wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział VI: Śpiewające ptaszki

Dni mijały, a każdy był taki sam. Nic się nie zmieniało. Kora żałowała, że nie jest zwykłym człowiekiem, który w akcie desperacji prosi o pomoc niebiosa. Ale do kogo ona miała się modlić? Komu miała składać ofiary? Nie mogła sprzeciwić się matce, choć bardzo tego chciała. Co dzień czuła ten rozdzierający ból w klatce piersiowej, gdy myślała o zbliżającym się ślubie. I wtedy przypominała sobie o tym, co mówiła Kiane. Kora dźwigała na swych barkach obowiązek większy niż księżniczka. Każda córka władcy była tylko przedmiotem do zawarcia sojuszu i płynącym z niego korzyści. Od dziecka panny te wychowywane były tak, by zaspokajać pragnienia przyszłych mężów. Nie interesowało ich nic poza dobrymi manierami, ślicznymi sukienkami i wystawnymi balami. Z tą myślą Kora uświadomiła sobie, że na początku też taka była. Pełna nadziei i ufności. Była naiwna, sądząc, że czeka ją życie jak w bajce. Żyła nieświadoma tego, jacy naprawdę są bogowie i jakimi pobudkami się kierują. Nie sądziła, że prawda okaże się aż tak ciężka. Nie sądziła, że będzie musiała żyć wbrew sobie. Może gdyby nie poznała Hadesa łatwiej byłoby jej poślubić Adonisa.
Ale było już za późno. Poznała kogoś, kto pociągał ją bardziej, niż narcystyczny syn Afrodyty. Pan Ciemności, który nie lubił okazywać uczuć, nie szukał poklasku, stronił od wszystkiego co żywe, jak tylko mógł całkowicie podbił jej serce. Przez ostatnie dni rozważała jeszcze, co mogłaby zrobić, gdyby dał jej znak, że nadal mu zależy. Zastanawiała się, co by było, gdyby przyjechał na swoim czarnym ogierze? Nawet nie byłaby już na niego taka zła, wystarczyło, by ją uratował.
Odgoniła od siebie sny i przetarła zaspane oczy. Już miała wstać, gdy jej myśli jeszcze raz pobiegły w stronę księżniczek i ich poświęceń. Nagle Kora coś sobie uświadomiła. Księżniczki żeniono po to, by zyskać ziemie, tytuły i inne dobra. Ale co ona miała, poza swym urodzeniem? Dlaczego musiała poślubiać Adonisa? Nie miała mu nic do zaoferowania. Nagle w jej głowie pojawił się cień nadziei. Jeśli przedstawi swe argumenty Zeusowi w taki sposób, by przyznał jej rację, nie będzie musiała nikogo poślubiać! Już dawno tak szybko się nie ubrała. Kiane upięła jej włosy w średniej wielkości warkocze, a potem zakręciła je, stwarzając kok. Parę razy mocno pociągnęła ją za kosmyki, co bardzo rzadko się jej zdarzało. Wydawała się jakaś nieprzytomna. Kora zapytała o jej samopoczucie, ale czarnowłosa nimfa tylko coś napomniała, że źle spała.
Tego dnia córka Demeter nie mogła doczekać się przybycia matki. Kręciła się nerwowo, co chwilę tylko niegrzecznie poganiając nimfy. Chciała jak najszybciej porozmawiać ze swą rodzicielką. Dziewczyna bała się jedynie, że na posiłek jak zwykle wprosi się Adonis. Przy nim nie będzie mogła poruszyć tak istotnej dla siebie kwestii.
A jednak szczęście jej dopisało. Zza grubych pni starych drzew wyłoniła się Pani Zbóż. Była sama. Przyodziana w mocną purpurę niosła ze sobą bochenek chleba. Zasiadła do stołu, pozwalając by zrobili to inni. Kiane rozdzieliła grube pajdy między wszystkimi i dziewczęta zabrały się do jedzenia.
Każdy szybko zakończył posiłek i jak co dzień, Demeter zabierała się już do wyjścia, kiedy Kora postanowiła wcielić swój plan w życie.
- Matko, czy mogłabym ci potowarzyszyć? - zapytała Kora, siląc się na uprzejmość. Bała się rozmowy z rodzicielką. Wiedziała, że musi być czujna i taktowna, inaczej może sobie bardzo zaszkodzić. Kobieta przytaknęła skinieniem głowy. Wyszły w las, rozmawiając o pogodzie i przyrodzie.
- Tak sobie rozmyślam... Dlaczego to ja mam zostać żoną Adonisa? To znaczy, pochlebia mi, że to mnie Zeus zaszczycił tak wspaniałą propozycją, ale ciągle zastanawiam się czy aby nie istnieje gdzieś bogata księżniczka, którą Adonis mógłby pożądać bardziej? - Kora zadrżała, uważnie dobierając słowa. Spojrzała na matkę. Ta zasępiła się na chwilę. Zastanawiała się zapewne nad odpowiedzią.
- Zeus wiedział, co robi, dając twoją rękę synowi samej Afrodyty. Stwierdził, że będziecie doskonale do siebie pasować, a ja pochwalam jego myśl. Czy nie widzisz jak świetnie mu wychodzi dopieranie bogów w pary? Spójrz na Afrodytę i Hefajstosa. Czyż to nie idealny związek? A co do twoich obaw, nie musisz się martwić. Adonis jest tak w ciebie zapatrzony, że do głowy mu nie przyjdzie, by choć spojrzeć na inną - zapewniła, oddalając się.
Kora stała, nie dowierzając jej słowom. Afrodyta i Hefajstos? Dobre sobie! To najbardziej nieudany związek na Olimpie. Plotki o jej licznych romansach docierają do najcichszych zakątków Grecji, nawet do lasu, gdzie ona i nimfy żyły w odosobnieniu.
Gdy dziewczyna ochłonęła, zaczęła zastanawiać się nad tym, co usłyszała. Czyli Zeus oddał ją Adonisowi tak po prostu. Bez żadnych dóbr, czy korzyści. Była tylko prezentem. Gdyby chociaż jej poświęcenie miało jakiś sens, byłaby gotowa wyjść za syna Afrodyty. Ale ten związek nie miał najmniejszego sensu. Wróciła do nimf i zajęła się czytaniem papirusów, by choć na chwilę zapomnieć o troskach.
***
- Czynisz jakieś postępy? - zapytał czarnowłosy mężczyzna, rzucając trzy kawałki steku Cerberowi.
- Niestety mój panie, żaden mąż Grecji nie chce służyć pod ziemią. Tchórze, pfu! - splunął z odrazą na ziemię. Hades pogłaskał bestię, która w najlepsze zajadała się śniadaniem, nic nie robiąc sobie z rozmawiających mężczyzn.
- Chciałbym jak najszybciej pozyskać armię. Aż dziw, że nie zająłem się tym wcześniej. Chciałbym mieć ludzi wiernych, zaprawionych w boju - rzekł, ku uciesze Oriona. Przybysz miał satysfakcję z tego, że udało mu się zaszczepić takie pragnienia w bogu. Przybył do Podziemi tylko w tym celu, by służyć. Nie miał innych pobudek.
- Zgadzam się z tobą, panie - przytaknął, jak zwykle. Przez parę dni, które upłynęło od ich pierwszego spotkania, Hades szybko ocenił, że Orion to człowiek lojalny, zdolny do poświęceń. Szybko mu zaufał.
- Co więc proponujesz? - zapytał Pan Ciemności, ciekawy odpowiedzi swego sługi, a zarazem nowego towarzysza.
- Pozyskajmy niewolników. Tyle miast składa ci ofiary z ludzi różnego fachu. Zazwyczaj są to złodzieje, gwałciciele, czy przemytnicy, rzadziej mordercy. Takich po prostu strącają. Gdybyś objawił się prostym ludziom i przekazał im, że życzysz sobie żywych darów, daliby ci to czego potrzebujesz. Ludzie boją się ciebie, a strach wywołuje posłuszeństwo. Nie będzie trudno nakłonić ich do tak prostych czynów - wyjaśnił, a oczy mu błyszczały, gdy objaśniał swoją tezę. Ostatnie dwa zdania utkwiły Hadesowi w głowie i huczały jeszcze przez chwilę. "Ludzie boją się ciebie"... Wiedział o tym doskonale. Kiedyś bardzo tego pragnął, potem był z tego dumny, ale teraz... Stało mu się to obojętne. Dbał o tylko jedną istotę. Szybko odgonił myśli, nawet ich nie kończąc.
- Jak zamierzasz ich tu sprowadzić?
- To proste - podłapał bystry umysł Oriona - Nakażemy Charonowi, by przysyłał nam tych nikczemników - podsunął rozwiązanie. Pan Podziemi zastanowił się.
- Wszystko świetnie, możemy ich wyszkolić, ale jak zmienimy ich ciemne umysły? Nie będą mi wierni, nie będą za mnie walczyć - przypomniał - Oczywiście jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie chcę wywoływać wojny - dodał pośpiesznie.
- O to się nie martw, mój panie. Byłem na wielu wojnach i poznałem najrozmaitsze techniki. Ja ich wyszkolę. Będziesz miał, mój panie, najlepszą armię w Podziemiach - na te słowa oboje się zaśmiali.
***
Bóg Piorunów siedział na swym żelaznym tronie i z przyjemnością kosztował ambrozję. Popijał ją nektarem. Razem ze smakiem płynu do jego głowy napływały wspomnienia.
Był dzieckiem, gdy Amaltea opowiadała mu barwne historie na temat Olimpu. Pamiętał każdy szczegół, a czasem zdawało się, że słyszy jeszcze jej zachrypnięty głos. Poświęciła całe życie, by go wychować. Do dziś Atena walczy egidą, zrobioną z jej skóry.
Pamiętał, jak wieczorami mówiła, że miękki kęs ambrozji zapewnia bogom nieśmiertelność, a słodki smak nektaru nadaje ich krwi białego połysku. Dziś wiedział, że były to tylko bajki. Wprawdzie nie tak łatwo zranić, a co dopiero zabić boga, ale to możliwe. Miał parę blizn, które były tego dowodem. Jego starsi bracia, dzięki połknięciu przez ojca zyskali wiele lat i wolniej się strzeli. On nie miał tyle szczęścia. Teraz wolał siedzieć całymi dniami, przyglądając się urodziwym dziewkom na Ziemi. Musiał mieć godnego potomka, ale na razie nie zaprzątał sobie tym głowy.Nagle do sali tronowej wparował częsty gość.
- Demeter, siostro mówiłem ci już, że jesteś mile widziana na Olimpie, ale nie możesz nadużywać mej gościnności. Chcesz ściągnąć na siebie gniew mej małżonki? - zapytał, doskonale wiedząc, jak zazdrosna potrafi być Hera.
- Usycham z tęsknoty, musiałam przybyć - powiedziała, namiętnie go całując. Usiadła obok, na oparciu tronu i zaczęła gładzić jego szorstki policzek. Z uwielbieniem patrzyła na zmarszczki, które wytworzyły się wokół jego oczu. Nic jej w nim nie przeszkadzało.
- Jak idą przygotowania do ślubu? Czy Kora... niczego się nie domyśla? - zapytał ostrożnie.
- Pytasz o to, czy twoja córka jest głupią krową, która oślepiona urodą swego przyszłego męża padła mu do stóp? - zadrwiła. Widząc jego zmieszanie, dodała: - Oczywiście, że nie. Nie wydaje się być szaleńczo zakochana, a dziś pytała dlaczego to właśnie ją wybrałeś na żonę dla Adonisa.
Zeus uśmiechnął się na wieść, że jego córka jest tak bezczelna, by kwestionować jego postanowienia. Krew z jego krwi.
- Co jej odpowiedziałaś? - zapytał z zaciekawieniem. Kobieta zaśmiała się.
- Że masz talent do swatania - Zeus zaśmiał się szyderczo.
- Z całą pewnością ci nie uwierzyła. Chyba, że nie słucha plotek. Oddałem Hefajstosowi Afrodytę, a ona puszcza się z kim popadnie. Pojąłem za żonę Herę, a zapładniam wszystko, co się rusza! - ryknął jeszcze większym śmiechem. Demeter śmiała się razem z nim. Nie przeszkadzało jej, że był tak rozpustny. Nie była zazdrosna. Kochała go ze wszystkimi zaletami i wadami.
Śmiali się tak głośno, że dźwięki przebiły się przez ściany i dotarły do uszu Hery. Kobieta patrzyła właśnie w ogromne lustro, które ustawione było przy toaletce. Spoglądała w nie każdego dnia. Była młoda i piękna. Mogła mieć każdego. Jej długie, falowane włosy opadały kaskadami na szczupłe ramiona. Okryta była białą szatą, uszytą przez jej ulubioną służkę, Iris. Złoty diadem połyskiwał na jej głowie, idealnie pasując do kolczyków i naszyjnika. Służące pomalowały ją w ten sam sposób co zwykle, nie odejmując jej twarzy naturalności.
Doskonale wiedziała z kim rozmawia jej mąż, ale nie miała prawa mu przeszkadzać. Mogła się tylko mścić na kobietach, których pożądał. Nienawidziła go. Była dzieckiem, gdy pojęła go za męża. Miała raptem 114 lat. Przed ślubem zastanawiała się tylko, jak bardzo wszystkie dziewczęta zazdroszczą jej męża. Zeus był starszy o kilkaset lat. Był jej ideałem. Pragnęła z całych sił się w nim zakochać i wydawało się jej, że darzy go głębokim uczuciem, ale po latach zrozumiała, że kochała kogoś zupełnie innego. Nieistniejący ideał. Już w noc poślubną, gdy brutalnie rzucił ją na łoże, zrozumiała jakie życie ją czeka. Nigdy nie zapomni zapachów jakie roznosiły się w tamtą noc w ich sypialni. Jej różane perfumy pomieszane z mocną wonią trunków, jakie wypił jej mąż. Nienawidziła go z całych sił. Gdyby wiedziała, na co się godzi, składając małżeńską przysięgę... Teraz przyszło jej płacić za błędy.
***
Hades był w świetnym humorze. Tego dnia nawet parę razy się uśmiechnął. Przestał w końcu myśleć o córce Demeter, w myślach nie wymieniał już jej imienia. Gawędził z Orionem na tematy wojenne, opisywał mu dokładnie czasy, w których starzec jeszcze nie żył, a Hades już walczył. Pokazał mu nawet kilka blizn i wyjaśnił, która skąd pochodzi. Mężczyźni dogadywali się coraz lepiej, a bóg czuł wreszcie, że może z kimś szczerze porozmawiać. Podczas kolacji, gdy oboje popijali wino, Cerber zaczął ujadać. Szczekał każdą z trzech głów, powodując ogromny hałas. Hades wyszedł przed zamek, a zaraz za nim ruszył Orion. Nie odstępował swego pana na krok.
- Ach, zawsze reaguje na moje przybycie tak samo. Hadesie, wytłumacz z łaski swojej tej zwierzynie, że nie jestem umarły - powiedział blondyn, odsłaniając swe białe zęby.
- Witaj Hermesie - pozdrowił go. Miał nadzieję, że chłopak nie przybywa z kolejnym zaproszeniem na biesiadę. Z pewnych powodów Hades obiecał sobie, że nigdy już się na żadną nie wybierze.
- Przybywam w odwiedziny bez zaproszeń, aczkolwiek istnieją pewne sprawy, które musimy omówić - oznajmił, ku zaciekawieniu Pana Podziemi. Czego mógł od niego chcieć ten mały krasnal?
- Chciałbym jednak porozmawiać w cztery oczy - dodał, zerkając z dezaprobatą na Oriona. Mędrzec oddalił się bez sprzeciwu, choć chętnie posłuchałby o czym to rozmawiają bogowie. Gdy zamknął za sobą drzwi, Hades i Hermes oddalili się na bezpieczną odległość. Ten drugi unosił się bezpiecznie nad ziemią. Boski posłaniec nie lubił przebywać w Krainie Śmierci. Cisza wypełniająca pustkę była przerażająca. Dlatego czym prędzej zaczął mówić.
- Ptaszki ćwierkają - powiedział. Pan Podziemi w lot pojął hasło, które przytoczył młodzieniec.
- I cóż ciekawego ćwierkają? - zapytał.
- Śpiewające ptaszki mówią wiele. Mi zaśpiewały pieśń o czarnookim mężczyźnie, który zakochał się ze wzajemnością w dziewczynie o fiołkowym spojrzeniu - zanucił z uśmiechem. Nie było mu jednak tak do śmiechu, gdy Hades jednym ruchem powalił go na ziemię. Trzymając zaciśniętą pięść nad jego twarzą, wysyczał:
- Skąd wiesz?
- Mówiłem ci już. Śpiewające ptaszki - na te słowa Hades splunął na ziemię.
- Nie dbam o twoich szpiegów. Mów, czego chcesz - nie zmienił tonu głosu, ale odrobinę poluźnił zaciskającą się na szyi Hermesa dłoń.
- Niczego. Nie jestem twoim wrogiem Hadesie - mówiąc to uśmiechnął się, ale bóg podziemi doskonale wiedział, że nie wolno mu ufać - Wiem też, że ta piękna tancereczka ma poślubić niejakiego Adonisa, syna Afrodyty. To smutne. Ona zmuszona do małżeństwa, ty samotny do końca życia...
- Zmuszona? - Hades już całkowicie wypuścił Hermesa z uścisku i oboje wstali.
- A więc nie wiesz? Piękna Kora nie chce wychodzić za Adonisa. Broni się przed tym, jak tylko może. Niestety, nie ma zbyt wielu przyjaciół, którzy mogliby jej pomóc. Nie ma też ukochanego, który wyruszyłby jej na ratunek... - powiedział ironicznie. Hades nie mógł w to uwierzyć. Więc ona... nie chciała tego ślubu?
- Jeśli kłamiesz znajdę cię i podam Cerberowi na srebrnej tacy - zagroził odlatującemu Hermesowi.
- Oczywiście. Ale pamiętaj, ślub już tuż, tuż. Może niedługo przybędę tu z zaproszeniem? - z tymi słowami go pozostawił.
Hades zasępił się. Czy złotowłosy mówił prawdę? A może to kolejna sztuczka i Persefona chce go tylko jeszcze bardziej ośmieszyć? Ach, a miał nie wypowiadać jej imienia! A tak dobrze mu już szło. Przeklęte śpiewające ptaszki.


Mama mnie zabije. Kazała mi iść spać dwie godziny temu, bo jutro mam samolot, a ja siedzę i piszę dla Was, żebyście mieli co czytać ;) Doceńcie mnie, bo ja wiecznie żyć nie będę :D Tyłek mnie boli, ale jestem usatysfakcjonowana, że skończyłam na czas. No, prawie. Post powinien się opublikować jak będę już w Anglii, chyba, że blogger nawali :/ Do napisania!

2 komentarze:

  1. Zapraszam Cię na moje opowiadanie Tears Dont Fall.Mam nadzieję, że Cię zaciekawi. Opowiada historię zagubionego w sobie chłopaka, który codziennie toczy walkę z otaczającymi go, jak i swoimi wewnętrznymi demonami.
    http://tearsdontfallbyedi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej subtelna reklama, jaka pojawiła się na tym blogu.

      Usuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony