sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział IV: W ciemności

Choć ciemność w jego sercu powoli zaczynała zanikać, zamek ciągle tkwił w ponurej czerni. Zastanawiał się, czy rzeczywiście chciałaby tu zamieszkać. Wtedy musiałby wszystko zmienić... Kochał Podziemia. Przez tysiąclecia zdążył przywyknąć do zamkowych ciemności, do braku ciepłych promieni słonecznych na skórze. Nie czuł się zmartwiony w samotnym towarzystwie zwierząt. Nie przeszkadzał mu brak zieleni i wszechobecnej radości. Ona nie byłaby w stanie czuć do tego świata to, co on czuł. Widział to w jej roześmianych oczach na balu, podczas tańców. Widział to w jej gestach, gdy wymachiwała rękoma podczas rozmowy z Adonisem. Potrzebowała podobnych sobie. Nie wytrzymałaby w ciszy, która każdego dnia robiła się coraz głośniejsza i coraz głośniejsza...
Zbeształ się w myślach. Na pewno nic do niego nie czuła. Była tylko młodą, zagubioną dziewczyną, zapewne nawet nie traktowała go poważnie. Wiedział, że nie powinien robić sobie nadziei, ale jakaś część jego wyniszczonego serca kurczowo trzymała się myśli, że Persefona zechce zamieszkać razem z nim w Podziemiach. Czyżby zaczął darzyć ją uczuciem? Dawno nie czuł czegoś podobnego, obcym było mu uczucie miłości. Dziwne kłucie w sercu, pojawiające się zawsze, gdy o niej myślał, wywoływało grymas na ostrej twarzy. Nie był wart miłości. Nie zasługiwał. Był tylko podłą kreaturą, ciemność spowijała go w całości nie omijając serca. Nie umiał kochać. Bał się, że nieumyślnie skrzywdzi dziewczynę.
Gdy poczuł mrowienie w nogach, uświadomił sobie jak długo stoi, wpatrując się w okno. Zaciśnięte na klatce piersiowej ręce też zaczynały drętwieć. Zmieniając pozycję, usiadł na mocno czerwonej kanapie, której kolor zaczął zamieniać się w brudny brąz. Oparł głowę o ścianę i przymknął powieki. Zachłannie wciągnął powietrze do nozdrzy i równie szybko je wypuścił. Już chciał wstać i zabrać się za codzienne obowiązki, gdy jego wyostrzony słuch złapał dźwięk cichego stąpania. Szybko wyprostował się, nasłuchując. Nikogo się nie spodziewał. Kto mógł przejść niezauważenie obok Cerbera i gościć w jego samotni? Kroki nasiliły się i Hades wstał, przygotowując się do ewentualnego ataku. Stał zaraz obok drzwi, a kiedy owa postać w nich stanęła, zamachnął się głęboko i... w ostatniej chwili się powstrzymał.
Mało brakowało, a uderzyłby najdelikatniejszą istotę, jaką znał. Owiana pastelowym różem dziewczyna z przerażeniem w oczach tkwiła w progu.
- Co tu robisz? Przepraszam, ale myślałem, że ktoś nieproszony znajduje się w zamku - mężczyzna zaczął się tłumaczyć. Dziewczyna uciszyła go skinieniem głowy i sama zaczęła przepraszać.
- Jak udało ci się tu dotrzeć? - wypytywał z ciekawością, zapraszając dziewczynę do pomieszczenia. Wyjął z komody dwa złote kielichy i nalał do nich smacznego, czerwonego płynu.
- Mam swoje sposoby - zaśmiała się tajemniczo, a zarazem zalotnie, popijając wino. Oboje siedzieli wygodnie na starej sofie w półmroku, a jednak mogli doskonale widzieć swe oczy. Rozmawiali jakiś czas o zwykłych głupotach, ale Kora szybko wyczuła, że coś jest nie tak. Twardy charakter nie pozwolił jej długo siedzieć w milczeniu. Chciała wiedzieć, co trapi ukochanego, tym bardziej, że sama nie wiedziała, na czym stoi. Pocałunek z poprzedniej nocy wydawał się tylko słodkim snem, ale miał miejsce w rzeczywistości i nie mogła o tym zapomnieć. Co jednak to znaczyło? Czy pozwalało jej to zatopić się w jego umięśnionych ramionach lub bez skrępowania musnąć namiętnie wąskie wargi?
- Co się dzieje? Jesteś jakiś nieswój - zaczęła spokojnie, choć namacalnie czuła, jak emocje zaczynają władać jej umysłem.
- Nic - odparł krótko i stanowczo, odwracając wzrok. Po chwili wstał i podszedł do okna. Oparł się przedramieniem i zawiesił na nim głowę. Kora nie wiedziała, co w takiej sytuacji uczynić, ale impuls sprawił, że podeszła do mężczyzny i położyła mu dłoń na ramieniu. Chciała mu dodać otuchy i sprawić, by poczuł, że zależy jej na nim.
- Chciałbym zostać sam - stwierdził w końcu, po dłuższej chwili ciszy. Dziewczyna poczuła jak uderza w nią fala gorąca. Cofnęła rękę i bez słowa, dumnie wyszła z pokoju. Hades nie chciał urazić dziewczyny, ale nie chciał też niszczyć jej życia. Bycie razem równałoby się z porzuceniem wszystkiego, co znała. Nie chciał, by kiedyś żałowała swojej decyzji. Wolał zabić uczucie, które nawet nie zdążyło zakwitnąć.
Kora starała się powstrzymać napływające do oczu łzy, ale te uparcie turlały się po policzkach, skapując na ziemię. Była wściekła. Hades nie miał prawa tak okropnie jej potraktować! Przyszła do niego, chciała nawet głupia mu wyznać, że zależy jej na tej znajomości, a on ją tak po prostu wyprosił? Czym zasłużyła sobie na tak lodowaty ton w jego głosie? Wszakże, nie powinna się nim w ogóle przejmować, nic dla niej nie znaczył!
Ale, w takim razie, dlaczego czuła dziwne, przygniatając uczucie w klatce piersiowej? Dlaczego w jej głowie ciągle pobrzmiewały te trzy słowa? "Chciałbym zostać sam" - pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo ją tym zranił. Kora przysięgła w myślach, że nigdy więcej się do niego nie odezwie! Skoro chciał być sam, nie będzie się mu naprzykrzać.
Przez mgłę łez, jaka nawiedziła jej oczy, nie zauważyła wyrastającego z ziemi korzenia i potknęła się. Upadła na ziemię z hukiem, targając sobie przy tym szatę. Spojrzała na pokryte błotem dłonie, które piekły niemiłosiernie. Brudna, sponiewierana, zaniosła się jeszcze większym szlochem. Siedziała pod drzewem, z głową w dłoniach, nie zważając na to, że ktoś może ją zobaczyć. Już po chwili poczuła czyjąś ciepłą dłoń na ramieniu. Miała ogromną nadzieję, że to Kiane ją znalazła i będzie się mogła jej wyżalić. Już widziała twarz przyjaciółki, która z niepokojem wypytuje co się stało, gdy nagle przed jej oczami ukazał się ktoś zupełnie inny. Młody chłopak klęczał przy niej, lekko się uśmiechając. W pierwszym odruchu chciała go odepchnąć i uciec, ale czuła się tak zrezygnowana, że z powrotem schowała głowę w poranione dłonie, nie przestając szlochać. Adonis zaczął delikatnie ją uciszać. Robił to spokojnie, obchodząc się z nią, jak z dzieckiem. Wiedział, że mu nie ufa i może uciec, niczym przestraszone zwierzę. Gładził ją delikatnie po głowie, o nic nie pytając. Dopiero gdy błyszczące krople przestały wypływać strumieniami z jej fiołkowych oczu, przemówił.
- Co tu robisz? Coś się stało? Ktoś cię skrzywdził? - pytał troskliwie. Kora sama nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Przez jakiś czas milczała, wpatrując się słabo w ziemię. Widząc jej stan, młodzieniec bez zastanowienia wziął ją w ramiona i posadził na swym siwej maści rumaku. Dziewczyna stanowczo się temu opierała, ale nie miała sił walczyć z kimś większym od siebie samej. Przywarła do jego pleców i pojechali do jej domu. Słońce już dawno wzeszło, więc Demeter jak co dzień zjawiła się, by spożyć z córką śniadanie. Wpadła w szał, gdy jej nie zastała. Krzyczała głównie na Kiane, ponieważ to nimfa była odpowiedzialna za dopilnowanie Kory. Pani Ziemi uspokoiła się znacznie, widząc córkę wracającą w obecności Adonisa. Momentalnie się uspokoiła, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Z zadowoleniem powitała młodych, choć już po chwili nerwowo zaczęła wypytywać córkę, gdzie ta się podziewała.
- Byłam na spacerze i się zgubiłam. Potem potargałam szatę i... trochę się wystraszyłam - skłamała dziewczyna, już w drodze powrotnej wymyślając historię swojego zniknięcia - Przepraszam mamo - dodała potulnie.
- Och, nic takiego się nie stało, tym bardziej, że przyprowadziłaś gościa na śniadanie - kobieta wskazała na młodzieńca, uśmiechając się znacząco. Kora już wiedziała, na co się zapowiada, ale była tak przybita, że nie miała sił walczyć z matką. Posłusznie poszła się przebrać i zjadła posiłek w towarzystwie Adonisa. Parę razy nawet obojętnie zapytała o upodobania chłopaka, co nie uszło uwadze Demeter. Młodzieniec podziękował za tak miłe przyjęcie jego osoby i już miał odjeżdżać, gdy starsza kobieta poprosiła, by towarzyszył jej w drodze na Olimp. Zgodził się i już po chwili oboje szli wolnym tempem przez las, rozmawiając.
- Chciałbym się oświadczyć jak najszybciej - zapewnił gorliwie, trzymając w dłoniach lejce i prowadząc konia.
- Nie wątpię w szczerość twych uczuć, jestem więc przychylna twym planom - odparła kobieta, w duchu ciesząc się ze słów chłopaka.
- A więc poproszę matkę, by wyprawiła dziś przyjęcie na Olimpie. Podczas zabaw poproszę Zeusa o rękę Kory - oznajmił uradowany.
- Świetny pomysł - klasnęła w dłonie - Moja córka z pewnością będzie zachwycona niespodzianką - dodała z przekonaniem.
***
- Jesteś pewny, że tego właśnie chcesz? - zapytała jasnowłosa kobieta, siedząc przed lustrem. Jej delikatna cera była gładka, pozbawiona najmniejszej zmarszczki czy krostki. Podkreślone, pełne usta idealnie współgrały z dużymi, niebieskimi oczami, o odcieniu morskich fal. Siedziała dostojnie przed lustrem i poprawiała, i tak perfekcyjnie ułożone loki. Z przyjemnością zawiesiła na uszach złote kolczyki, na szyję włożyła zrobiony przez męża wisiorek z ametystem. Po mimo niechęci, jaką do niego odczuwała, musiała przyznać, że znał się na błyskotkach i wiedział, jak sprawić kobiecie piękny prezent. Szkoda, że najpierw trzeba go było o to poprosić.
- Jest tyle dziewcząt na świecie, możesz mieć każdą... A wybrałeś właśnie ją - kontynuowała swój wywód. Wstała i podeszła do młodzieńca, którego nazywała synem., choć biorąc pod uwagę jej wygląd, bardziej przypominał brata. Dokładnie pamiętała dzień, w którym go przygarnęła. Był tak słodkim dzieckiem, że nie mogła go zostawić na pastwę leśnych zwierząt. Zasługiwał na coś lepszego, niż życie w dziczy. Był jej oczkiem w głowie i nie mogła mu niczego odmówić, co lubił wykorzystywać.
- Wiem matko, ale ona jest wyjątkowa. Nie lgnie do mych stóp, jak większość znanych mi kobiet, czy nimf - oznajmił.
- A więc to ci w niej imponuje? Twardy charakter... Nie będzie ci z nią łatwo - ostrzegła. Chciała dla niego jak najlepiej.
- Jest piękna, co zapewne wynagrodzi mi jej wady - uśmiechnął się nonszalancko, a z oczu biła mu pewność siebie.
- Ach, jesteś tak podobny do swej matki - również się zaśmiała, choć oczywistym było, że w ich żyłach nie płynie bezpośrednio ta sama krew.
Adonis wiedział, że koniec końców, postawi na swoim.
W pokoju obok, toczyła się podobna rozmowa. Kobieta w zieleni siedziała obok mężczyzny, rozprawiając z nim, o córce.
- Świetnie. Wszystko idzie po naszej myśli. Im szybciej się pobiorą, tym lepiej - Zeus przepił te słowa nektarem, usadawiając się wygodnie w krześle - Dzięki Korze nie zginiemy - zaśmiał się i przycisnął usta kobiety do swoich. Dla niego był to tylko pusty gest, dla niej obietnica wspólnej przyszłości. Wiedząc, o czym myśli, bóg powiedział:
- Zapamiętaj Demeter. Pocałunki nie są obietnicami.
***
Hermes szybko pochwycił kaduceusz i pognał, roznosić nowinę o wielkim przyjęciu na Olimpie. Nie była to zwykła biesiada, miało się na niej odbyć wielkie, niecodzienne wydarzenie. Zeus nakazał, by zaprosił każdego, nawet Hadesa. Hermes nie przepadał za wizytami w Podziemiach, ale nie mógł sprzeciwić się swemu ojcu, więc posłusznie wykonał polecenie.
Szybko przemknął obok Cerbera, mając nadzieję, że bestia nie zacznie ujadać, ale  nic nie mogło ujść uwadze trzygłowemu psu. Hades od razu usłyszał, że ktoś się zbliża. Nie liczył na to, że to Persefona, tym bardziej, że nie zamierzał się już więcej z nią spotykać. Co raz postanowił, musiał się tego trzymać.
Widząc uśmiechniętego posłańca, szybko zaczął układać sobie w głowie słowa wymówki, na wypadek, gdyby szykowała się jakaś zabawa na Olimpie. Dziś nie miał ochoty opuszczać swojego podziemnego świata.
- Witaj Hadesie! Przynoszę nadzwyczajne wieści! - oznajmił młodzieniec, wisząc w powietrzu - Dziś odbędzie się przyjęcie na Olimpie. Syn Afrodyty pragnie poprosić o rękę córkę Demeter! Zeus nalega na przybycie - chłopak zrobił nacisk na ostatnie słowa, rzucając mężczyźnie znaczące spojrzenie. Hades zamyślił się. Nie miał pojęcia, o kim mowa, ale po tonie Hermesa wnioskował, że to ważna uroczystość. Nie uśmiechało mu się patrzeć, jak młodzi ludzie dobierają się w pary, by spędzić resztę życia razem. To nie były sprawy, którymi zwykł się zajmować, dlaczego więc ciągle mieszali go w tym podobne wydarzenia? 
Spojrzał z ukosa na Hermesa, który wyczekiwał odpowiedzi.
- Przybędę - rzekł ostatecznie, ciężko wzdychając.
Hermes zaśmiał się i odleciał. Miał jeszcze wiele do zrobienia. Udał się na Ziemię i przypomniał sobie, że wypadałoby poinformować samą Korę o biesiadzie. Zeus wspomniał, by nie mówić jej nic o zaręczynach, ponoć miała być to dla niej niespodzianka. Zabawnie by się złożyło, gdyby dziewczyna nie zjawiła się na przyjęciu. Chłopak zręcznie wyminął drzewa i znalazł się na miejscu. Zastał córkę Demeter, która przygnębiona siedziała pod drzewem i plotła wianek z polnych kwiatów. Pozdrowił ją i pośpiesznie wyrecytował formułkę z zaproszeniem.
- Dziękuję Hermesie, ale nie sądzę, by matka pozwoliła mi przyjść - powiedziała smutno, choć w duchu cieszyła się, że nie będzie musiała nigdzie wychodzić. Miała wyjątkowo podły nastrój. Kiane nie odzywała się do niej i nie miała nawet z kim porozmawiać.
- Ależ ona się już zgodziła! Będzie na ciebie oczekiwać na miejscu - oznajmił młodzieniec. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo. Dziwne - pomyślał - dawniej bardziej cieszyła się z możliwości obcowania z bogami.
Już miał odlatywać, gdy między zielonymi krzakami zauważył ciemnowłosą postać. Snuła się bez celu, nucąc pieśń. Szybko przypomniał sobie, że spotkał ją na jednym z przyjęć swojego ojca. Przystanął koło niej, wesoło zagadując.
- Czemu się smucisz, piękna pani? - zapytał, po krótkiej pogawędce.
- Nie powinnam narzekać, ale czasami opieka nad Korą jest trudniejsza, gdy się przyjaźnimy, niż gdybyśmy miały zupełnie obojętne stosunki. Może wtedy łatwiej akceptowałabym jej niezbyt trafne wybory - powiedziała szczerze.
- Przyjaźń nie jest wiele prostsza od miłości - stwierdził.
***
Kora nie miała nawet ochoty się stroić. Założyła jedną z sukienek i poprawiła fryzurę. Kiane pomogła jej się ubrać, choć złość nadal jej nie przeszła. Wszystkie dziewczęta wyruszyły na przyjecie. Droga w ciszy wyjątkowo się im dłużyła. Dotarły w końcu do bram podniebnej krainy. Już z dala słychać było wesołą muzykę. Powitała ich Demeter.
Gdy Kora weszła do ogromnej sali, zabrakło jej tchu w piersiach. Ogromny, kryształowy żyrandol, wykonany zapewne przez Hefajstosa wisiał na wspaniale pomalowanym suficie.Widniały na nim obrazy Apollina, który miał zręczną rękę do pędzla. Stół pod ścianą zapełniony był po brzegi najdorodniejszymi owocami.
Patrząc na stroje gości dziewczynie zakryła się rumieńcem, żałując, że tak małą wagę przywiązała do swojego. Wyglądała dość ubogo, przy oszałamiających szatach Afrodyty, czy Hery. Obie panie wyglądały iście królewsko, nie skąpiąc sobie złota i cennych kamieni na palcach, szyi, czy uszach. Kora miała nieodparte wrażenie, że to przyjęcie jest ważne dla bogów, ale nie przypominała sobie, by Hermes mówił coś, o wyjątkowości tegoż spotkania. Wzrokiem złapała Adonisa, który uśmiechnął się do niej promiennie, ukazując swe perłowe uzębienie. Dziewczyna źle czuła się w jego obecności, a to, co zdarzyło się rano, wprowadziło w ich relację jeszcze więcej zakłopotania.
W tym samym czasie Hades, wyruszył na swym wiernym koniu ze świata podziemi. Tym razem nie chciał się spóźnić i narazić na gniew brata, więc pognał szybko na grzbiecie zwierzęcia. Wkrótce przekroczył bramy Olimpu i zdyszany, ale punktualny dotarł na miejsce. Gdy ujrzał Persefonę, rozmawiającą z Demeter, stanął jak wryty. Dopiero brat, który ruszył, by się z nim przywitać, wyrwał go z amoku. Hades szybko zaczął analizować sytuację. Co dziewczyna mogła robić na przyjęciu dla bogów? Nie mogła być nikim ważnym, zważywszy na jej ubiór, nigdy nie widział jej w złocie, czy srebrze. A jednak, rozmawiała swobodnie z jedną z najważniejszych bogiń. Mężczyzna żałował, że nie może usłyszeć ich słów. Z rozmyślań wyrwała go coraz głośniejsza muzyka, która zachęcała do tańców. To nakazało wycofać się mężczyźnie do ciemnego kąta. W ciemnościach czuł się najlepiej. Były jego bezpieczną przystanią, z której mógł spokojnie obserwować przebieg wydarzeń. Obiecał sobie, że poczeka tylko do zaręczyn i wróci do domu. Na jego nieszczęście, tańce ciągnęły się bardzo długo. Słońce zdążyło odejść, by ustąpić miejsca księżycowi. Nagle muzyka zaczęła cichnąć, a bogowie zaczęli opuszczać swe partnerki, by zasiąść przy stole. Po chwili nastała cisza, przerywana rozmowami, a na parkiecie nie było już żadnej pary. Goście zaczęli częstować się przygotowanymi pysznościami.
Gdy wszyscy już zasiedli, jakiś młody chłopak powstał, chrząkając kilkakrotnie. Biła od niego pewność siebie, dlatego Hades ocenił, że musiał to być narzeczony. Młodzieniec ukłonił się przed Zeusem i zaczął przemawiać. Nie był zdenerwowany, raczej zadowolony. Wymówił imię ukochanej i zapytał króla bogów, czy zechce oddać mu jej rękę. Nagle Persefona, która siedziała kilkanaście krzeseł dalej, zaczęła krztusić się jedzeniem. Hades nie rozumiał, o co chodzi. Narzeczona musiała być wściekła, że w tak wzniosłej chwili, mniej ważna osoba skupia na sobie uwagę wszystkich zebranych. Ku jeszcze większemu zdziwieniu mężczyzny, chłopak podszedł do jego Persefony, uklęknął na jedno kolano i wyciągnął w jej stronę pierścionek. Hades patrzył na to wszystko z otwartymi ustami. Nic nie rozumiał. Dlaczego ten gnojek oświadczał się Persefonie?! Dlaczego nazywał ją Korą?! Zaraz... Hermes mówił, że to córka Demeter się dziś zaręcza, ale jakim cudem... Przecież Persefona nie mogła być córką Demeter! To było dla niego za dużo. Z nieukrywanym zdenerwowaniem odsunął krzesło, wstał i wyszedł, zostawiając za sobą zdezorientowanego Zeusa, przestraszoną Persefonę, a raczej Korę i wszystkich innych, fałszywych bogów. Czuł, jak cały płonie gniewem. Jeszcze nikt go tak nie poniżył. Po co jej było to wszystko? Wiedział, że marzenie o życiu razem było zbyt piękne, żeby mogło się ziścić, a dziewczyna tylko się nim bawiła. Był wściekły na nią, że mu to zrobiła i na siebie, że tego nie przewidział. Swą złość niefortunnie wyładował na koniu, morderczo poganiając go do galopu. Nieco ochłonął dopiero w domu, kiedy zbratał się znów ze swoją ciemnością. Z nią czuł się najlepiej. Nigdy go nie zdradziła, nie wyśmiała. Zawsze mógł na nią liczyć. Była mu przeznaczona do końca swych dni.


Przepraszam Was ogniście, za tak długi czas oczekiwania, ale wiecie... koniec roku się zbliża i trzeba ogarnąć parę spraw. But, obiecuję, że więcej to haniebne zaniedbanie się nie powtórzy :D

2 komentarze:

  1. Awww nareszcie:D w tym rozdziale się tyle działo omg już nie mogę się doczekać następnych, szczególnie teraz jak Hades dowiedział się prawdy o Korze. Żal mi ich oboje, bo są razem pokrzywdzeni przez los. Nie wiem jak ty to teraz odkręcisz :P Tak więc czekam na następne rozdziały :* Pozdrawiam i dużo weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czeka ich długa droga do szczęścia... o ile w ogóle to szczęście kiedyś nadejdzie ;) Dziękuję i pozdrawiam! :D

      Usuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony