niedziela, 8 maja 2016

Rozdział II: Kwiat narcyza

- Koro! - sztywny głos kobiety sprawił, że czar prysł. Dziewczynę opuściła cała odwaga i kłopotliwie spuściła wzrok, szukając oparcia w ziemi. Mężczyzna nie mógł zrozumieć jej zachowania. Czy zrobił coś nie tak? Muzycy przestali grać i zrobiło się niebezpiecznie cicho. Nikt już nie tańczył, wszyscy w skupieniu obserwowali scenę, jaka miała się zaraz rozegrać. Bogini zbóż ze złością wypisaną na twarzy gnała w stronę córki. Chwyciła ją za rękę, zbyt mocno ściskając i odciągnęła od tańczących. Wytłumaczyła Zeusowi, że jest już późno i jej latorośl powinna iść spać. Kora tylko popatrzyła na nią, a w jej oczach złość mieszała się z oburzeniem i zdziwieniem. Boginie wyszły w asyście swoich nieocenionych służek, nimf.
Adonis przyglądał się całemu zajściu, dziękując w myślach bogom, że jego opiekunką jest Afrodyta. Jedynym czego wymagała była lojalność. Zawsze na wszystko mu pozwalała, nigdy niczego mu nie brakowało. Nie czuł się obcy w krainie bogów, uważał bowiem, że swym pięknem zasłużył na obcowanie z nimi. Autorytetem, poza matką, był dla niego Ares, który zawsze zdobywał to, czego pragnął. Wystarczyło tylko, że spojrzał na obiekt swych pożądań i już ten był jego. Jako mężczyzna przystojny szybko zjednał sobie wspaniałą towarzyszkę, w postaci Afrodyty. Nie przeszkadzało jej smutne spojrzenie męża, kowala Hefajstosa, który doskonale wiedział o zdradach żony.
Zresztą, nie tylko Ares dzielił łoże z boginią miłości. Kobieta często obcowała z herosami czy zwykłymi, ziemskimi mężczyznami. Adonis nie miał od kogo czerpać dobrego przykładu, dlatego wyrósł na zadufanego w sobie narcyza. Pewny swej urody, z przyjemnością uwodził nimfy, ale zawsze brakowało mu w nich... tego boskiego pierwiastka, przez który nie mogły być mu równe. Były tylko przepustką do cielesnej przyjemności, żadna z nich nie mogła zostać jego towarzyszką. Mężczyzna przechylił trzymany w ręce kielich, pozwalając by jego ciemna zawartość wlała się do gardła. Smak wina pozwolił mu przypomnieć, że nie był bogiem. I nie mógł, tak jak oni, pić nektaru. Wiedział jednak, że kiedyś osiągnie szczyt swych marzeń i będzie czczony w całej Grecji. Jego przemyślenia przerwały krzyki kłótni, dochodzące z lasu. Za nic nie chciał być teraz w skórze Kory.
Demeter z niemałym trudem wyprowadziła swoją córkę z ogrodów. Ciągnęła ją za nadgarstek, aż ten zrobił się lekko siny. Dziewczyna ociągała się, jak tylko mogła. W jej fiołkowych oczach płonął żywy ogień wściekłości, połączony z niezrozumieniem.
- Cóż takiego zrobiłam, matko? Dlaczego tak okrutnie pozbawiłaś mnie przyjemności zabawy w ogrodach Hery? - pytała z nieukrywanym żalem w głosie. Jej lament sprawił, że bogini na chwilę przystanęła. Nie wypuszczając nadal jej ręki, zaczęła tłumaczyć córce, że zadała się z nieodpowiednim towarzystwem.
- Mężczyzna, który zapragnął z tobą tańczyć, jest uosobieniem zła. Nie pozwalam ci z nim nigdy więcej przebywać! - zagrzmiała, aż ziemia pod ich stopami niebezpiecznie zadrgała. Kora starała się kłócić z matką, próbowała wyciągnąć od niej choćby kawałek informacji, o owym mężczyźnie, ale Demeter uparcie milczała, nie pozwalając, by córka poznała choćby imię Pana Ciemności. Dziewczyna nie chciała jej zbyt bardzo denerwować. Zawsze czuła respekt w stosunku do matki. Pamiętała, jak w dzieciństwie srogo karciła ją za nieposłuszeństwo.
Spotkanie z wyśnionym kochankiem było dla dziewczyny urozmaiceniem, w gruncie rzeczy, nieudanego przyjęcia. Nie dało się ukryć, że postawa wielkich bogów bardzo ją rozczarowała. Matka przedstawiała ich w opowieściach nieco inaczej. Zrozumiała, że na Olimpie, tak jak na Ziemi, trzeba walczyć o swą pozycję. Za punkt honoru postawiła sobie, że uzyska przychylność Zeusa. Wywalczy sobie stałe miejsce na biesiadach, czy matka będzie tego chciała, czy też nie. Kto wie, może znów spotka tajemniczego mężczyznę? Resztę drogi przemilczała, dając Demeter do zrozumienia, że jest obrażona. Nie odzywała się nawet do Kiane, idąc z dumnie wyprostowaną głową. Matka odprowadziła ją, aż do leśnego domu i kazała położyć się jej już do łóżka. Kora jednak nie miała zamiaru iść spać. Umyła się tylko w zimnym strumieniu i nałożyła na siebie nocne szaty. Całą noc miała zamiar przedyskutować z przyjaciółką. Usiadła przy jej posłaniu i w ciszy, by nie zbudzić śpiących już nimf, zaczęła rozprawiać o swych rozterkach.
- Nie uważasz, że potraktowałaś ją zbyt oschle? - skwitowała czarnowłosa, wpatrując się w gwiazdy. Kora przecząco pokręciła głową, na co Kiane wzięła głębszy wdech, wiedząc, że nie zdoła przekonać przyjaciółki, do porozumienia się z matką.
- Przecież nie zrobiłam nic złego. Nie rozumiem skąd ta natarczywość - odparła ze złością w głosie.
- Nic złego? Nawet Akaste zauważyła jak na siebie patrzycie, a wiesz, jak u niej trudno o dojrzenie czegokolwiek - zażartowała, sprawiając, że przyjaciółka na moment uniosła kąciki ust.
- Czy spojrzenie może być niestosowne? - zapytała niewinnie - Kiane, chciałabym chociaż poznać jego imię... - rzuciła nimfie proszące spojrzenie, niewinnie się uśmiechając.
- O nie, obiecałam twojej matce, że nie wypowiem go przy tobie, choćbyś mnie błagała na klęczkach. Nie, proszę, nie patrz tak na mnie. Nie ma mowy... Hades - wyszeptała, bojąc się konsekwencji złamania obietnicy.
Kora zamyśliła się. Hades? Nie brzmiało jak imię wielkiego władcy czy wspaniałego księcia, ale nie przywoływało jej na myśl żebraka. Mimowolnie się uśmiechnęła. Położyła się wygodnie na plecach i zaczęła podziwiać liczne towarzyszki srebrzystego księżyca. Czując, że zaraz pochłonie ją sen, zapytała:
- Myślisz, że jeszcze go kiedyś spotkam?
Nie usłyszała jednak odpowiedzi, a smaganej wiatrem trawy, która szeptała jej odpowiedź, nie mogła zrozumieć.
***
Mrok sprawiał, że wszystko zlewało się ze sobą, pochłaniając nawet rzeczy, które za dnia świeciły największą jasnością. Nie przeszkadzało to jednak nocnym wędrowcom brnąć dalej, przez meandry świata, szukając czegoś, co nieosiągalne. Na tle ciemnych postaci i ich równie mrocznych cieni można było jednak dostrzec smugę, która w miarę upływu czasu, stawała się coraz większa. Zbliżała się do świątyni Apolla, w której płonął wieczny ogień. Jej nagie stopy przekroczyły kolumnowe wejście i udały się w głąb sanktuarium. Jej oczom ukazał się znajomy widok. Kapłanka Pytia siedziała na trójnogu, w skupieniu wznosząc dziękczynne modły do patrona wyroczni. Jej pochylona głowa zdradzała oznaki zmęczenia, choć dłonie wyraźnie wyglądały na nieskalane pracą. Nie była bogato ubrana, choć jej ciemna szata wyglądała na schludną. Rzadkie, ciemne włosy opadały na czoło, czasem zasłaniając oczy. Pomimo wyraźnego odczucia czyjejś obecności, kapłanka nie przerwała swych czynności. Przybyła kobieta również zasiadła i zaczęła modlić się wraz z nią. Robiła to tak długo, aż poczuła nieprzyjemne mrowienie w dolnych kończynach. Z szacunku jednak, nie mogła przerwać. Cierpliwie odczekała, aż Pytia zakończy swój obrzęd. Ku jej nadziejom, stało się to przed wschodem słońca, gdy niebo nadal emanowało granatem.
- Czego chcesz wiedzieć pani? - zapytała kapłanka swych ochrypłym, znudzonym głosem. Tak często go używała, że zdążył nabrać obcej barwy, brzmiącej inaczej, niż niespełna rok temu. Przybyszka nie zdjęła kaptura, zakrywając szczelnie swą tożsamość. Na nic zdało się jej udawanie, przychodziła do wieszczki bezustannie i zawsze pytała o to samo. Pytia doskonale wiedziała, kim jest nocna pani.
- Interesuje mnie tylko czy coś się zmieni - oznajmiła drżącym głosem. Zawsze otrzymywała taką samą odpowiedź, która potrafiła skutecznie ją uspokoić.
- Bogowie zsyłają mi widzenie... Tak, widzę doskonale. Pani, nic się nie zmienia, choć... Zaraz. Me myśli nie są jednoznaczne. Możesz być pewna, że nie utracisz swych dóbr, lecz jest coś, czego powinnaś się lękać - powiedziała, patrząc w dal, na nieznany obiekt. Kobieta przybliżyła się do niej, wyczekując oczywistszych odpowiedzi. Pytia jednak nie potrafiła powiedzieć nic konkretnego. Ględziła tylko o wszechobecnej czerni, zachowując się przy tym jak wariatka. Słowa plątały się w jej ustach, a ręce błądziły w powietrzu. Wzburzona kobieta wyszła ze świątyni bez słowa, powstrzymując się, by nie rozszarpać kobiety. Głupia, cóż ona mogła wiedzieć o przyszłości? Ponoć miała moc widzenia, ale nie umiała powiedzieć, czego kobieta miała się lękać. Kto więc mógł jej powiedzieć? Musiała pójść do Zeusa. Nie wykazywał już do niej tych samych uczuć, co przed laty, ale powinien był wiedzieć, że coś się dzieje. Czy jednak będzie chciał ją wysłuchać? Teraz liczyły się dla niego młode dziewki i niedostępne nimfy. Był jak łucznik, polujący na swą zwierzynę. Im bardziej była niedostępna, tym bardziej chciał ją mieć, jako swe trofeum. A dla boga niebios nie ma rzeczy niemożliwych. Kobieta z bezradnością skierowała swe bose kroki do domu. Delficka wyrocznia nie mogła zapewnić jej odpowiedzi na najważniejsze pytania.
***
Jakież szczęście miał Pan Podziemi. Promienie słońca nie mogły zbudzić go z błogiego snu, który po wczorajszym wieczorze, tak bardzo był mu potrzebny. Nie docierały do zakamarków jego zamku, pozwalając na zasłużony wypoczynek. Nic jednak nie mogło wypędzić okropnego bólu głowy, który rozbrzmiewał echem w podświadomości, chcąc rozsadzić czaszkę. Skosztowane trunki nie pozostawały w żołądku, sprytnym sposobem wdzierając się wyżej i powodując złe samopoczucie. Choć w sumie, z bólem czy bez, Hades zawsze miał złe samopoczucie. Najdziwniejsze było w tym, że po prostu lubił pławić się w swym smutku i wydawało mu się, że to mu wystarcza. Dlaczego więc, gdy myślał o pięknej nieznajomej, czuł, że czegoś mu brak?
Wyprostował się i założył ubranie. Cerber ujadał od rana na niewidzialnych złodziei, domagając się interwencji swego pana. Po rzuceniu mu śniadania w postaci surowego mięsa, trzygłowa bestia z zadowoleniem zamilczała. Hades stwierdził, że tylko konna przejażdżka pozwoli mu oderwać się od ciągłego myślenia o bezimiennej dziewczynie. W stajni dało się poczuć charakterystyczny zapach koni. Wybrał jednego ze swoich karych ogierów i dobył jego grzbietu. Zwierze popędziło galopem, a Pan Podziemi wyrwał się na chwilę ze swojego podziemnego świata. Nie lubił odwiedzać Ziemi, ale w jego krainie nie było warunków do konnych przejażdżek. Nie mógł jednak się powstrzymać od zakupu umiłowanych zwierząt.
Mężczyzna pochwycił za wodze i wyruszył. Lasy były miejscem, które cenił sobie za ciszę i spokój, choć czasem spotykał satyrów, nimfy, czy centaurów. Przemykał między grubymi pniami drzew, aż ujrzał dym. Zawrócił i pojechał w stronę szarej mgły, by sprawdzić co się stało. Ujrzał tylko dogorywające ognisko i coś na kształt namiotów, zrobionych z drogich tkanin. Wydawało mu się, że nikogo nie ma w owym miejscu, ujrzał jednak po chwili, jak różowe szaty przemykają między krzakami. Zsiadł z konia i przyjrzał się uciekinierowi. Na widok drobnej postaci, lekko się uśmiechnął. To była ona. Los znów skrzyżował ich drogi.
Na jego widok strach zniknął z jej twarzy, zastąpił go za to uśmiech. Podeszli do siebie, jednak żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć.
- Dlaczego się zaniepokoiłaś? - zapytał, by przerwać ciszę i znów usłyszeć jej głos, który dźwięczał w jego głowie od ostatniego spotkania.
- Wystraszył mnie twój koń. Myślałam, że to ktoś inny - odparła, choć na jej twarzy nie widać już było strachu.
- Nie zrobiłbym ci krzywdy - powiedział szczerze. Dzieliły ich centymetry.
- Wiem, Hadesie - odparła, zawadiacko się uśmiechając.
- Znasz moje imię? Zdradź mi więc swoje - poprosił.
- Persefona - skłamała w odpowiedzi. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Chyba wolała, żeby nie znał jej prawdziwego imienia.
Hades nie mógł oderwać od niej oczu. Wydawała się najpiękniejszą kobietą jaką widział, choć żył już bardzo długo. Gdyby był choć odrobinę śmielszy, skradłby jej pocałunek. Ona również pozostawała pod urokiem mężczyzny.
- Kim jesteś? - zapytał, chcąc dowiedzieć się o niej wszystkiego w ciągu kilku minut. Dziewczyna nie miała jednak zamiaru mówić o sobie wiele.
- Muszę już iść, będą się o mnie niepokoić - oznajmiła, choć bardzo nie chciała odchodzić.
- W takim razie, gdybyś chciała się ze mną spotkać, zerwij żółty kwiat narcyza. Wtedy się pojawię - zaproponował, zdobywając się na odwagę.
- Z przyjemnością - odparła, oddalając się w stronę domu. Po chwili jej radosny uśmiech znikł w zieleni lasu.
***
Kiane z dezaprobatą kręciła głową, gdy ujrzała zdyszaną Korę.
- Gdzie ty znowu byłaś? Zaraz zjawi się tu twoja matka - powiedziała, rzucając dziewczynie groźne spojrzenie. Jednak ta, nic sobie z tego nie robiąc, zaczęła nucić jakąś starą melodię.
- Ty śpiewasz? Co się wydarzyło? - zapytała z ironią czarnowłosa. Pozostałe nimfy nadstawiły uszu.
- Nic takiego, tylko... - zaczęła, podśmiewając się. Kiane wzniosła oczy do nieba, w myślach błagając bogów, by dodali Korze więcej rozwagi.
- Nie chodź nigdzie sama, dobrze? - poprosiła ze złudną nadzieją, że w odpowiedzi usłyszy zgodę.
- Dobrze - odpowiedziała, zastanawiając się, gdzie rosną kwiaty narcyza.

5 komentarzy:

  1. Blog został dodany do Katalogu Euforia.
    Pozdrawiam, Białko :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam ♥
    Twój styl pisania jest cudowny. Urzekł mnie i naprawdę, się w nim zakochałam! Mam tylko jedną uwagę: "- Nic takiego, tylko... - zaczęła, podśmiewając się. Kiane wzniosła oczy do nieba, w myślach błagając bogów, by dodali Korze więcej rozwagi - Nie chodź nigdzie sama, dobrze? - zapytała ze złudną nadzieją, że w odpowiedzi usłyszy zgodę." Chyba powinnaś oddzielić pierwszy dialog od reszty. Bo z tego co zrozumiałam, to Kora mówi "Nic takiego...", a później to wypowiedź Kiane.
    Szczerze pokochałam moment na sali, podczas tańców! Cudowna scena, no i oczywiście, zazdrosny Hades ;)) Nie wiem dlaczego, ale jak czytam sceny Hadesa, samotnie wędrującego, to mam bana na twarzy, gdy pomyślę "gościu, przyjdzie kora, to ci z zamku zrobi salę balową" XD
    Może spróbowałabyś pisać rozdziały z akapitami, wtedy o wiele estetyczniej wygląda i lepiej się czyta. Przynajmniej dla mnie ^^ Nie wyłapałam żadnych błędów, ponieważ nie sprawdzałam, a nawet gdyby, to i tak bym o tym nie wiedziała. Moja polszczyzna krwawi odkąd mieszkam w Norwegii, może i nawet jest ślepa, oraz kulawa.
    Oj, coś czuję, że Demeter będzie miała nie małe zdziwienie, gdy dowie się o pewnych "rzeczach" związanych z jej córeczką. Gdybym nie znała mitologi, to bym sobie pomyślała "co za okropna matka, do diaska! dziewczyna się zakochała!", a tak myślę "w końcu to tylko Demeter" :D
    Wybacz, nie potrafię pisać komentarzy! Także to coś powinno... chyba wystarczyć. Nie wiem co mam dodać jeszcze, to powiem, czekam niecierpliwie na kolejny rozdział ♥
    Pozdrawiam,
    elose
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Z dialogami to fakt, już poprawiam XD O akapitach pomyślę, ale nie obiecuję :P Nic więcej nie dodam, żeby nie spoiler'ować :D

      Usuń
  3. Zdecydowanie mnie nie rozczarowalaś.
    Obudziłaś na nowo wiarę w mitologię.
    Naprawdę wspaniały pomysł. Pokazałaś Hadesa i wszystko inne w niesamowity sposób.
    Podoba mi się Twój styl. Wspaniałe emocje i wciągająca akcja. Wszystko naprawdę tak świetnie układa się w jedną całość. Już dawno nie czytałam opowiadania które tak wciąga.
    Dla mnie bardzo duży plus bo zawarłaś wszystko co lubię.
    Oby takich opowiadań było więcej.
    pozostaje mi życzyć weny i pozdrowić.

    [www.autorska-strefa.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję :) +100 do motywacji :D

      Usuń

Obserwatorzy

Nomida zaczarowane-szablony