wybawiło ją ze wspomnień o nim. Jeszcze raz przetarła oczy i wstała. Odwróciła się i już miała udać się w drogę powrotną, gdy coś ją zatrzymało. Usłyszała świst butów przesuwanych po liściach. Poczuła znany ucisk w żołądku. Zapewne Kiane już ją dogoniła i będzie ponaglać do powrotu. Dziewczyna odwróciła się z powrotem i już zaczęła układać w myślach przeprosiny za niespodziewanie zniknięcie. Jej źrenice rozszerzyły się niespodziewanie, gdy z krzaków wyszedł mężczyzna. Spoglądała na niego w ciszy, nie wiedząc, czego się spodziewać. Miała uciekać? Była na to zbyt dumna. Chłopak okrążył jezioro, witając się z ukochaną.
- Co tu robisz? - zapytała, zakładając ręce na klatkę piersiową. Czy długo ją obserwował?
- Przyszedłem porozmawiać - odrzekł - O nas.
Dziewczyna jeszcze bardziej rozszerzyła oczy. "O nas? Nie ma żadnych nas" - zakpiła w myślach. Czysta grzeczność powstrzymała ją przed wypowiedzeniem tych słów na głos. Chłopak podszedł bliżej, uparcie wpatrując się w jej oczy.
- A więc rozmawiajmy - powiedziała, robiąc krok do tyłu. Nie mogła znieść jego wzroku, więc szukała oparcia, zerkając w niebo, które pojaśniało wraz ze wschodem słońca. Adonis przestąpił z nogi na nogę i podszedł na tyle blisko, by wymusić na  niej patrzenie sobie w oczy. Robiła to z niemałym trudem. Przez chwilę pożałowała nawet, że poszła sama tak daleko od domu. Chłopak nagle chwycił ją za plecy i mocnym szarpnięciem przyciągnął do siebie. Jedną dłoń położył jej na biodrze, a drugą na karku i z siłą przycisnął jej usta do swoich. Dziewczyna z przerażenia nie mogła się ruszać. Całował szorstko, gwałtownie i dopiero gdy zorientował się, że Kora nie oddaje pocałunków, odsunął się od jej twarzy. Odnalazła w sobie resztki odwagi i z całą siłą uderzyła go w twarz. Kiedy zobaczyła gniew w jego oczach podniosła drugą rękę w geście obrony, ale chwycił ją za przedramię.
- Ranisz mnie! - wykrzyczała, ale to najwyraźniej na niego nie podziałało. Zaczął z zadziwiającą siłą błądzić po jej ciele. Próbowała się wyrwać, ale szamotanina spowodowała tylko, że upadła i pogorszyła swoją pozycję. Myślała już, że nadejdzie najgorsze, gdy chłopak bezwładnie opadł obok niej. Dziewczyna leżąc w potarganej sukience, uniosła głowę do góry i zobaczyła jego. Trzymał w ręce kamień i spoglądał na leżącego Adonisa. A więc jednak przybył. Podał jej rękę, ale nadal leżała, nie mogąc się ruszyć. Widząc ją, taką bezradną i drżącą, objął ją w pasie, podniósł delikatnie i posadził na koniu.
- Mogę cię zabrać ze sobą - powiedział zachrypniętym głosem. Lekkie skinięcie głowy sprawiło, że mężczyzna wsiadł na konia i wyruszył z powrotem do Krainy Umarłych, z trudem powstrzymując się od zabicia nieprzytomnego nadal Adonisa.
***
- Długo jej nie ma - w głosie Kiane słychać było niepokój. Zaczynała się martwić o Korę, która zapewne postanowiła zrobić sobie poranny spacer. Nimfa już wyobrażała sobie wściekłość Demeter, gdy ta dowie się, że jej córka spaceruje samotnie - Pójdę jej poszukać - zakomunikowała nimfom, starając się zbytnio ich nie martwić. Zastanowiła się przez chwilę. Dokąd mogła pójść jej przyjaciółka? Zapewne chciała być sama i zawędrowała do swojej kryjówki. Myślała, że Kiane o niej nie wie, ale dziewczyna była bardziej sprytna, niż wydawało się to córce Demeter. Doskonale wiedziała, że Kora uwielbiała pewne miejsce przy jeziorze. I właśnie tam miała zamiar się wybrać. Droga zajmowała chwilę, więc uprzedziła pozostałe dziewczyny, by zajęły Demeter, gdyby nie wróciła na czas.
Kiane modliła się w duchu do Artemidy, by dziewczyna szybko się znalazła. W pośpiechu dotarła do owego miejsca. Widok, jaki tam zastała, sprawił, że zakryła dłonią usta. Zachowując zimną krew podbiegła do leżącego na ziemi Adonisa. Z tyłu głowy sączyła mu się lepka krew. Dziewczyna przewróciła go na plecy, nabrała wody w dłonie i ochlapała go kilkakrotnie. Zbudził się dopiero po kilku dłuższych chwilach. Powoli otworzył oczy i od  razu przyłożył rękę do głowy.
- Co tu się stało? Gdzie Kora? - nimfa zalała go falą pytań - Możesz wstać?
Chłopak podniósł się. Chciał coś powiedzieć i poczuł, że pali go policzek. Ta dziewczyna miała więcej siły, niż mu się zdawało. Kiane pomogła mu iść. Miał mrówki przed oczami. Droga powrotna dłużyła się im niemiłosiernie. Gdy wreszcie dotarli, Adonis z niewypowiedzianą ulgą usiadł na ławce. Demeter była już na miejscu. Zdziwiła się widząc podtrzymującą mężczyznę nimfę. Nakazała jej opatrzyć biednego syna Afrodyty. Kiedy pierwsze emocje opadły, Pani Żniw poprosiła o wyjaśnienia.
- Chciałem zrobić Korze niespodziankę. Przyszedłem tu jeszcze przed wschodem, ale jej nie zastałem. Zawędrowałem więc do lasu, udałem się nad staw, gdzie miałem szczęście ją spotkać. Rozmawialiśmy miło, kiedy poczułem tępy ból z tyłu głowy. Tyle pamiętam - kłamanie wychodziło mu wyśmienicie. Puls nawet na moment nie przyśpieszył, gdy łgał wymyśloną historyjkę.
Demeter zamyśliła się. Ktoś uprowadził jej córkę. Jeśli szybko jej nie znajdzie, ślub przełoży się w czasie. Zeus będzie zawiedziony. Widząc jej zmartwioną twarz, Adonis uśmiechnął się.
- Nic się nie martw, pani. Odnajdę ją - powiedział z dziką pewnością siebie.
***
Kora czuła jak wpada w czyjeś mocne, a zarazem delikatne ramiona, ale nie wiedziała co się dzieje. Była oszołomiona tym, co się wydarzyło. Podarta i brudna sukienka pozornie wisiała na jej ciele, dlatego Hades okrył ją swoim płaszczem. Włosy miała potargane, a twarz mokrą od wylanych łez. Dopiero gdy dotarli do zamku i znalazła się bezpiecznie w jednej z komnat, mogła odzyskać panowanie nad ciałem i rozumem. Powoli zaczęła przyswajać, że wszystko jest już dobrze.
- Niedługo przyniosę ci nową suknię. Powinnaś wziąć kąpiel, woda jest już ciepła - powiedział jej wybawca, wchodząc do pokoju. Spojrzała na niego, nadal trochę przestraszona.
Wstała i pozwoliła, by zaprowadził ją do komnaty. Parująca woda w wannie już na nią czekała. Z przyjemnością zanurzyła w niej obolałe ciało. Po szamotaninie z Adonisem zostało jej kilka zadrapań i siniaków. Poczuła się wspaniale. Wokół wanny stały wysokie świeczniki, pozornie oświetlając pomieszczenie. Nie potrafiła powiedzieć, ile czasu spędziła zanurzona po szyję, ale potrzebowała oczyszczenia. Oczyszczenia z jego brudnych rąk, brutalnych uścisków i tych niechcianych pocałunków. Na samo wspomnienie robiło się jej niedobrze. Nie spodziewała się po przyszłym mężu takiego zachowania. Jak dotąd był stosowny i miły. Powinna była wcześniej zobaczyć tę żądzę w jego oczach, odczytać niecne zamiary w słowach, gestach... Zamknęła oczy, starając się odgonić od siebie złe myśli. Chciała, by był to tylko zły sen, ale taka była koszmarna rzeczywistość.
W końcu postanowiła wyjść z wanny. Wstała, pozwalając by krople spadały po jej ciele. Nagle zorientowała się, że wokół siebie nie ma ani ręcznika, ani nowych szat. Po raz pierwszy od feralnego wydarzenia wydobyła z siebie głos i kilka razy zawołała gospodarza zamku. Zjawił się szybciej, niż myślała. Zapukał trzy razy, zanim dostał pozwolenie na wejście. W półmroku świec zobaczył jej ciało. Zakrywała miejsca, których nie powinien widzieć, ale bez trudu dostrzegł rany. Położył ręcznik i nową sukienkę zaraz obok niej i stał jeszcze przez chwilę. Kora dopiero teraz wyczuła od niego alkohol.
- Jesteś pijany - stwierdziła - I nie chcesz mnie wykorzystać? Nie chcesz mnie skrzywdzić? - zapytała z mieszanymi uczuciami.
- Nie chcę cię skrzywdzić, Persefono - mówiąc to, odwrócił się i odszedł, pozostawiając zagubioną dziewczynę samą.
Nie wiedziała, co ma myśleć. Gdy zamknął za sobą drzwi, owinęła się ręcznikiem i ubrała. Biała szata była taka delikatna i pachnąca, a w dotyku miękka. Upięła włosy w warkocza i wróciła do tej samej komnaty, w której znajdowała się wcześniej. Nie czekając, aż przyjdzie noc, położyła się na łoże, przykryła kołdrą i zasnęła. Śniło jej się wszystko. Matka, która z odrazą spogląda na swoje dziecko i kręceniem głową wyraża dezaprobatę. Śniła jej się Kiane, ze smutkiem spoglądająca w ziemię. Dopiero,gdy Kora dotknęła jej ramienia, uniosła głowę. Jej wzrok wyrażał nieme przeprosiny. Widziała też tą gnidę, Adonisa, który śmiał się jej w twarz. A potem zobaczyła jego. Siedział zasępiony na swym tronie i nie spoglądał na nikogo. Wydawał się smutny, jakby coś go gnębiło. Chciała podejść, powiedzieć dobre słowo, ale nie mogła się do niego dostać. Im bardziej chciała się do niego zbliżyć, tym bardziej się oddalała. Nagle zza tronu wyłoniła się ciemna postać, która jednym ruchem przeszyła go mieczem. Z boku Hadesa trysnęła krew, brudząc wszystko dookoła. Dziewczyna zaczęła przeraźliwie krzyczeć. I wtedy się obudziła.
- Już dobrze, to tylko zły sen - usłyszała głos. Hades trzymał ją w ramionach. Ciężko i nienaturalnie szybko oddychając, przestraszona koszmarem, wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Możesz tu zostać? - wyszeptała.
- Jeśli tego chcesz... - gdy skinęła głową położył się obok. Tak czuła się bezpieczniej. Przy nim nic jej nie groziło.


Wprawdzie miałam nie pisać aż do powrotu, ale nie mogłam się powstrzymać ;) Gdyby nie mój osobisty bohater, który pomógł mi przestawić klawiaturę angielską tak, by pisała polskie znaki, rozdziału by nie było, tak więc... Dedykuję ten rozdział najlepszemu informatykowi, jakiego znam :D Miłego czytania ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony