wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział VI: Śpiewające ptaszki

Dni mijały, a każdy był taki sam. Nic się nie zmieniało. Kora żałowała, że nie jest zwykłym człowiekiem, który w akcie desperacji prosi o pomoc niebiosa. Ale do kogo ona miała się modlić? Komu miała składać ofiary? Nie mogła sprzeciwić się matce, choć bardzo tego chciała. Co dzień czuła ten rozdzierający ból w klatce piersiowej, gdy myślała o zbliżającym się ślubie. I wtedy przypominała sobie o tym, co mówiła Kiane. Kora dźwigała na swych barkach obowiązek większy niż księżniczka. Każda córka władcy była tylko przedmiotem do zawarcia sojuszu i płynącym z niego korzyści. Od dziecka panny te wychowywane były tak, by zaspokajać pragnienia przyszłych mężów. Nie interesowało ich nic poza dobrymi manierami, ślicznymi sukienkami i wystawnymi balami. Z tą myślą Kora uświadomiła sobie, że na początku też taka była. Pełna nadziei i ufności. Była naiwna, sądząc, że czeka ją życie jak w bajce. Żyła nieświadoma tego, jacy naprawdę są bogowie i jakimi pobudkami się kierują. Nie sądziła, że prawda okaże się aż tak ciężka. Nie sądziła, że będzie musiała żyć wbrew sobie. Może gdyby nie poznała Hadesa łatwiej byłoby jej poślubić Adonisa.

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział V: Straty i zyski

Przenikliwa cisza wypełniała zamek Pana Ciemności już od dwóch dni. Nie pragnął rzucać przedmiotami o ściany, czy wypełniać pustkę krzykiem. Wiedział, że ten i tak rozpłynie się w czerni. Siedział tylko posępnie na kamiennych schodach wiodących do bram jego pałacu i głaskał po łbach Cerbera. Tylko on go nie opuścił. Mógł liczyć na trzygłową bestię w każdej, nawet najgorszej sytuacji. Pies nie oceniał jego poczynań, a tylko w milczeniu posyłał mu łagodne spojrzenia. Hades nie miał ochoty wychodzić ze swej kryjówki. Nie miał zamiaru patrzeć, jak Persefona obnosi się z pierścionkiem i naśmiewa, że udało się jej oszukać samego boga śmierci. Persefona. Dla niego zawsze pozostanie Persefoną. Zbeształ się w myślach. Nie powinien tyle o niej rozmyślać. Powinien się zająć czymś pożyteczniejszym. Czymś, co wygoni ją z jego umysłu i serca. Wstał i otrzepał się z kurzu. Zaczesał włosy do tyłu, jak miał w zwyczaju robić, gdy się nad czymś zastanawiał. Rozważał kilka opcji. Być może przejdzie się do Tartaru, postraszyć trochę cierpiętników? A może pojedzie konno nad Styks, pogawędzić z Charonem? Cóż za głupi pomysł. Kogo chciał oszukać? Nigdy nie gawędził z Charonem. Uwielbiał pławić się w swej samotni. Choć ostatnio... coś się zmieniło.

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony