wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział V: Straty i zyski

Przenikliwa cisza wypełniała zamek Pana Ciemności już od dwóch dni. Nie pragnął rzucać przedmiotami o ściany, czy wypełniać pustkę krzykiem. Wiedział, że ten i tak rozpłynie się w czerni. Siedział tylko posępnie na kamiennych schodach wiodących do bram jego pałacu i głaskał po łbach Cerbera. Tylko on go nie opuścił. Mógł liczyć na trzygłową bestię w każdej, nawet najgorszej sytuacji. Pies nie oceniał jego poczynań, a tylko w milczeniu posyłał mu łagodne spojrzenia. Hades nie miał ochoty wychodzić ze swej kryjówki. Nie miał zamiaru patrzeć, jak Persefona obnosi się z pierścionkiem i naśmiewa, że udało się jej oszukać samego boga śmierci. Persefona. Dla niego zawsze pozostanie Persefoną. Zbeształ się w myślach. Nie powinien tyle o niej rozmyślać. Powinien się zająć czymś pożyteczniejszym. Czymś, co wygoni ją z jego umysłu i serca. Wstał i otrzepał się z kurzu. Zaczesał włosy do tyłu, jak miał w zwyczaju robić, gdy się nad czymś zastanawiał. Rozważał kilka opcji. Być może przejdzie się do Tartaru, postraszyć trochę cierpiętników? A może pojedzie konno nad Styks, pogawędzić z Charonem? Cóż za głupi pomysł. Kogo chciał oszukać? Nigdy nie gawędził z Charonem. Uwielbiał pławić się w swej samotni. Choć ostatnio... coś się zmieniło.
To przez tą relację z córką Demeter. Jak mógł dać się wpędzić w coś takiego? Jako postrach całego Hadesu, powinien przewidzieć jej plan. Już słyszał śmiechy na Olimpie, jak to wielki Pan Podziemi dał się zrobić w konia. Skierował swe kroki ku stajni. Musiał się przewietrzyć. Musiał coś ze sobą zrobić. Wybrał ulubionego wierzchowca i jednym ruchem dosiadł zwierzę. Wbrew wcześniejszym postanowieniom, wybrał się na Ziemię. Żarliwe słońce wpiło się w jego oczy, gdy tylko wyłonił się spod ziemi. Skierował konia do lasu, jakby chcąc sprowokować spotkanie z Persefoną. Nie chciał jej widzieć, a jednocześnie marzył, by spojrzeć w jej fiołkowe oczy. Nie chciał już nigdy usłyszeć jej słodkiego głosu, lecz tęsknił za melodyjnie wypowiadanymi przez nią słowami. Czuł, że musi się z nią spotkać, choćby ostatni raz. Wiedział, że spotkanie przyniosłoby ze sobą ogrom bólu i żalu, ale gotów był przyjąć je na siebie, choćby móc dzięki temu choć przez chwilę ją zobaczyć. Tak jak przed tymi wszystkimi wydarzeniami, kiedy nic ich nie dzieliło. Gdy bez skrępowania mogli ze sobą przebywać. Galopował tak przed siebie, bez konkretnego celu, wyczekując spotkania i jednocześnie się go bojąc. Kiedyż ostatnio targały nim tak sprzeczne emocje? Nawet jeśli setki lat temu czuł coś podobnego, zawsze szczelnie krył to pod maską obojętności. Tak musiał zrobić również teraz. Zachować kamienną twarz. Gnałby tak w zamyśleniu, gdyby nie gwałtowne hamowanie rumaka. Koń uniósł swe masywne kończyny i wydał z siebie głośne rżenie. Hades zręcznie zszedł z wierzchowca, sprawdzić kto wywołał to zamieszanie. W jego głowie od razu pojawiło się morze myśli. A jeśli to ona? Postać stała dumnie wyprostowana, a jej twarz skryła się w cieniu bordowego kaptura. Wysoki wzrost i konkretna postura od razu wykluczyły pewne ewentualności. Hades spodziewał się, że owa istota zaraz padnie do jego stóp i zacznie błagać o litość, ale nic takiego się nie stało. Po dłuższej chwili ciszy, pomieszanej z zaciekawieniem zapytał w końcu:
- Kim jesteś i dlaczego niepokoisz samego Hadesa, boga podziemi? - a mówiąc to starał się, by jego ton brzmiał władczo i przerażająco. Postać zdjęła kaptur z głowy i ukazała swe oblicze. Przed Panem Podziemi stał średniego wzrostu mężczyzna. Jego twarz okalała krótka broda, pokryta gdzieniegdzie siwizną, tak jak włosy. Pod niskim czołem skrywały się oczy, przypominające dwa małe węgielki. Hades spojrzał na jego zniszczone dłonie. Ten człowiek musiał przeżyć już wiele lat.
- Jestem Orion z Gonnos - przedstawił się, robiąc niski ukłon - Nie chciałem cię niepokoić, panie. Właśnie zmierzałem ku Podziemiom. Przybywam z mej ojczyzny, ponieważ od dziecka znałem swe przeznaczenie. Wiedziałem, że mym zadaniem jest ci służyć. Przyjmij me pokorne prośby i uczyń mnie swym sługą - mężczyzna pokłonił się przed Hadesem. Pan Podziemi uniósł brwi w zdziwieniu. Zastanowił się przez chwilę po czym rzekł:
- Wstań, nędzny człowieku. Niewielu ma zaszczyt dostąpić takiego zaszczytu - oznajmił. Dosiadł czarnego ogiera i pozwolił, by mężczyzna maszerował obok niego.
***
Patrząc w lustro, nie widziała już Kory. Była teraz kimś innym. W jej zapadniętych oczach nie czaiły się już iskierki szczęścia, lecz smutny cień, odbicie jej duszy. Nie spała dwie noce. W ciągu dwóch dni zdołała tylko wypić trochę wody. Gdyby Kiane nie dbała o jej włosy, nawet by ich nie rozczesywała. Nie zależało jej na wyglądzie. Nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w lustro. Jej myśli ciągle dryfowały przy jednej osobie. Uczucie bólu rozrywało jej serce, ale nie łkała. Ciągle zastanawiała się, jak bardzo mężczyzna z jej snów musiał poczuć się urażony. Zapewne pomyślał, że go oszukała, na co wskazywało jego nerwowe zachowanie. Wyszedł z przyjęcia bez słowa. Nie mogła za nim pobiec, nie mogła go zatrzymać. Nie mogła mu powiedzieć, że to wszystko jest tylko śmiesznym koszmarem, że nie ma z tym nic wspólnego.
Od czasu zaręczyn matka kazała Kiane jeszcze bardziej ją pilnować. Nie miała nawet jak mu wyjaśnić... Zganiła się w myślach. Nie powinna mu niczego wyjaśniać. Jeśli coś do niej czuł, powinien jej ufać, powinien sam przyjść... Pozostało jej tylko szykować się do ślubu. Myśl o tym nie dawała jej spokoju. Nie chciała wychodzić za Adonisa. Nie kochała go. Ciągle zastanawiała się, dlaczego Zeus wybrał jej syna Afrodyty za męża. Było tylu innych kandydatów. Gdyby chociaż miał tą stanowczość Hadesa, gdyby umiał milczeć tak jak on, gdyby był owiany chociaż nutką tajemnicy... Ale młodzieniec nie miał czarnych oczu boga, nie miał jego czarującego uśmiechu. Nie wywoływał w Korze tych uczuć, co Pan Podziemi. Dotknęła swej prawej ręki. Ze znienawidzeniem spojrzała na pierścionek zaręczynowy. Był zbyt gruby, zbyt kolorowy, zbyt... Wszystko było w nim nie tak. Najchętniej oddałaby go właścicielowi. Ale nie mogła tego zrobić. Matka nigdy więcej by się do niej nie odezwała. Za bardzo ceniła zdanie Zeusa, by się mu sprzeciwić. Kora nigdy nie rozumiała relacji, jaka ich łączyła. Tak jak nie rozumiała, dlaczego Demeter nie chce jej powiedzieć kim jest jej ojciec. Może gdyby dziewczyna miała tą wiedzę, wszystko potoczyłoby się inaczej? Głowa pękała jej od tych rozmyślań. Nie przywykła do życia w takich warunkach. Wszystko działo się za szybko. Odłożyła lusterko i wstała, rozprostowując kości. Kiane i inne nimfy przygotowywały właśnie posiłek. Dziewczyna nie miała jednak ochoty jeść. Zapewne zaraz miała przybyć jej matka i przyszły mąż. W jej głowie zaświtał mały pomysł. Musiała jakoś ominąć kolejne spotkanie. Spojrzała na nimfy. Jakby czytając w jej myślach, Kiane uniosła głowę, sprawdzając, czy Kora aby na pewno znajduje się tam, gdzie powinna. Dziewczyna zamyśliła się. Nie ucieknie niepostrzeżenie, nie mogła narażać się na gniew matki. Zrobiła kilka kroków w przód, po czym teatralnie upadła na ziemię. Nimfy od razu podbiegły do niej, gorączkowo starając się ją złapać. Zaczęły cucić ją zimną wodą. Po kilku minutach dziewczyna otworzyła oczy i powiedziała, że źle się czuje. Tym samym zapewniła sobie spokój na resztę dnia. Nimfy pomogły jej dojść do posłania, gdzie ułożyła się wygodnie. Leżała tak kilka dobrych chwil, gdy dobiegły ją czyjeś głosy. Wiedziała, że Adonis i matka już przybyli. Po chwili jej oczom ukazała się matka.
- Witaj córko. Adonis pyta jak się czujesz. Nalega na przechadzkę, która z pewnością poprawi ci nastrój - mówiąc to posłała jej władcze spojrzenie. Ton jej głosu jasno wskazywał, że Kora musi pójść z mężczyzną na przechadzkę. Dziewczyna niechętnie wstała. Adonis stał jak zwykle, bacznie obserwując wszystko wokół. Gdy zobaczył swą ukochaną jego twarz rozpromienił uśmiech. Uśmiech, który jej się wcale nie podobał. Przywitała się uprzejmie i zgodziła na spacer. Poszli na wschód, wgłąb lasu. Gdy tylko matka znikła jej z oczu, Kora puściła jego ramię i szła w nieznacznej odległości.
- Nasz ślub odbędzie się za kilka tygodni, pani - oznajmił z nieukrywaną radością.
- Tak szybko? - zapytała nerwowo. Mężczyzna pochwycił nutkę strachu w jej głosie. Ciągle uświadamiał sobie, że ich zażyłość nie była taka, jak by chciał. Uwielbiał w swej przyszłej małżonce, że nie jest taka jak większość znanych mu dziewcząt, ale czasami brakowało mu w niej pasji. Nie czuła do niego płomiennej miłości i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Na cóż czekać dłużej? - zapytał retorycznie. I wtedy dostrzegł błysk w jej oku. Czyżby istniały jakieś niepokojące sprawy, o których nie wiedział? - Czy mógłbym o coś zapytać? - mówiąc to zatrzymał się na chwilę i chwycił ją za ręce.
- Oczywiście - odparła uprzejmie. Uniósł jej podbródek tak, by spojrzeć w jej oczy.
- Czy był kiedyś przede mną inny? - jego wzrok był przenikliwy, ale Kora nawet przez chwilę się nie zawahała.
- Nie - odparła krótko. Niestety ta odpowiedź nie wystarczyła młodzieńcowi, a tylko upewniła go w przekonaniu, że jego przyszła małżonka skrywa jakąś tajemnicę.
***
Hades usadowił się wygodnie na krześle. W pokoju płonęły świece, dzięki czemu mógł świetnie dostrzec każdy ruch swego gościa. Orion nie wydawał się onieśmielony, czy zmieszany. Siedział spokojnie w ciszy, nic nie mówiąc. Jego bordowa szata współgrała z ciemnymi kolorami wnętrza zamku.
- Opowiedz mi o sobie - polecił Hades, trzymając w dłoni kielich wina. Mężczyzna odchrząknął.
- Urodziłem się w Gonnos i tam też wychowałem. Byłem synem kowala. Kiedy moje rodzeństwo pracowało w pocie czoła, ja wolałem studiować księgi, za co niejednokrotnie byłem ganiany. Ćwiczyłem swój umysł w przeróżnych dziedzinach, ale najszybciej pochłaniałem księgi wojenne, taktyczne i historyczne. Szybko okazało się też, że umiem władać mieczem. W wieku dwunastu lat zabiłem pierwszego człowieka. Gdy stałem się mężczyzną, wyruszyłem na wojnę. Niestety, przegraliśmy. Trafiłem w niewolę. Dzięki sprytowi szybko udowodniłem nowemu królowi, że jestem godny lepszego życia. Był to dzikus, ale świetnie walczył. Jego plemię żyło swoją własną kulturą. Mieli swoich bogów i swe przekonania, ale uwierz mi mój panie, ja nie dałem się zwieść. W nagrodę za waleczność ofiarował mi kobietę. Szybko przekonałem się, że to szarlatanka. Przepowiedziała mi, że moje prawdziwe miejsce jest u twego boku panie. I że to ty jesteś jedynym prawowitym królem - zakończył.
- Od razu rozwieję twe wątpliwości. Nie zależy mi na władzy. Wystarczy mi moja Kraina Umarłych - oznajmił Hades, zgodnie z prawdą.
- Ale chyba nie zaprzeczysz, że przydałoby ci się wojsko - nalegał mężczyzna. Pan Ciemności zasępił się. Wprawdzie nie posiadał żadnych ludzi w Hadesie, ale wojsko mogłoby się mu przydać, gdyby jakiś głupiec pokroju Aresa zechciał zagarnąć jego ziemie.
- Masz rację, Orionie - przyznał - W takim razie to ty zajmiesz się wszystkim co niezbędne, by stworzyć mi wojsko, jakiego potrzebuję - nakazał. Po chwili nadał mężczyźnie wszystkie uprawnienia, by ten mógł przemawiać w jego imieniu. Następnie bóg oddalił się do swej sypialni. Czuł się... lepiej. Zyskał nowego sprzymierzeńca. Nie był już zupełnie sam. Czuł, że coś się zmieniło. Teraz będzie miał nowy cel, który skutecznie odgoni jego myśli od Persefony.
***
Spacerowali nadal, rozmawiając o mniej ważnych tematach. Dziewczyna nie chciała rozmawiać o ślubie, ale chłopak co chwilę poruszał ten temat. Pytał o wszystko: o posiłki, o muzykę, o stroje. Dziewczyna z przerażeniem przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Nie zdawała sobie sprawy, że to gna w takim tempie. Miała nadzieję, że stan narzeczeństwa będzie się ciągnął w nieskończoność. Zrozumiała, jak mało czasu jej zostało. Była kompletnie sama i nie wiedziała co robić. Z Hadesem nie zamierzała rozmawiać, a Kiane wydawała się ostatnio nieobecna. Nie znała nikogo innego, kto mógłby jej pomóc w takiej sytuacji. Straciła wszystkich.
Niewiele mówiła podczas przechadzki. Widząc, że jest mało rozmowna, Adonis obrał drogę powrotną. Miał nadzieję, że gdy będą już małżeństwem, dziewczyna będzie więcej mówić. Gdy wrócili ze spaceru, Kora jak najszybciej udała się do siebie. Gdy upewniła się, że nikt jej nie słyszy, zaczęła szlochać. Nagle uświadomiła sobie, jakie życie ją czeka. Nigdy nie zazna miłości, nigdy nie będzie szczęśliwa. Nie mogła słuchać, jak jej matka rozprawia o wielkim przyjęciu na cześć nowożeńców. Nie mogła patrzeć na swojego przyszłego męża. Pozwoliła, by jej ciałem wstrząsały dreszcze, a oczy poczerwieniały, od gorzkich łez.
- Koro, co się dzieje? - usłyszała za swoimi plecami. Odwróciła wzrok, by ukryć swój stan, ale było już za późno. Nimfa podeszła do niej i przytuliła ją z całej siły - No już, wszystko będzie dobrze - pocieszała ją.
- Nic nie będzie dobrze! - dziewczyna wybuchła - Jestem zmuszona do małżeństwa, którego nie chcę!
- Ale Koro, wszyscy mamy powinności, które wypływają z naszego urodzenia. Ja jestem córką Matki Natury i nigdy nie będzie mi dane móc być żoną boga czy herosa. Ty jesteś boginią, córką wielkiej Demeter i wymaga się od ciebie poświęceń. Takie jest życie i nie zmienisz tego - powiedziała smutno.
- Ale Kiane! Czy ty nigdy nikogo nie kochałaś? Nie marzyłaś o miłości, jak z poematu? - zapytała dziewczyna.
- Oczywiście. Każda dziewczynka marzy kiedyś, że pojawi się ktoś, kto uczyni jej życie lepszym. Ale to są marzenia, a my żyjemy w rzeczywistości. I musisz pamiętać o tej różnicy.
Kora zastanowiła się nad jej słowami. Nimfa miała rację. Nie można zmienić przeznaczenia. Ale jak można zapomnieć o uczuciach? Jak ma zapomnieć o czarnookim mężczyźnie ze swoich snów? Łatwiej byłoby jej wypełnić obowiązek, gdyby nigdy go nie spotkała. Być może ich znajomość nie była dla niej błogosławieństwem, a przekleństwem.
- To takie trudne - powiedziała na głos.
- Wiem. Ale tak trzeba. Pomyśl, co by zrobił Zeus, gdybyś się mu sprzeciwiła? - zapytała brunetka.
- Zniszczyłby tych, których kocham - odparła Kora - Nie mogę do tego dopuścić. Wypełnię swój obowiązek - oznajmiła. Zamknęła oczy i zasnęła, choć spała niespokojnie.

Gdy Kiane upewniła się, że się nie obudzi, wyszła z jej namiotu i udała się za niego. Szła chwilę, bacznie rozglądając się, czy aby na pewno nikt jej nie śledzi. Szła tak, co chwilę odwracając głowę w tył, po czym wpadła w czyjeś ramiona.
- Och, to ty! Ależ nie strasz mnie tak więcej - powiedziała, odwracając głowę do tyłu, by zobaczyć kto ją zatrzymał.
- To twoja wina, byłaś nieuważna - zaśmiał się chłopak, za co dostał kuksańca w bok. Po chwili jednak złość przeszła dziewczynie i przycisnęła go do siebie.
- Dobrze cię widzieć - szepnęła mu do ucha.
- Ciebie też - pogładził ją po włosach. Spojrzał jej w oczy, uśmiechnął się, odsłaniając swe białe zęby i pocałował namiętnie.
***
Tej nocy księżyc nie był widoczny. Zasłaniały go zazdrosne chmury, które pojawiały się na niebie nieczęsto w tych stronach. Takie noce sprzyjały przemytnikom. Mogli bez trudu wtopić się w czerń i wykonywać z uwielbieniem swą profesję. Zresztą, nie tylko oni. Z ciemności wyłaniały się też inne postacie, bardziej mroczne, bardziej... mordercze. Żądne krwi i władzy. Mężczyzna w zbroi zapalił jedną świecę, tak by nie potknąć się o stolik, czy krzesło, ale na tyle, by nie zwrócić niczyjej uwagi. Spojrzał na siedzącego przyjaciela. Jego siwa broda jak zwykle pokryta była morskimi glonami, które utraciły już swój zielonawy odcień. Teraz przypominały raczej łupiny cebuli, niż podmorskie rośliny.
- Jak idą nasze sprawy? - zapytał, przybliżając do swych ust złoty kielich.
- Ptaszki ćwierkają, że Hades poszukuje ludzi - oznajmił mężczyzna. Jego twarz skryta była w ciemności, ale wątłe światło ukazywało błyszczącą zbroję.
- Ludzi? - mężczyzna zaśmiał się, trochę zbyt głośno.
- Ciszej - syknął drugi - Nie możemy narażać się na zdemaskowanie - jego głos nie wyrażał sprzeciwu. Morski bóg już chciał mu rzucić, że nie będzie go uciszał żaden gnojek z wykałaczką u spodni, ale uprzytomnił sobie, że ten ma rację. Zamilczał więc.
- Ten idiota szuka młodych mężczyzn. A do czego mogą być potrzebni młodzi mężczyźni?
- Może chce się z nimi pozabawiać? To stary dziwak, do tego samotnik, kto wie, co mu siedzi w głowie - prychnął brodaty.
- Przypominam ci, że kiedyś nie był samotnikiem, a jeśli już chciałby się zabawić z chłopcami to nie w tym wieku i nie w takiej ilości. On zbiera wojsko - wyjaśnił mężczyzna w zbroi.
- Co? To niedorzeczne. Kto będzie chciał wstąpić do wojska w Hadesie? Nawet jeśli, to kto ich wytrenuje? Nie powinniśmy zaprzątać tym sobie głów. To nieistotne.
- Być może, ale powinniśmy mieć się na baczności. Nie pamiętasz, co Hades zrobił kilka tysiącleci temu? - zapytał z nutką złości w głosie.
- Pamiętam ile stracił, ot co - zakończył bóg mórz i oceanów -  I za to wypijmy. Za ich starty, a nasze zyski - uniósł pełny kielich do góry. Szkło zabrzęczało, a mężczyźni z zadowoleniem wypili jego zawartość.


Tak, tak, jestem gotowa na zlinczowanie. Nie będę się tłumaczyć brakiem weny, czy innymi pierdołami, po prostu mi się nie chciało. Taka szczera do bólu XD Szkoda, że w realu nie mam tyle odwagi. BTW, wróciłam, więc cieszmy się, radujmy się... i komentujmy :D Serio, potrzebuję motywacji i krytyki. Nic innego się nie liczy ;)

2 komentarze:

  1. Trafiłam tutaj z jakiegoś katalogu, opis mnie niezwykle zaciekawił. Zawsze uwielbiałam mitologię, wątek Hadesa i Persefony szczególnie. Od dawna poszukiwałam czegoś o tej parze w języku polskim i cieszę się, że tu trafiłam. Przeczytałam dopiero dwa rozdziały i bardzo mi się podobały. Kora i jej naiwność...jest jednocześnie słodka i irytująca, natomiast Hades to mistrzostwo. Chłodny pan chłodnego zamku.
    W wolnej chwili nadrobię resztę i na pewno będę zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, cieszę się, że Ci się podoba. Fakt, ja sama nie znalazłam niczego podobrego do mojej historii, czasem widziałam tylko coś niedokończonego lub jakieś one-shoty. W sumie to, że Kora irytuje wyszło w praniu, w założeniu miała być tylko słodka, może troszkę zadziorna ;) Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony