środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział IX: Niepokonani

Hades, choć sam nie chciał się do tego przyznać, cieszył się z obecności Persefony. Pojaśniał nie tylko zamek, ale także jego dusza. Zapomniał już jakie to uczucie. Kiedy ostatnio był w takim nastroju? Wiele lat temu. Nie myślał, że jeszcze kiedyś dane mu będzie poczuć smak miłości. Miłość. Nie mógł zaprzeczyć, że zakochał się w młodej dziewczynie bez reszty, obdarzył ją uczuciem, o które sam siebie nie podejrzewał. Jedno tylko nie mogło mu dać spokoju. Dlaczego nie powiedziała mu prawdy? Dlaczego zataiła swą tożsamość? Dlaczego zgodziła się wyjść za Adonisa? Musiał to czym prędzej wyjaśnić. Nie chciał stracić tego, co udało im się zbudować przez te, zaledwie dwa dni. Zerwał się ze swojego zimnego tronu i skierował kroki ku komnacie, w której spoczywała. Przeszedł pusty korytarz i wspiął się po krętych schodach, aż napotkał drewniane drzwi. Zapukał delikatnie, nie chcąc jej przestraszyć. Gdy usłyszał pozwolenie, wszedł do środka. To co tam zobaczył, wprawiło go w lekkie osłupienie.
Całe pomieszczenie wypełnione było kwiatami. Róże i fiołki pokrywały szafki, goździki, hiacynty i piwonie pokrywały kamienną posadzkę, a na oknie spoczywały dumnie stokrotki. Brakowało tylko narcyzów. Wśród zieleni Hades dostrzegł ją, zawstydzoną, z rękami założonymi za plecami, niewinnie wpatrującą się w jego oblicze. Czyżby się bała? Czyżby pomyślała, że będzie zły? Spuściła wzrok, jak małe, psotne dziecko. Mężczyzna zdobył się na uśmiech i odgarniając rośliny, zaczął kierować się w jej stronę. Gdy znalazł się blisko, spojrzała mu w ciemne, jak noc oczy i wyszeptała przeprosiny. Zastanowił się przez chwilę, po czym rzekł:
- Nie wiedziałem, że masz takie umiejętności. To dosyć... niespotykany widok - mówiąc to, dotknął jej bladego policzka. Zimną dłonią odgarnął włosy z jej czoła. Uśmiechnęła się.
- Nie jesteś zły? - dziwnym wydawał jej się fakt, że bóg podziemi jest tak spokojny i opanowany. W końcu nie codziennie ktoś przerabia jego ponury zamek w szklarnię.
- Dlaczego miałbym być zły? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Persefona zamyśliła się. Była pewna, że na tym podłym świecie nie istnieją już tacy mężczyźni. Jakby chcąc podziękować mu za to, że po prostu był, przybliżyła jego swe usta do jego twarzy. Hades już prawie zapomniał, po co przyszedł. Nie wiedział, czy dobrze robi, ale nie mógł dłużej znieść niewiedzy.
- Musimy porozmawiać - powiedział zachrypniętym głosem, niechętnie przerywając tak przyjemną czynność. Przestał ją obejmować i podszedł do okna, by nabrać w płuca zimnego powietrza. Kora usiadła na łożu, zastanawiając się, co też mężczyzna ma do powiedzenia.
- Wyjaśnisz mi, dlaczego kłamałaś? - powiedział, nie ukrywając żalu. Oparł się rękami o zimny kamień. Stał tyłem, więc dziewczyna nie mogła widzieć jego twarzy. I tak zapewne, niewiele mogłaby z niej wyczytać. Wiedziała, że w końcu ją o to zapyta. Zastanawiała się, co powinna odpowiedzieć. Teraz wiedziała, że najodpowiedniejszym było wyznać prawdę.
- Nie chciałam, by matka wiedziała o naszych spotkaniach. Nie znałam cie i nie wiedziałam, czy mogę ci ufać, wolałam więc, żebyś znał mnie jako Persefonę. To wszystko - wyznała, zaciskając dłonie na skrawku sukienki. Hades wypuścił długo wstrzymywane powietrze z ust.
- A co z Adonisem? - na dźwięk tego imienia, dziewczyna wzdrygnęła się. Nie chciała o nim rozmawiać, ale wiedziała, że im szybciej zakończy ten temat, tym szybciej zapomni o minionych wydarzeniach. Wstała i również podeszła do okna.
- Nie miałam wyjścia. Nie wiedziałam, czy jeszcze kiedykolwiek będziesz chciał na mnie spojrzeć po tym nieporozumieniu. Ja... Bałam się przeciwstawić matce i Zeusowi - mówiąc to zadrżała i choć bardzo nie chciała, pozwoliła, by z jej oczu popłynęły łzy. Widząc to, mężczyzna nie mógł zachować się obojętnie. Od razu wziął ją w swe ramiona i zaczął uspokajać.
- Przepraszam. Nie powinienem był wątpić w twoje intencje - przyznał, szczerze żałując poruszenia tematu. Dziewczyna odwróciła się i dotknęła jego szorstkiego policzka. Znów podarowała mu pocałunek.
- Marzyłam o tym, żeby się tu znaleźć - przyznała, uśmiechając się - Moja matka powiedziała mi kiedyś, że pocałunki nie są obietnicami, ale to nieprawda. Ja obiecuję, że zawszę będę darzyć cię uczuciem - wyznała, mocno do niego przywierając.
***
Chłopak wstał i wyprostował nogi. Rześkie powietrze szybko wpadło mu do płuc, gdy wyszedł z namiotu. Dosiadł konia i pognał przed siebie. Z początku nie zastanawiał się nad celem swej przejażdżki, ale napotykając kolejno sosny i świerki, postanowił odwiedzić starego przyjaciela. Skierował konia na wschód i wypadł z lasu. Przemierzył łąki i pola, aż w końcu odnalazł skrawek cywilizacji. Zszedł z konia i zaprowadził go do stajni. Gdy upewnił się, że nikt go nie ukradnie, płacąc pewnemu wieśniakowi, udał się na agorę. Ukazał mu się znajomy widok natrętnych kupców, bezczelnie starających się mu wepchać w ręce niechciane przedmioty, hojnie obdarzone urodą dziewki, chcące usidlić go za pomocą swych atutów i z pogardą patrzących nań mężów, po cichu zazdroszczących mu sławy. Adonis był znany w całej Grecji, a Ateny nie były wyjątkiem. Tylko jeden człowiek traktował go na równi z sobą. Tylko jedna osoba potrafiła wytknąć Adonisowi błędy. I tylko jedna osoba nie miała z tego powodu żadnych problemów. Syriusz nie był bogiem, ani herosem. Jego ojciec nigdy nie okrył się chwałą, był tylko prostym kowalem, matka zaś nie była księżniczką z Krety, a zwykłą zielarką. Los jednak sprawił, że drogi tych dwóch niesfornych chłopców przecięły się pewnego razu i stykały się z sobą do dziś. W domu przyjaciela Adonis zwykł przesiadywać, gdy miał dość matki, olimpijskiego zgiełku i nimf. To właśnie Syriusz towarzyszył mu na polowaniach, to z nim po raz pierwszy posmakował dziewiczych piersi. Razem byli silniejsi, składając ciosy na twarzach ateńskich opryszków, gdy w ciemną noc, spici do nieprzytomności napatoczyli się w ciemnym zaułku. Chłopak zdecydowanie mógł nazwać to miejsce drugim domem. Skierował kroki do kamiennego budynku. Nie pukając wparował do środka, czym nie zdziwił mieszkańców. Po krótkim przywitaniu nakłonił przyjaciela na mały spacer. Oczywiście polecił, by ten wziął ze sobą łuk i strzały. Nie dało się ukryć, że dzięki przyjaźni z Adonisem, rodzina wiele zyskała. Wznieśli się na wyższy szczebel hierarchii społecznej, zyskując przywileje, dobra materialne, szacunek i nietykalność. Adonis wrócił z przyjacielem po konia i po chwili oddalili się od centrum miasta, by wyruszyć na polowanie.
- Dawno cię tu nie było. Pewnie zatrzymała cię jakaś wyjątkowo urodziwa dziewka, albo spodobało ci się życie u góry, co? - zaśmiał się Syriusz, odsłaniając zęby. Był dużej postury blondynem. Gdy robiło się wilgotno, końcówki włosów zaczynały mu się skręcać. Miał pociągłą twarz, dwa błyszczące szmaragdy zamiast oczu i duży, orli nos. To on sprawiał, że chłopaka postrzegano raczej jako przeciętnego, a nie przystojnego. Kiedy towarzyszył mu Adonis, jego atrakcyjność spadała prawie do zera. Na biodrach nosił lekko fioletowe pręgi, które pojawiły się gdy nabrał masy. Był taki czas, gdy bardzo głodował. Potem rzucił się na jedzenie i jego ciało nie wytrzymało tak szybkiej zmiany. Tylko dzięki Adonisowi udało mu się przywrócić dawną postać. Chłopak spojrzał na przyjaciela i zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Czyli jednak kobieta - skwitował, przedzierając się przez zarośla.
- Żenię się - wypalił pół-bóg, patrząc nieobecnie w dal.
- Co? - Syriusz zarechotał - Adonis, chłopak, który zapoznał mnie ze słowem "burdel", w końcu daje się usidlić? Wybacz przyjacielu, ale nie uda ci się mnie nabrać - powiedział z przekonaniem. Przestał się dławić śmiechem dopiero, gdy zobaczył minę towarzysza. Odchrząknął i nadal nie dowierzając zaczął wypytywać o szczegóły. Gdy syn Afrodyty opowiedział mu wszystko z większą lub mniejszą dokładnością, wypalił:
- A już się martwiłem, że się zakochałeś. Skoro jednak napadłeś na nią jak dzikie zwierzę, gdy była kompletnie sama i nie miała się jak obronić, nic się nie zmieniło. Co teraz zamierzasz, gdy twoja uciekająca panna młoda zniknęła? - zapytał kpiąco.
- Jak to, co zamierzam? Muszę jakoś spuścić ciśnienie. Najpierw polowanie, a potem zobaczymy - zaśmiał się, jak za dawnych czasów.
***
Hades i Persefona wędrowali po pustkowiach, oddając się przyjemnej rozmowie. Dziewczyna trzymała się go pod rękę i wydawało jej się przez chwilę, że mogłoby być tak zawsze. Mogli by tak spacerować, aż zabraknie im sił, nogi odmówią posłuszeństwa, skóra stanie się pomarszczona i zwiotczała, a włosy pokryje siwizna. Bo czym były skarby młodości, kiedy nie można ich było dzielić z ukochaną osobą? Były jak władza w wymarłym królestwie. Nikt nie chciał być królem bez poddanych, którymi mógłby rządzić.
- Chciałbym ci kogoś przedstawić - rzekł mężczyzna, wyrywając ją z zamyślenia. Zauważyła, że znaleźli się w zniszczonej dolinie. Zupełnie nie zważając na jego wcześniejsze słowa, zapytała, wskazując palcem na miejsce przed nimi:
- Co jest za tym wzgórzem?
Zrobiło jej się duszno. Poczuła swąd dymu, drażniący w nozdrza. Ogarnął ją niepokój, dlatego mocniej złapała się jego ręki, jednocześnie drugą dotykając głowę.
- Źle się czujesz? Cholera, nie powinienem był cię tu przyprowadzać. Jesteśmy zbyt blisko Tartaru - wyjaśnił. Upewniwszy się, że dziewczyna może iść dalej, skierowali się w prawo. Szli jeszcze chwilę, aż zobaczyła ogromną pustynię, na której znajdowali się sami mężczyźni. Było ich setki, a może nawet tysiące. Kora czuła na sobie ich pożądliwy lub ironiczny wzrok, więc spuściła głowę i starała się nie zwracać nań uwagi.
- Kim oni są? - wyszeptała do Hadesa, nie ukrywając niepokoju.
- To moja armia - odparł spokojnie, choć sam nadal był sceptycznie nastawiony do pomysłu przyjaciela.
- Armia? Po co ci armia? Hadesie, czy ja o czymś nie wiem? - wydawała się być już lekko poddenerwowana. Nie odpowiadając na pytania, mężczyzna poprowadził ją do drewnianej chatki, gdzie zastała pochylonego nad papirusem mężczyznę. Wydawał się być w średnim wieku. Gdy spostrzegł swego pana i jego towarzyszkę, zerwał się z miejsca i zaczął nisko się kłaniać.
- Persefono, to mój przyjaciel, Orion - oznajmił mężczyzna, zdobywając się na lekki uśmiech. Kora, jak przystało na grzeczną boginię przywitała się serdecznie. Starszy mężczyzna nie wzbudził w niej jednak sympatii. Wydawał się przesadnie miły, co nadawało jego zachowaniu sztuczności. Po krótkiej rozmowie Hades wyczuł pochmurny nastrój ukochanej i postanowił więcej jej nie trudzić. W drodze powrotnej, nie omieszkał zapytać o wrażenia.
- Co o nim sądzisz? - był ciekaw jej reakcji.
- Długo się znacie? Jest miły, naturalnie, lecz nie ufałabym mu na zbytnio - wyznała szczerze. Hades wziął jej słowa pod uwagę, ale szybko o nich zapomniał. Przecież znał Oriona, a to, że zajmował się jego armią było wystarczającym dowodem lojalności.

Siwy mężczyzna patrzył jak jego pan i bogini oddalają się, aż pozostały z nich niewyraźne plamy. Gdy całkowicie zniknęli mu z oczu, od razu zabrał się do działania. Długo zastanawiał się, co zrobić z przybyłymi mężczyznami. Cieszył się, że Hades zgodził się powiadomić śmiertelników o swych zachciankach. W szybkim czasie Charon dostarczył im zadowalającą jak na początek liczbę złoczyńców. W pierwszym zamyśle miał zamiar sam ich sprawdzić, ale zajęłoby to wieki, a i jego kości nie były tak młode jak myślał. Dopiero po przestudiowaniu ksiąg znalazł doskonały sposób. Posegregował mężczyzn i rzędami zaczął sprawdzać ich umiejętności. Ci łagodniejsi zostali przywódcami swych grupek i po kolei zostali zsyłani do Tartaru. Ci, którym udało się z niego wyjść cało, byli godni służyć Panu Ciemności. Orion wiedział, że armia musi składać się z lojalnych żołnierzy. Oczami przyszłości widział już wygrane bitwy i swego pana na zeusowym tronie. By jednak do tego doszło, musiał wyszkolić tych, jak na razie żałosnych mężczyzn. Musieli być niepokonani.
***
Ciemność sprzyja złym zamysłom. Dwóch bogów po raz kolejny zgromadziło się w opuszczonym zamku, by knuć i spiskować przeciwko najwyższemu z bogów. Nikt nawet nie podejrzewał, że Posejdonowi tak bardzo zależało na władzy. Już prędzej posądzono by o to Hadesa, który był przecież uosobieniem zła i nieszczęścia. Ares jednak, był większym niebezpieczeństwem, niż Pan Ciemności. Nie zależało mu na władzy. Po prostu uwielbiał siać bezsensowny z pozoru chaos. Podczas niebezpieczeństwa z ludzi wychodzi ich prawdziwa natura. Wtedy ujawniają się ich dzikie instynkty. Nigdy nie wiadomo co zrobi bóg, by przetrwać. Wojna była jedynym sensownym sposobem na przetrwanie w tym świecie.
- Plan jest taki... - zaczął bóg w złotej zbroi - Kiedy planety ustawią się w odpowiedniej konfiguracji będziemy mieli pełne prawo, by bez konsekwencji wejść do Tartaru i uwolnić paru starych przyjaciół - oznajmił z ironicznym uśmiechem.
- A Hades? Skoro zaczął zbierać armię, musi coś przeczuwać... - zaczął wysuwać swe tezy Posejdon. Ares zmarszczył brwi. Nie lubił, gdy współtowarzysz zaczynał samodzielnie myśleć. Uważał boga mórz za mało inteligentnego. Bardziej wierzył w siłę jego mięśni i umiejętności związane z wodą.
- Nie martw się. Wraz z nadejściem moich przyjaciół wszystko się zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony